„Incepcja”, „Rozstanie”, „Mad Max: Na drodze gniewu” i wiele innych. Najlepsze filmy z lat 2010–2019

Top/Film 23.01.2020
„Incepcja”, „Rozstanie”, „Mad Max: Na drodze gniewu” i wiele innych. Najlepsze filmy z lat 2010–2019

„Incepcja”, „Rozstanie”, „Mad Max: Na drodze gniewu” i wiele innych. Najlepsze filmy z lat 2010–2019

Wraz z rozpoczęciem 2020 roku weszliśmy w lata 20. XXI wieku (zawsze chciałem to powiedzieć). Jest to więc idealna okazja, by przyjrzeć się najlepszym produkcjom X muzy z minionego dziesięciolecia. Przed wami najlepsze filmy z lat 2010–2019.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Incepcja

Wielokrotnie przy każdej nadarzającej się okazji wspominam, że „Incepcja” to perfekcyjny przykład no to, jak wielki potencjał drzemie w kinie rozrywkowym. Christopher Nolan udowodnił, że można zrobić film widowiskowy, w roli głównej obsadzić megagwiazdę, na potrzeby produkcji stworzyć kilka oryginalnych rozwiązań formalnych, a przy okazji dać ludziom do myślenia i stworzyć fabułę, która będzie skomplikowana i wymagająca pełnej uwagi od widza. „Incepcja” to pod każdym z wyżej wymienionych względów arcydzieło blockbusterów i mistrzowsko rozegrany thriller akcji.

Spring Breakers

Nihilizm i mentalny Armagedon jeszcze nigdy nie wyglądały tak atrakcyjnie i… seksownie. Nawet jeśli jest to stylistyka cukierkowo-wideoklipowa. „Spring Breakers” to fenomenalna w formie i bezkompromisowa w treści ostra jak amunicja z kałasznikowa satyra na popkulturę i ludzi w niej zanurzonych po uszy. To melancholijny i przerażający zarazem teledysk o mrokach ludzkiej natury. Rozpisany niczym popowy, świadomie przerysowany szlagier (oparty na powtórzeniach scen czy dialogów) z kapitalnymi montażem, zdjęciami i soundtrackiem, które was zachwycą i rozbawią jednocześnie. Nie można zapomnieć jednej z najlepszych ról w karierze Jamesa Franco – tutaj jawi się on niemalże jako biała wersja Snoop Doga. Na uwagę zasługują też Vanessa Hudgens oraz Selena Gomez, które wówczas kojarzone były jeszcze głównie z produkcjami Disneya. Co zresztą dodaje tej produkcji dodatkowej ironii.

Mission: Impossible – Fallout

„Fallout” to kino w stanie czystym. Celebracja ruchu. Wirtuozerskie badanie tego, co jest fizycznie możliwe. Tom Cruise jawi się w tym wszystkim jako człowiek tak oddany sztuce i chęci dostarczania rozrywki widzom, że jest w stanie przekraczać kolejne granice – dla nas i oczywiście dla swojej własnej satysfakcji. Pod względem samej konstrukcji „Fallout” to młodszy kuzyn „Mad Maxa: Na drodze gniewu”. Także i ten film zbudowany jest wokół zaledwie kilku sekwencji akcji, ale są one tak długie, skomplikowane i rozbudowane, że nawet jedna z nich wystarczyłaby, by z przeciętnego akcyjniaka zrobić wciskający w fotel przebój.

Holy Motors

Piękna, szalona i absolutnie unikalna podróż celebrująca kino jako formę wizualnych opowieści oraz przepowiadająca jego niepokojącą przyszłość. Ten niezwykły film każdemu z widzów jest w stanie dać coś zupełnie innego, bo każdy może go odczytać na swój sposób. Albo w ogóle nie zrozumieć, ale przy tym znakomicie się bawić. „Holy Motors” to wizualny i strukturalny majstersztyk. Dziwaczny, intrygujący, hipnotyzujący, z jednej strony klasycznie arthouse’owy, ale jednocześnie wcale nie, o dziwo, hermetyczny, bo jest w stanie dotrzeć także do mniej wyrobionego widza. Głównie dlatego, że „Holy Motors” to bardziej przeżycie, doświadczenie, metafizyczna opowieść o kinie samym w sobie.

Nowy początek

Filmy takie jak „Nowy początek” zawsze będą bardzo bliskie memu sercu, gdyż udowadniają jak wielki potencjał kryje się w kinie science-fiction, o ile oczywiście ktoś znajdzie odpowiednią formułę do wykorzystania tych ram gatunkowych. „Nowy początek” to film o lądowaniu kosmitów na Ziemi, w którym główną rolę gra… lingwistyka stosowana. Jeśli ktoś uznałby, że to najbardziej pretensjonalny i nudny pomysł na historię to po seansie filmu Denisa Villenueve’a ugryzie się w język. To poetycka, owinięta w kapitalną metaforę, opowieść o tym, jak ważna dla naszego gatunku jest komunikacja i jak czasem trudno nam się porozumieć, choć często zależy od tego przyszłość ludzkości. To także historia o żałobie, o naturze upływającego czasu. I jedna z najciekawszych wersji spotkania z kosmitami w historii kina. Intrygująca, wzruszająca i zapierająca dech w piersiach.

Avengers

Ze wszystkich filmów Marvela, które – umówmy się – są znakomitą rozrywką, ale rzadko kiedy są wybitnymi produkcjami, wybrałem „Avengers”, bo to dzieło przełomowe i przeszło do historii kina. Nie tylko po raz pierwszy w dziejach udało się pokazać na jednym ekranie całą masę herosów z innych filmów i stworzyć pierwszy w historii pełnoprawny kinowy team-up. „Avengers” kompletnie zmienili myślenie biznesowe w Hollywood. Model produkcji oraz samej logistyki związanej z przedsięwzięciem, który miał finał w tegorocznym „Avengers: Koniec gry”, to przeniesienie niemalże jeden do jednego pomysłów z kart komiksów, jednak w sferze kina jest to wydarzenie bez precedensu. I choć klapa DCEU oraz sukces solowych filmów DC udowadnia, że pomysł na budowanie filmowych uniwersów nie jest, na szczęście, uniwersalnym trendem i nie nadaje się dla każdego, to skala produkcji oraz sukcesu finansowego całego MCU jest nie do przecenienia. A to wszystko na dobrą sprawę zaczęło się od ogromnego sukcesu pierwszych „Avengers”. Poza tym wszystkim, to po prostu znakomite rozrywkowe widowisko. Pełne kapitalnych scen akcji, wielkich bitew, humoru, dobrych dialogów i, co nieczęste w tego typu produkcjach, naprawdę ciekawie rozpisanymi postaciami. Uwielbiam wracać do tego filmu.

Wilk z Wall Street

W 2019 roku u szczytu zainteresowań masowego widza znajduje się „Irlandczyk”, czyli najnowszy film Martina Scorsese, ale mnie mimo wszystko o wiele bardziej porwał jego wcześniejsze dzieło, czyli “Wilk z Wall Street”. „Irlandczyk” to niemal arcydzieło, ale jednak podejmuje motywy i scenariuszowe tropy, które pojawiały się już w filmach Scorsese wiele razy. „Wilk…” tymczasem to swego rodzaju powiew świeżości. Tym bardziej, że aż kipi on od młodzieńczej energii i fantastycznych pomysłów wcale już nie młodego reżysera-legendy. Przyznam, że nie spodziewałem sie po nim aż takiej petardy. Do tego w roli głównej Leonardo Di Caprio zaserwował nam nalepszą kreację aktorską w swojej karierze. Plus, to dzięki temu filmowi świat (w tym także i ja) poznał bajeczną i mega zdolną Margot Robbie.

Wielkie piękno

Elektryzująca tragikomedia ukazująca dekadencję współczesnego świata wielkomiejskich bogaczy i ludzi szeroko rozumianej sztuki. Jednocześnie przez ich pryzmat konfrontuje widza z przejaskrawionymi grzechami wszystkich grup społecznych. „Wielkie piękno” to szalona disco-odyseja przez krainę, w której rządzi wewnętrzna pustka, brak wyraźnego sensu życia, oddalenie się od natury podana w wirtuozerskim formalnie sosie. Film Paolo Sorrentino ogląda się jednym tchem, pochłania się duszkiem – to dzieło, które hipnotyzuje i nie daje o sobie zapomnieć. Nawet jeśli, jak twierdzą niektórzy, „Wielkie piękno” to Fellini XXI wieku, to chyba nie ma lepszego komplementu dla jakiegokolwiek dzieła, prawda?

Roma

„Roma” to kino totalne i niemalże perfekcyjne. Niby kameralne i intymne, a mimo tego jednocześnie pełne niesamowitego rozmachu i wizualnych doznań, które nie zawsze jest w stanie dostarczyć hollywoodzkie widowisko. Od strony formalnej opus magnum Alfonso Cuarona to istny majstersztyk opowiadania obrazami i konstrukcji wizualnej opowieści, który przez kolejne lata będzie szczegółowo badany przez kinomanów. Ale także od strony fabularnej i emocjonalnej „Roma” po prostu zachwyca. To piękny i poruszający portret przeszłości Meksyku, żyjących tam kobiet i zdjęciowa panorama wspomnień z dzieciństwa samego reżysera. Jest w tym filmie coś magicznego, nieuchwytnego, choć na pewno nie jest to kino dla każdego.

Boyhood

Znam ludzi, którzy nie do końca rozumieją fenomen tego filmu. To było nie było klasyczna historia o dojrzewaniu. Pozornie więc „Boyhood” może się wydawać dziełem dobrym, świetnie zrobionym, ale i wtórnym. Aczkolwiek jest w nim coś, co jednak odróżnia go od reszty. Jest to sam tryb jego powstawania. Film Richarda Linklatera kręcony był bowiem przez 12 lat. Ekipa zbierała się średnio raz w roku na kilka tygodni i krok po kroku kręciła kolejne sceny. Dzięki temu reżyser dał światu prawdziwie unikalny zapis upływu czasu, przypominając przy tym jak wielką magiczną moc skrywa kamera filmowa. Linklater uchwycił coś, co jest wydawałoby się nieuchwytne, czyli wspomniany wcześniej czas. Podczas seansu obserwujemy jak zmieniał się świat przez ostatnie 12 lat, a wraz z nim przede wszystkim ludzie. „Boyhood” to opowieść o dojrzewaniu jakiej jeszcze nie było, ale też i o rodzicielstwie, macierzyństwie, odpowiedzialności i tym co czas robi z każdym z nas. Małe wielkie kino.

Whiplash

„Whiplash” to nie tylko genialne studium charakterów, a także opresji i ofiary, ale też jeden z nielicznych filmów, które tak dokładnie przyglądają się grupie społecznej muzyków. Pokazując, że muzyka to nie tylko emocje i umiejętności, ale też mentalny i fizyczny sport, wymagający niemalże nadludzkiej precyzji, słuchu, żelaznych nerwów i ogromnej wytrzymałości. Damien Chazelle tę w gruncie rzeczy prostą opowieść opakował w fenomenalną formułę, a budowane przez niego napięcie w pewnym momencie jest wręcz trudne do wytrzymania.

Mad Max: Na drodze gniewu

Żaden film w mijającej już dekadzie nie dostarczył mi równie wysokooktanowych doznań emocjonalnych i wizualnych, co „Mad Max: Na drodze gniewu”. To szaleńcza, nomen omen, jazda bez trzymanki. To filmowa ekwilibrystyka na najwyższym poziomie. To kino akcji, które zostało nakręcone z artystyczną wrażliwością i arthouse’ową pomysłowością. Są w czwartym „Mad Maksie” sekwencje pościgów i pomysły formalne, których po prostu w życiu nie widziałem w żadnym filmie. To najwspanialszy z możliwych dowód na to, że w kinie rozrywkowym, nastawionym na warstwę formalną i opowieść wizualną w stanie czystym, można nadal pokazać coś oryginalnego, a wręcz artystycznie spełnionego. Pozostając przy tym wszystkim wciskającym w fotel widowiskiem na najwyższym poziomie.

Rozstanie

„Rozstanie” Asghara Farhadiego dosłownie zwaliło mnie z nóg, tym bardziej, że nie spodziewałem się arcydzieła na tak wielkim poziomie w XXI wieku. Kiedy myślałem, że w kinie powiedziano już wszystko i najwybitniejsze dzieła to pieśń minionego stulecia, Farhadi udowodnił mi jak bardzo się myliłem. „Rozstanie” to nie tylko najlepszy film mijającej dekady, ale w ogóle XXI wieku. Znajdujący się też w mojej ścisłej czołówce filmów wszech czasów. To rozrywający emocje portret rozpadu małżeństwa, który przy okazji obnaża cienie życia w społeczeństwie o sztywnych i nieprzystających do codzienności tradycjach duszących jego obywateli. Farhadi znalazł tu miejsce na kwestię dotyczące patriarchatu, liczne spostrzeżenia socjologiczne, polityczne i psychologiczne oraz religijne, ale skondensował je w tak przystępnej formie, że odbiorca nie ma poczucia przeciążenia tymi tematami. Choć „Rozstanie” to fenomenalnie napisany dramat z elementami melodramatu, jego konstrukcja oraz napięcie są wyjęte niemalże z gatunku thrillerów. Bezbłędna, mistrzowska robota.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

13 odpowiedzi na “„Incepcja”, „Rozstanie”, „Mad Max: Na drodze gniewu” i wiele innych. Najlepsze filmy z lat 2010–2019”

  1. dziwne zestawienie, z jednej strony produkcje artystyczne, z drugiej kino rozrywkowe. Avengers nie broni się nawet jako rozrywka, w ostatniej dekadzie mieliśmy np. Barman Mroczny Rycerz, kino rozrywkowe ale na zupełnie innym poziomie.

  2. Chciałem się trochę powymądrzać na temat dziwnego doboru filmów dobrych i paździeża ale mi się nie chce.
    “Rozstanie” (samo w sobie dobre) to chyba wrzucone, żeby w “czasie Iranu” poszpanować kinem irańskim pomiędzy znajomymi.

    Jak pan Przemek chce obejrzeć film, który naprawdę zwala z nóg to proszę obejrzeć “Incendies (Pogorzelisko)” od Villeneuve.

  3. Brak Blade Runnera 2049 i obecność Spring Breakers… Autor artykułu ma tak specyficzny (czyt. beznadziejny) gust, czy dostał polecenie “z góry”?

  4. Chciałem się trochę powymądrzać na temat dziwnego doboru filmów dobrych i paździeża ale mi się nie chce.
    “Rozstanie” (samo w sobie dobre) to chyba wrzucone, żeby w “czasie Iranu” poszpanować kinem irańskim pomiędzy znajomymi.

    Jak pan Przemek chce obejrzeć film, który naprawdę zwala z nóg to proszę obejrzeć “Incendies (Pogorzelisko)” od Villeneuve.

  5. A to według kogo najlepsze? To jest żart, prowokacja? Samo określenie „najlepsze” już mnie drażni. O samym zestawieniu nie wspomnę. Szkoda czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...