Pisarze zakładają nowe stowarzyszenie. Unia Literacka to świetny pomysł na papierze i tragiczny w wykonaniu

Felieton/Książki 04.02.2020
Pisarze zakładają nowe stowarzyszenie. Unia Literacka to świetny pomysł na papierze i tragiczny w wykonaniu

Pisarze zakładają nowe stowarzyszenie. Unia Literacka to świetny pomysł na papierze i tragiczny w wykonaniu

Grupa znanych i chętnie czytanych polskich pisarzy wystąpiła w połowie stycznia z walnym zebraniem nowej zbiorowości twórców pióra. Stowarzyszenie Unia Literacka odpowiada na istotną potrzebę w środowisku, ale start nowej organizacji jest wyjątkowo niefortunny. Wszystko wskazuje na to, że szybko zrobi się z tego zamknięty klub wzajemnej adoracji.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

W całym rodzimym środowisku literackim ze świecą można szukać osoby, która byłaby zachwycona stanem branży. Nie brakuje oczywiście pozytywnych informacji, bo wielu twórców gatunkowych może bez problemów wyżyć z pisania, a nasza poezja i proza są w ostatnich latach znów bardzo doceniane na świecie. Czego koronnym przykładem była oczywiście Literacka Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk.

Nie brak jednak głosów, że w najlepszych humorach mogą być przede wszystkim wydawcy. Po okresie wolnej amerykanki panującej w latach 90. to właśnie wydawnictwa najbardziej ugruntowały swoją pozycję branży. Co w dłuższym okresie doprowadziło do sytuacji dominacji jednego podmiotu nad innymi. Tłumacze, redaktorzy i przede wszystkim pisarze do dzisiaj znajdują się w sytuacji znacznej podległości wobec wydawców, zwłaszcza na początkowym etapie swojej kariery. Zadowalająca dla wielu podmiotów sprzedaż książek nie przełożyła się też na jakikolwiek znaczący wzrost czytelnictwa w narodzie. Wręcz przeciwnie – od lat utrzymuje się ono na wyjątkowo przeciętnym poziomie.

Narzekania na stan polskiego rynku literackiego towarzyszą nam od dawna, ale nie szły za nimi jakiekolwiek istotne zmiany.

Ustawa o jednolitej cenie książki lata temu utknęła w sejmowej zamrażarce i literalnie nikomu nie zależy na powrocie do tego pomysłu. Samo środowisko przez długi czas nie mogło zresztą dogadać zgodnego stanowiska w tej sprawie, ani odeprzeć zarzutów skrajnych wolnorynkowców, dla których każda tego typu ingerencja w branżę równała się niemal apokalipsie. Pisarze zresztą od jakiegoś czasu cieszą się w niektórych środowiskach opinią wiecznie narzekających i przekonanych o swoim wyższym statusie. To teza w dużej mierze krzywdząca, plus kompletnie nierozumiejąca wpływu książki na kształtowanie się dojrzałego narodu/społeczeństwa/globalnej cywilizacji (wybierzcie, co wam się najbardziej podoba).

unia literacka

W całym tym środowiskowym bałaganie pojawiło się jednak kilka bardziej optymistycznych wydarzeń. Promyk nadziei na faktyczne zmiany w branży dali tłumacze, wcześniej długo traktowani jako literaccy obywatele drugiej kategorii. Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury powstało w 2010 roku, a szczególnie prężną działalnością może się pochwalić w ostatnich pięciu latach, czego wynikiem było choćby powołanie nagrody „Lew Hieronima” dla wydawnictw szczególnie przyjaznym osobom odpowiedzialnym za przekład zagranicznych książek.

Do inspiracji Stowarzyszeniem Tłumaczy Literatury wprost przyznają się twórcy nowego związku zawodowego pisarzy. Unia Literacka zaliczyła jednak wstydliwy początek.

Na papierze wszystko wygląda całkiem interesująco. Twórcy tacy jak Jacek Dehnel (prezes stowarzyszenia), Olga Tokarczuk, Zygmunt Miłoszewski, Sylwia Chutnik, Anna Dziewit-Meller, Dorota Masłowska i wielu innych zdecydowało się mocniej powalczyć o prawa autorów tekstów. Wielu czytających nie zdaje sobie bowiem sprawy z panującej na naszym rynku dysproporcji sił, która dotyczy również samych pisarzy czy poetów. Chodzi przede wszystkim o niesprawiedliwe wobec nich umowy, niski procent wynagrodzenia ze sprzedaży książek czy brak ubezpieczeń.

W rozmowie z radiem TOK FM Dehnel zaznaczył, że Unia Literacka nie będzie zajmować się promocją należących do nich twórców. To leży po prostu w gestii wydawców. Zamiast tego zależy im przede wszystkim na działalności lobbystycznej, która doprowadzi do konkretnych zmian w polskim prawie. Pomysłodawcy stowarzyszenia dużą mówią w tym kontekście o młodych, początkujących autorach, których sytuacja na rynku jest zdecydowanie najtrudniejsza.

Problem w tym, że zapowiedzi nowego związku zawodowego w dużej mierze rozmijają się z dotychczasową praktyką i zasadami wprowadzonymi w Unii Literackiej. Dołączyć do stowarzyszenia będą mogły tylko osoby z dwiema wydanymi książkami. Będą musiały też dostać dwa poręczenia od obecnych członków, którzy potwierdzą, że ich twórczość jest istotna.

Brzmi to jak idealny przepis na stworzenie klubu wzajemnej adoracji. A takich w Polsce mamy już na pęczki.

unia literacka

Nie ma sensu oszukiwać się, że w polskim środowisku literackim nie potworzyły się na przestrzeni lat żadne towarzyskie czy ideologiczne grupki. Powszechny, skutecznie reprezentujące interesy całej branży stowarzyszenia czy związki zawodowe nie mogą jednak już na wstępie wykluczać ze swojego grona grubo ponad połowę twórców. Bo przecież tym właśnie skończy się stawianie tego typu wymagań. Nie chodzi tutaj, że na wstępie nie powinno być jakiegokolwiek progu wejścia. Przywołane już tutaj Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury ma jednak znacznie bardziej racjonalne i egalitarne zasady.

Elitarystyczne ciągoty Unii Literackiej tylko potwierdzają negatywne stereotypy krążące wokół zawodu pisarza. Wprost przeczą też deklarowanej chęci pomocy młodym twórcom. Czy działalność nowego stowarzyszenia ma się sprowadzać do tworzenia lepszych umów dla Olgi Tokarczuk? Kto będzie oceniać „istotność” danej twórczość? Jacek Dehnel zacznie przyznawać brązowe, srebrne i złote statuetki typu Znak Jakości Prezesa?

Należy też zadać sobie o szanse powodzenia lobbystycznego ruchu, którego członkowie znacznie częściej się na władzę obrażają, niż potrafią z nią negocjować.

Czy nam się to podoba czy nie władza legislacyjna leży w Polsce przede wszystkim w rękach Sejmu. A ten jest bardzo silnie spolaryzowany i przynajmniej jeszcze przez kilka następnych lat zdominowany będzie przez Prawo i Sprawiedliwość. Jaką strategię wobec takiej władzy przyjmą osoby, które znaczną część wolnego czasu poświęcają na jej krytykowanie lub wychwalanie jej przeciwników? Czy na realny wpływ Unii Literackiej na polskie prawo będziemy musieli czekać aż do wyborów?

A jeśli tak, to jakie argumenty stoją po stronie literatów, by wywalczyć sobie sprzyjające zmiany? Oczekiwanie, że politycy tak po prostu odwdzięczą się za przygotowany wcześniej mickiewiczowski „rząd dusz” jest tyleż naiwne, co powszechne w naszym kraju. Nie chcę rozczarować literatów, ale jakiekolwiek publikowanie listów otwartych również niewiele daje. Dlatego skuteczny lobbying nie może być prowadzony w całkowitym oderwaniu od pozostałych podmiotów rynku książki. A w sytuacji, gdy wydawnictwa są jednocześnie partnerem i przeciwnikiem, o kompromis nie będzie łatwo. Dlatego na drodze Unii Literackiej widzę raczej przeszkody niż świetlaną przyszłość. Jego twórcy mogą bardzo łatwo wpaść w objęcia typowego polskiego piekiełka, choć oczywiście wolałbym się w tej sprawie pomylić.

Więcej szczegółów na temat stowarzyszenia Unia Literacka znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

“ad”

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...