Miało być rodzinne polowanie na potwory, a wyszła męcząca teen drama. „October Faction” – recenzja

Recenzja/Seriale 24.01.2020
Nasza ocena:
Miało być rodzinne polowanie na potwory, a wyszła męcząca teen drama. „October Faction” – recenzja

Miało być rodzinne polowanie na potwory, a wyszła męcząca teen drama. „October Faction” – recenzja

„Chilling Adventures of Sabrina”, „Stranger Things”, „The Umbrella Academy” i  „Chambers” to tylko niektóre z seriali platformy Netflix, które łączą elementy teen drama, komiksów i horroru. To popularna mieszanka, ale przy takiej konkurencji niełatwo zrobić wrażenie. Czy udało się to nowemu serialowi zatytułowanemu „October Faction”.

Szefom serwisu Netflix trudno odmówić zaangażowania i przekonania o sensie obranej drogi. Najlepiej pokazuje to liczba podobnych do siebie popularnych produkcji, jakie w ostatnich latach trafiły do oferowanej przez nich biblioteki. Oczywiście nie wszystkie projekty udają się równie dobrze (dlatego wspomniane „Chambers” skasowano już po 1. sezonie), ale na każdą wpadkę przypadają takie hity jak „Chilling Adventures of Sabrina” i „The Umbrella Academy”, więc w ogólnym rozrachunku użytkownicy nie mają powodów do narzekania.

Mówiąc całkiem wprost, nie spodziewajcie się jednak, że „October Faction” powtórzy sukces największych hitów platformy. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, ale najważniejszy z nich rzuca się w oczy już od pierwszego odcinka. Nowe dzieło showrunnera Damiana Kindlera (pracującego wcześniej przy serialach „Sleepy Hollow”, „Sanktuarium” i „Krypton”) cierpi przez całkowite zaburzenie priorytetów.

October Faction Netflix – recenzja:

„October Faction” to adaptacja stosunkowo niszowej serii powieści graficznych od IDW Publishing i twórców Steve’a Nilesa i Damiena Worma. Fani komiksów w internecie dosyć powszechnie wychwalają platformę za to, że po raz kolejny zdecydowała się przenieść na mały ekran dzieło spoza stajni dwóch największych wydawnictw (choć po prawdziwe zaczęła robić to na większą skalę dopiero po zerwaniu współpracy z Marvelem). I faktycznie warto docenić poszukiwania nieco innej komiksowej estetyki niż tylko to, co oferują opowieści o superbohaterach.

Dobre intencje niekoniecznie prowadzą jednak za każdym razem do równie udanych efektów. I tak jest również w tym przypadku. „October Faction” opowiada historię rodziny Allenów. Fred i Deloris to para w średnim wieku, która wychowują siedemnastoletnią parę bliźniaków – Viv oraz Geoffa. Cała czwórka wraca do rodzinnego miasta rodziców po tym jak otrzymują wiadomość o śmierci ojca Freda. Viv i Geoff nie znają prawdziwych powodów niezgody między dziadkiem a ojcem, a są one dosyć interesujące. Okazuje się, że rodzina Allenów od pokoleń walczy z całkiem prawdziwymi i zagrażającymi ludzkości potworami. Dlatego wszyscy należeli do tajnej organizacji zwanej Inicjatywą Presidio.

Fred i Deloris ukrywają przed swoimi dziećmi, że tak naprawdę pracują jako łowcy potworów, czują się zmęczeni wieczną walką i zamierzają z tym skończyć. Dlatego postanawiają zostać na dłużej Hudson Valley i osiedlają się w dawnej posiadłości rodziców mężczyzny. Szybko okazuje się jednak, że dawna przeciwniczka Allenów wciąż żyje i pała rządzą zemsty. A swoje do ugrania w całej sprawie mają też szefowie Presidio.

Brzmi to może nieco chaotycznie, ale mimo wszystko dosyć ciekawie. Dlatego muszę was rozczarować – elementy supernaturalne zajmują zaledwie odsetek czasu antenowego.

Olbrzymia większość „October Faction” poświęcona zostaje dwójce młodszych bohaterów. A Viv i Geoff nie mogliby zostać oparci na większej liczbie stereotypów. On jest zadufanym w sobie gejem, który ukrywa delikatne wnętrze, a ona to niezwykle inteligenta, ale trudna w kontaktach prymuska. Razem trafiają do szkoły wypełnionej rasizmem, agresją i rozmaitymi klikami, które spędzają całe dnie na uprzykrzeniu życia głównym bohaterom.

Wszystko to jest przeraźliwie nudne, nie wspominając o tym, że było przerabiane wielokrotnie w innych, często lepszych produkcjach. Czasem zastanawiam się, czemu seriale platformy Netflix tak często starają się pokazać amerykańskie licea jako piekło na ziemi, nawet wtedy gdy inne elementy serialu nadają się do tej roli znacznie lepiej. O ile ciekawsze od kolejnej licealnej sceny byłoby obserwowanie mrocznego świata wypełnionego potworami i tego, jak młodzi bohaterowie się w nim odnajdują. Twórcy „October Faction” nie są zresztą całkiem ślepi na potencjał takiego wątku, bo jednym z głównych tematów drugiej połowy sezonu jest pytanie o moralne podstawy masowych mordów na wampach i czarnoksiężnikach dokonywanych przez Presidio. To wszystko dzieje się jednak za późno i w zbyt ślamazarnym tempie.

october faction netflix

Inna sprawa, że „October Faction” w wyraźny sposób ogranicza niski budżet.

Komputerowo generowane efekty specjalne stoją tu na wyjątkowo niskim poziomie i aż kują w oczy swoją taniością. Po części dlatego twórcy tak rzadko i w tak ograniczony sposób decydują się na pokazanie odrobiny akcji. Gdybym miał zrobić podsumowanie czasowe różnych elementów serialu, to zapewne wyszło mniej więcej: 70 proc. czasu poświęconego na licealne i rodzinne dramaty, 20 proc. na rozmawianie o potworach, a zaledwie 10 proc. na ich pokazywanie.

Niski budżet wpłynął też zapewne na dobór obsady aktorskiej, która nie powala na kolana liczbą głośnych nazwisk. Największym dorobkiem może się pochwalić Stephen McHattie, ale on w „October Faction” występuje w roli zaledwie drugoplanowej. Dlatego też nie powinno dziwić, że nowy serial Netfliksa miejscami wypada dosyć niewiarygodnie. W świat Sabriny czy rodziny Hargreevesów łatwo się zanurzyć, ale podczas seansu odcinków „October Faction” ani na moment nie zapomnicie, że oglądacie zrealizowaną w tani sposób fabułę. A przecież możliwość wciągania widzów w nietypowy wizualnie świat powinno być największą siłą ekranizacji powieści graficznych. Dlatego powodów, żeby zwrócić uwagę na nową produkcję serwisu jest naprawdę niewiele. Tym bardziej, że nie brakuje tam lepszych dzieł o podobnej tematyce. Dość powiedzieć, że tego samego dnia do użytkowników Netfliksa trafił 3. sezon „Chilling Adventures of Sabrina”.

  • Czytaj także: A jak dokładnie udał się powrót Sabriny Spellman i jej przyjaciół? Wszystkiego dowiecie się z naszej premierowej recenzji.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

6 odpowiedzi na “Miało być rodzinne polowanie na potwory, a wyszła męcząca teen drama. „October Faction” – recenzja”

  1. Ten serial to katastrofa i kwintesencja Netflixa.
    Dokładnie, liczyłem na fajną historię z duchami, nadprzyrodzone rzeczy itp..
    A dostałem
    -biednego prześladowanego geja
    -rasistowskie białe miasteczko, które nie lubi czarnych
    -rozemocjonowaną biedną nastolatkę

    Nie. Mam już dość tej platformy.

    • To teraz pomyśl co za głupoty napisałeś i zobacz ile produkcji od netflixa jest nominowanych do oscara. Robią bardzo fajne seriale ale i też trwfiają sie slabizny co poradzić.. mnie tam to odpowiada bo robią świetne seriale koreańskie jak żadna inne pa platforma

      • Ostatnio co Netflix wypuści, to jeden gniot goni drugi. Zastanowiło Ciebie, dlaczego Netflix od jakiegoś czasu wypuszcza od razu cały jeden sezon, a nie w odcinkach jak normalny serial? Po obejrzeniu jednego czy dwóch odcinków nikt już by nie chciał tego oglądać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

“ad”

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...