Roman Praszyński przeprosił za skandaliczny wywiad, a potem od razu zrobił następny. W Polsce szerzy się plaga non-apologies

Felieton/Trendy 30.01.2020
Roman Praszyński przeprosił za skandaliczny wywiad, a potem od razu zrobił następny. W Polsce szerzy się plaga non-apologies

Roman Praszyński przeprosił za skandaliczny wywiad, a potem od razu zrobił następny. W Polsce szerzy się plaga non-apologies

Polacy od dwóch dni żyją aferami wokół reportażu Dzień Dobry TVN i wywiadu Vivy. W obu przypadkach autorzy skandalicznych materiałów przeprosili, a jednocześnie nie przyznali się do winy. Internet zareagował wściekłością na kolejne non-apologies. Co to jest i dlaczego Roman Praszyński jest doskonałym przykładem tego zachowania?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że sprawy wideo Dzień Dobry TVN na temat koreańskiego piosenkarza i wywiadu magazynu Viva z aktorką Anną Marią Sieklucką zostały już zamknięte. Tekst Romana Praszyńskiego zniknął z internetu, a autor przeprosił obrażone osoby. Podobnie zrobili też prezenterzy programu śniadaniowego, a prywatna stacja telewizyjna oprócz przeprosin wyciągnęła też konsekwencje dyscyplinarne wobec jednego z dziennikarzy. Zaledwie kilkadziesiąt minut temu podobną drogą poszła też Viva, która zakończyła współpracę z niesławnym dziennikarzem.

Błędy zostały popełnione, ale wszyscy winni to zrozumieli, proszą o wybaczenie ofiary i zastanawiają się nad możliwościami zadośćuczynienia, prawda? Gdyby to było takie proste… W rzeczywistości do żadnego ze wspomnianych elementów szczerych przeprosin wcale nie doszło. Nie trzeba robić szczegółowej analizy językowej i szukać etymologicznych źródeł użytych słów, żeby zobaczyć prawdę jasno i wyraźnie.

Zachowanie Andrzeja Sołtysika, Anny Kalczyńskiej i Romana Praszyńskiego to typowy przykład tzw. non-apology.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Anna Kalczyńska (@annakalczynskam)

Powyższy termin (w różnej formie, czasem jako nonapology, ifapology, fauxapology lub sorry not sorry) zaczął pojawiać się w mediach już w latach 90., ale globalną popularnością zaczął cieszyć się w ostatnich pięciu latach. Czym dokładnie są niby-przeprosiny? To sposób na publiczne przeprosiny, który pozwalają nie okazać żadnej skruchy i żalu, ani nawet de facto przyznać się do winy. Najczęściej polega na użyciu formy: „przepraszam osoby urażone”, „przepraszam osoby, które odebrały moje słowa negatywnie” lub „przykro mi, że czujesz się w ten sposób”.

Za pomocą takiego postawienia sprawy akcent zostaje przeniesiony na osobę odczuwającą oburzenie. Wyraźnie widać w tym sugestię, że osoba przepraszająca tak naprawdę nie zrobiła nic złego, a jakikolwiek problem miały jedynie osoby przewrażliwione. Podobne wtrącenia widać zarówno we wspólnych przeprosinach prezenterów TVN-u, jak i w wytłumaczeniu Praszyńskiego. Traktowanie Jongkooka na wizji nie było ksenofobiczne i rasistowskie, tylko zostało tak odebrane. Zachowanie dziennikarzy (według opisu z obu przeprosin) zostało po prostu niewłaściwie zinterpretowane lub wyrwane z kontekstu.

Niby-przeprosiny są bezużyteczne, bo nie idzie za nim żadne postanowienie poprawy. Dość powiedzieć, że ledwie wczoraj Roman Praszyński po raz kolejny naruszył granice rozmówczyni w wywiadzie.

O całej sprawie poinformowała Joanna Jędrusik, która spotkała się z dziennikarzem, żeby porozmawiać o swojej nowej książce „50 twarzy Tindera” i ruszającym niedługo podcaście pt. „Pod kołdrą z Jędrusik”. Współpracująca z Krytyką Polityczną autorka podkreśla, że do wywiadu doszło już po tym jak Praszyński opublikował swoje non-apology. Przyjął jednak identyczną koncepcję rozmowy, co wcześniej z Anną Marią Sieklucką.

Dziennikarz pytał m.in. o doświadczenia seksualne Jędrusik, czego nowego dowiedziała się w tej sferze, czy ma jakieś granice w BDSM. Wypytywał ją też ze szczegółami o przeżytą depresję i bezwstydnie patrzył na jej na piersi. W międzyczasie pojawiły się też wcześniejsze historie od Pauliny Młynarskiej i Borysa Szyca, którzy również mieli złe doświadczenia z Praszyńskim.

Należy zdać sobie jednak sprawę, że nie mamy tu do czynienia tylko z jednostkowym przypadkiem. Nie chodzi o jeden zatruty owoc. Non-apology to plaga, która szerzy się od polityki, przez świat mediów, aż po celebrytów. Oburzone reakcje na forum publicznym ostatecznie zmuszają większość sprawców do przeproszenia, ale ile razy faktycznie mieliśmy do czynienia z uznaniem własnej winy? Kiedy ktoś z nas miał okazję przeczytać słowa: „Przepraszam, zrobiłem rzecz niewybaczalną i nie ma dla mnie wytłumaczenia”?

W tym kontekście pochwały mimo wszystko należą się obu firmom, które nie tylko wyraziły skruchę, ale też podjęły szereg dalszych działań.

Oczywiście, nic nie tłumaczy tego, że wcześniej pozwoliły na publikację skandalicznych materiałów. Dbałość o jakość publikowanych treści dotyczy w równym stopniu mediów prywatnych, co publicznych. Dopiero w przyszłości dowiemy się też, czy złożona przez zarząd Edipresse Polska deklaracja większej dbałości o weryfikację treści przeznaczonych do druku zmieni się w rzeczywistość. Istnieje też pytanie o odpowiedzialność innych osób, które pozostały na swoich stanowiskach.

Przydałaby się też większa solidarność zawodowa wśród dziennikarzy i faktycznie prawdziwy apel o większą dbałość o jakość naszej pracy. Nie trudno odnieść wrażenie, że reakcje wielu przedstawicieli mediów na sprawy Dzień Dobry TVN i Vivy zależą od prywatnych znajomości i medium, w którym pracują. Potrzebujecie przykładu? „Wiadomości” TVP z olbrzymią radością piętnowały wczoraj nadużycie konkurencyjnej stacji jednocześnie w tym samym wydaniu, pozwalając sobie na liczne ksenofobiczne ujęcia i zdania. Absurd? Nie, to po prostu nasza medialna rzeczywistość. Mam wrażenie, że w przyszłości czeka nas jeszcze wiele non-apologies. Na jak długo wystarczy cierpliwości odbiorcom?

Teksty, które musisz przeczytać:

Najbardziej kontrowersyjna biografia roku trafiła do Polski. Woody Allen pokazuje swoje jasne i ciemne strony

Woody Allen to obok Romana Polańskiego i Kevina Spaceya największa persona non grata współczesnego kina. W swojej autobiografii zatytułowanej „A propos niczego” ceniony reżyser broni się przed oskarżeniami o molestowanie nieletniej, atakuje swoich krytyków i opowiada ze swadą o dawnym Hollywood. Przy okazji pokazuje jednak też, dlaczego należy do słusznie minionej epoki.

Recenzja/Książki 17.11.2020

Dołącz do dyskusji (20)

26 odpowiedzi na “Roman Praszyński przeprosił za skandaliczny wywiad, a potem od razu zrobił następny. W Polsce szerzy się plaga non-apologies”

  1. Nie utniecie w Polsce ludziom języka tak jak lewica ucięła te języki ludziom w zachodnich krajach. W Polsce jest wolność słowa. Każdy może mówić co chce. Jak komuś nie pasuje to zawsze może wyjechać.

    • Tutaj nie chodzi o wolność słowa – jeżeli możesz zjeść swojego stolca, to czy znaczy to że je musisz zjeść? No nie – jeżeli coś można powiedzieć, to nie znaczy że wypada i trzeba to zrobić. Z tym mówieniem tego co kto chce, to tez nie jest tak jak Ci się wydaje – podejdź do sędziego i zacznij grozić śmiercią jego rodzinie. Poniesiesz tego konsekwencje – ale zawsze możesz wyjechać.

      • Pogróżki to już jednak zupełnie inna para kaloszy niż nabijanie się z gościa przebierającego się za babe, który sam z siebie robi pośmiewisko.

        Jeszcze niedawno było tyle oburzenia, że ‘katole’ ośmielili się oburzać o jakiś nędzny filmik netflixa, padały argumenty o “wolności artystycznej” i różnych takich, a tutaj w tył zwrot…

        Robienie sobie żartów, nawet nie smacznych, to jeszcze nie powód do takich histerii. W naszej lokalnej popkulturze [czy jak to nazwać] mamy mnóstwo przypadków celebrytów i różnych takich, co nazwiska wyrobili sobie na kontrowersjach i właśnie takich podśmieujkach. Żeby nie szukać daleko, Wojewódzki czy Figurski. Wystarczy posłuchać audycji w takim antyradiu, tam jadą równo, najczęściej po naszym podwórku [choć np. dziś wzięli na tapet Brytyjczyków] i to jest ok. Jest ok póki pasuje tej rozhisteryzowanej części społeczeństwa…

        • Nie mam w zwyczaju wchodzić w polemikę z ekstremistami i nie wydaje mi się, że kulturę osobistą można powiązać ze światopoglądem.

      • Wolność słowa polega na tym, że się mówi co się myśli.
        Jeśli ktoś jest gruby i się mówi że jest gruby – to tylko ktoś zakłamany się obraża na prawdę.
        W naszym kraju ich (BTSów)… wygląd i laleczkowatość jest laleczkowatością i dziwnym wyglądem – mówienie o tym w naszym kraju nie powinno nikogo dziwić.

        Poza tym, tylko cioty się obrażają o pierdoły.

    • są granice wolności słowa, mordo, i to niezależnie od lewicy/prawicy/położenia kraju/średniej temperatury i innych rzeczy

      poza tym, co to za argument z tym, że można wyjechać? nie podoba Ci się, że w Polsce nie można mówić co się chce? że jest afera o Jungkooka i o sprośne wywiady? to do widzenia

  2. “Polacy od dwóch dni żyją aferami wokół reportażu Dzień Dobry TVN i wywiadu Vivy.” – gdyby nie wpisy a takich portalach to bym o tym nie wiedział – i jakoś nie żyje tymi wydarzeniami

  3. A ja nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego Ci ludzie mimo wszystko udzielali tych wywiadów? No nie wiem, ja przy takich pytaniach bym wstał, strzelił gościa w pysk i wyszedł.

    • ale za co strzelił?
      Chopie, nieważne co mówią, gdzie mówią i jak mówią. Swój film, książkę, siebie i całą resztę trzeba SPRZEDAĆ żeby szła kasa. Przecież to pitolenie o szopenie że oni są oburzeni.

      niby-przeprosiny za niby-oburzenie po niby-wywiadzie.

      To REKLAMA. Weźcie się obudźcie wszyscy ;)

  4. Jak dla mnie to cała ta sprawa to jest jakaś dziwna akcja marketingowa mająca na celu zwrócenie uwagi na film, w którym ta pani gra jakąś rolę. Nic więcej.

  5. Ja czegoś nie rozumiem, autorka książki o Tinderze, reklamowanej jako „fascynujący autobiograficzny reportaż o poszukiwaniu bliskości, seksu i sensu, praktyczny poradnik randkowania i obsługi relacji damsko-męskich.” napisała w tejże książce o swojej depresji i użyła zwrotu „przestaję się uważać za głupią cipę” i teraz uważa, że pytanie o to jest przekroczeniem granicy?

    • Czysta pruderia proszę pana. Bo jak inaczej można nazwać pisanie o sferze seksualnosci i doradztwu w tejże, a potem czuć się niekomfortowo odpowiadając na pytania dot. seksu? Rozumiem, że temat depresji nie wpisuje się w tą tematykę, ale wtedy pani udzielająca wywiadu mogłaby jednym zdaniem ukrócić takie chamskie pytania…

      • Ja bym jednak szukał głębiej. Mam wrażenie, że do głosu dochodzi pokolenie, które myli relacje międzyludzkie z relacjami w social mediach. I jest bezbronne w dyskusji z drugą osobą, bo nie ma przy niej guziczka „mute” albo „dislike” czy też „ban”. Za to jest możliwość wyżalenia się do „przyjaciół” po całej akcji, zamiast reagować natychmiast.

  6. Polacy? Jestem Polakiem i tym nie żyję. To śmiech na sali a nie wielka afera tvn. Dajcie spokój z tą histeryczną poprawnością polityczną. To teraz takie modne, że aż się podnosi. Za niedługo będziecie pisać jak To weganin został oburzony ponieważ na blibordzie dyskontu pojawiło się zdjęcie kawałka mięsa. Mniej więcej podobna akcja dotyczy tego „przystojnego” Koreańczyka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...