Stare psy słabo szczekają. Recenzujemy powrót Franza Maurera w filmie „Psy 3. W imię zasad”

Recenzja/Film 17.01.2020
Nasza ocena:
Stare psy słabo szczekają. Recenzujemy powrót Franza Maurera w filmie „Psy 3. W imię zasad”

Stare psy słabo szczekają. Recenzujemy powrót Franza Maurera w filmie „Psy 3. W imię zasad”

Szkoda tylko, że w tym wszystkim sam reżyser, Władysław Pasikowski, zasad się nie trzyma i nie potrafi dać odejść swoim bohaterom w dobrym stylu. „Psy 3. W imię zasad” to w najlepszym wypadku poprawny sensacyjniak klasy B, a nie wielki powrót do kultowej serii.

Wykrakałem. Od kiedy tylko dowiedziałem się, że powstaje nowa część „Psów” miałem złe przeczucia. Tak długa rozłąka z bohaterami nigdy nie robi dobrze, ani samemu filmowi ani odbiorcom. Rozumiem, że żyjemy w czasach afirmacji nostalgii i powrotów do popkulturowych marek z lat 80. i 90., ale czasem trzeba się na serio zastanowić: czy ma to w ogóle sens?. I nie chodzi mi tu o „sens” komercyjny, bo ten pewnie i jest, tylko bardziej „sens” związany z poważnym podejściem do bohaterów, fabuły i przede wszystkim fanów serii.

Niby można było mieć nadzieję, że „Psy 3” mają szansę się udać, biorąc pod uwagę fakt, że za kamerą ponownie stanął Władysław Pasikowski, Bogusław Linda powraca jako Franz Maurer, ale niestety na niewiele się to zdało.

Właściwie to jedynym „namacalnym” łącznikiem trzeciej części „Psów” z poprzednikami jest muzyka.

Charakterystyczne dźwięki trąbki od razu wprowadzają nas w atmosferę pamiętaną z pierwszych odsłon serii, obejmują w ramy tego świata. Cała reszta to niespójny mętlik wątków i postaci, które krzątają się w jedną i drugą stronę w zwyczajnie kiepsko napisanym scenariuszu.

Akurat wątek wyjścia Franza Maurera z więzienia po 25 latach, choć wcale nie nowy ani oryginalny, mógł być ciekawym punktem wyjścia dla pokazania zderzenia się tej postaci, ukształtowanej w kompletnie innych czasach i warunkach, z rzeczywistością A.D. 2019 i tym samym z życiem w drugiej dekadzie XXI wieku. Niestety Pasikowski właściwie kompletnie go porzucił – zamiast tego wplótł do fabuły wątek skupiony wokół postaci Wita (Marcin Dorociński), który dopiero po czasie splata się z Maurerem. Do pewnego momentu można odnieść wrażenie, że Pasikowski próbował nakręcić tu dwa filmy w jednym, z równoległymi wątkami, niekoniecznie pasującymi do siebie, a raczej istniejącymi obok siebie.

Można to poniekąd zrozumieć, Wit, w teorii, może być następcą Maurera i przejąć pałeczkę lidera serii „Psy” w kolejnych częściach (które, mam nadzieję, nie powstaną). Szkoda tylko, że jest postacią, która w ogóle nie zapada w pamieć. Choć oczywiście Marcin Dorociński solidnie go zagrał, to jednak Wit jest prostu kolejny twardym gliniarzem, jakich w polskim kinie widzieliśmy już całe masy.

Maurer tymczasem, jak wszyscy dobrze pamiętamy, to antybohater-symbol, który był ucieleśnieniem okresu transformacji w Polsce. Tak było w 1992 roku.

W 2019 jest on już tylko zanikającym cieniem/duchem tego co było. Jest niczym zombie, którego ktoś wypuścił z katakumb, ślamazarnie pełzający między scenami. Jedyne co mu zostało to kilka charakterystycznych kwestii, specyficzna manieryczna flegma, a reszta to jazda na kliszach, a właściwie ich strzępach, które pozostały po młodszej wersji. I jest to smutny widok. Po raz kolejny udowadniający, że nie ma nic gorszego dla kultowej/legendarnej serii jak niepotrzebny, nieprzemyślany powrót na siłę.

Jeszcze gdyby „Psy 3” były naprawdę naprawdę wielkim sensacyjnym widowiskiem, z nowoczesnymi sekwencjami akcji oraz dobrze rozpisaną dramaturgią i motywacją postaci (czego w nowym filmie Pasikowskiego absolutnie brak) i udanym ograniem starych, znanych bohaterów po latach, to byłbym w stanie ten sequel zaakceptować. Tak się jednak nie stało.

Chwilami miałem wrażenie, że dla reżysera czas się zatrzymał.

Niby umieścił swoją akcją współcześnie, ale ja miałem poczucie, że oglądam rozgrywający się w latach 90. Postaci, nawet te młodszego pokolenia, mówią odklejonym od rzeczywistości językiem, pomieszkują w starych, brzydkich mieszkaniach z umeblowaniem pamiętającym prezydenturę Lecha Wałęsy; kobiety pełnią tu rolę scenografii (zaraz wrócę do tego wątku), a właściwie jedynym „rekwizytem”, który łączy „Psy 3” z czasami obecnymi jest pojawiający się w paru scenach smartfon. Wyszła z tego zwykła ramota, która nawet nie potrafi umiejętnie grać na sentymentach fanów serii.

Wszyscy dobrze pamiętamy jaką rolę spełniały kobiety w „Psach” (i w ogóle w kinie sensacyjnym z lat 80. czy 90.). Nie zmienia to jednak faktu, że „Psy 3. W imię zasad” są filmem wyprodukowanym i rozgrywającym się w roku 2019. Tymczasem u Pasikowskiego (który jak widać nie uznaje ruchu #MeToo) kobiety występują praktycznie jedynie np. w wulgarnej anegdocie współwięźnia Maurera na początku filmu (grany przez Arka Jakubika mężczyzna opowiada o historii kolegi, który pracował w prosektorium i zaczął kopulować 18-letnią denatką). Potem widzimy je jako striptizerki, dosłownie w tle, później jako prostytutki stojące przy drodze.

Wit w pewnym momencie spotyka za ladą na stacji benzynowej pośrodku pustkowia ekspedientkę Olę (Dominika Walo), która wygląda jak modelka, i która niemalże sama wchodzi mu do łóżka. Tylko po to, by film mógł mieć obowiązkową scenę seksu z nastrojową muzyką, odsłoniętym damskim biustem i ładnie skadrowanym cieniem żaluzji na jej ciele. Jej wątek jest tak bardzo pretekstowy, że chwilami ociera się o niezamierzony pastisz.

Pierwsze „Psy” nie miały może jakiejś wybitnej fabuły, ale scenariusz był przynajmniej solidnie napisany. Było napięcie, dobrze nakreślone postaci (które z czasem stały się kultowe), dialogi, które przeszły do popkultury i języka potocznego.

W „Psach” Pasikowski w kapitalnym stylu adaptował zachodnie (i azjatyckie) modele sensacyjnego kina akcji na realia Polski tuż po wyjściu z komunizmu. Co ważne, także formalnie dwie pierwsze części serii były ewidentnym popisem reżyserskim. Uważam wręcz, przyglądając się podobnym gatunkowo produkcjom z tamtych lat, że „Psy” były absolutnym ewenementem polskiej kinematografii. To film, który bez wstydu do dziś można pokazywać na Zachodzie ludziom wychowanym na hollywoodzkich akcyjniakach i produkcjach Johna Woo.

O filmie „Psy 3. W imię zasad” nie można niestety powiedzieć tego samego. To właściwie mniej wulgarna i trochę mądrzejsza wersja tego, co serwuje nam ostatnio Patryk Vega.

Niczym specjalnym się ten film nie wyróżnia, co jest chyba najbardziej bolesne, biorąc pod uwagę renomę poprzednich odsłon „Psów”. Dialogi są tu po prostu fatalne. Spora część z nich jest tu właściwie tylko po to, by wypełnić czas trwania filmu. Nie ma w nich ani krzty dobrego warsztatu, wydają się napisane niedbale i od niechcenia, byleby tylko postaci miały coś do powiedzenia.

Czy Polska w ogóle czekała na „Psy 3”? Wydaje mi się, że nie.

Poprzednie części umiejętnie łączyły sensację, intrygę kryminalną oraz próbowano skomentować stań ówczesnej polskiej policji w czasach „Polskiego Dzikiego Zachodu”. Wszystko to miało sens i stanowiło całkiem zręczną metaforę początku lat 90. Podaną w atrakcyjnej formie. Nowa odsłona „Psów” nie jest już żadną metaforą, to produkcja boleśnie dosłowna, chaotyczna, pozbawiona jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego. Nie ma tu ani dialogów, które zapamiętacie, ani postaci czy kreacji aktorskich (poza irytującą i rozedrganą rolą Pazury, resztą obsady wykonuje jedynie poprawną robotę), które zostaną z wami na kolejne 25 lat.

Wykrakałem więc. Mam za swoje.

Legenda „Psów” została skruszona w moich oczach. Choć „Psy 3” to film, który łatwo zapomnieć, to jednak ogólnego rozczarowania z takiego epilogu historii Franza Maurera łatwo nie wymażę z głowy. Cytując jeden z bardziej “poetyckich” tekstów z “Psów 3”: On nie żyje i żyć już nie będzie, posłużę się mało oryginalną parafrazą – bo to zły film jest (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać).

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (25)

26 odpowiedzi na “Stare psy słabo szczekają. Recenzujemy powrót Franza Maurera w filmie „Psy 3. W imię zasad””

  1. Czekam na więcej recenzji, jak znajdzie się parę pozytywnych to z chęcią się wybiorę. W innym wypadku “a kto umarł, ten nie żyje. “

      • Mimo wszystko, jeżeli większość recenzji i opinii o filmie jest spójna to można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że film jest taki, jak mówi większość (pozytywny/negatywny). Tak było przy Endgame, Król Lew, Joker, Aladyn, Rise of the Skywalker, Rambo Last Blood i wielu innych. Chyba, że mowa o kinie artystycznym, w nich faktycznie każdy ma swój gust.

        Pozdrawiam :)

        • Większość mas lubi filmy Vegi (moim zdaniem dno).
          Ostatnio byłem na “Jak zostałem gangsterem” ze znajomymi w wieku 35+ (może to nie argument, ale wszyscy z wyższym z różnych uczelni i z różnych części kraju). Tylko my się śmieliśmy w pewnych sytuacjach, więc albo jesteśmy idiotami, albo pojmujemy inteligentny humor inaczej. Piszę inteligentny, bo nie było tam takich wprost prostackich, słyszanych wiele lat temu na ulicy “dowcipów” jak u Vegi.

          Autor wpisu stwierdził, że Maurer był antybohaterem, ja uważam, że był bohaterem, bo w całym pokazanym bagnie był uczciwy nawet jeśli nie działał zgodnie z prawem.

          Przemyśl co napisałem, weź pod uwagę co napisał Przemek Lewandowski i sam zdecyduj, a nie czytaj opinie.

          • Mam na myśli wartościowe opinie, a nie tłumy mas, które biją rekordy na największych szmirach w polskich kinach tzn. Vega i filmy romantyczne. Gdyby nie opinie to nie obejrzałbym Projekt Floryda, Parasite czy Ciche miejsce. Ale rozumiem wasz punkt widzenia :)

          • Nie wiem czy zrozumiałeś właściwie moją wypowiedź.
            Ja nie kieruję się żadnymi opiniami. Czytam opis i sam decyduję czy obejrzeć, czy nie. Opinie ludzi mnie nie interesują. Po seansie, albo się przychylam im, albo nie.

  2. Ty chyba chłopie nie ten film oglądałeś. Film dobry, trzyma w napięciu, scena w prosektorium genialnie zagrania. Spójna kontynuacja poprzednich części.

    Szczerze “nie chce mi się z tobą gadać”

  3. Pisanie recenzji w takim stylu, kilkanaście godzin po premierze…
    kiedy 99% ludzi jeszcze go nie obejrzało…
    …rozumiem że warto było? ;)

    • Tu nawet nie ma jak skomentować artykułu bo filmu jeszcze nie miałem szansy obejrzeć.
      Z jednej strony mogę napisać – wiedziałem, że tak będzie bo “Pitbull” Pasikowskiego był słabiutki, a potem obejrzę film i stwierdzę, że się myliłem.

    • Przyznam, że nie rozumiem. Może zbyt wiele wielokropków.
      Sugerujesz, że pierwsze recenzje powinny być w stu procentach entuzjastyczne? Jak np te kupione przez twórców ostatnich części Gwiezdnych Wojen? A ludzie, którzy uczciwie chcą powiedzieć, że coś im się nie podobalo mają siedzieć cicho żeby nie psuć sprzedaży biletow?

      • Może zbyt wiele wielokropków.

        Kiedyś, jak jeszcze udawałem pismaka, to nauczyłem się jednego – żaden tekst nie jest dobry jak się go pisze tuż po powrocie.
        Czy to z pożaru, wypadku, czy z bójki z interwencji, czy to z dziennikarskiej wizyty u samotnej babuszki która mieszka w środku lasu w skandalicznych warunkach i znikąd pomocy – a zima za progiem. Nieważne jaki temat – każdy.

        Wydajesz się rozgarnięty więc w tym miejscu czytania już wiesz dlaczego…

  4. Film jest rewelacyjny. Sentymentalny i nostalgiczny powrót do dawnych lat przepleciony problemami lat obecnych. Warto go zobaczyć bezapelacyjnie. A pseudorecenzentom proponuję nakręcić coś samemu i wtedy zobaczymy co wyjdzie. Zresztą J. Machulski dobitnie przedstawił fachowość recenzentów w filmie Superprodukcja.

  5. Raczej się na ten film nie wybiorę, bo nie żywię wobec niego żadnych nadziei, ale chciałem się odnieść do dwóch fragmentów tekstu. Absolutnie nie zgadzam się z tym, że pierwsze Psy miały słaby scenariusz i były przeniesieniem stylistki amerykańskiej i azjatyckiej do naszego kina. Psy to był dramat polany sosem sensacji. Do dzisiaj nie powstał lepszy film o okresie transformacji (Czasy się zmieniają, a pan major zawsze w komisjach…). Dla mnie to jeden z lepszych filmów w całej historii naszego kina. Nawet pomimo koszmarnej roli Pazury, która momentami przypomina jego komediowe dokonania.
    I druga sprawa, czyli kultowosc serii. Druga część, to było odcinanie kuponów. Ten film nie miał niczego, co zadecydowało o znaczeniu Psów. I dlatego nie wierzę w Psy 3. Podobnie jak Terminatora 6, czy Rambo ileś tam.

  6. Film wg mnie i osób siedzących obok w kinie zapewnia dobrą rozrywkę i pobudza wspomnienia. Autor tekstu powinien skupić się na innych gatunkach filmowych, lub zmienić zajęcie..

  7. Byłam wczoraj,widziałam i do teraz myślę.Film smutny bo pokazuje może zbyt przejaskrawioną czasami dzisiejszą rzeczywistość.Pokazuje świat w którym nie ma już miejsca dla Franza Maurera i jemu podobnych.Czy to dobrze czy żle ?Nie wiem. Przede wszystkim film uświadamia nam (a przynajmnie mnie) straszną rzecz jaką jest przemijanie ..
    Oraz to, że słowa przyjażń,sprawiedliwość,obowiązek,lojalność dzisiaj mają zupełnie innne znaczenie niż niejednemu z nas się wydaje…I że można je wycenić i zamienić na pieniądze ..Niestety chciwość pozostała nadal taka jak w czasach kiedy powstał człowiek ….Film według mnie nie ma specjalnego powiązania z poprzednimi częściami, tylko lużne dialogi i postaci Franza,Wolfa i Młodego pozwalają zorientować się o tym co było w przeszłości.ięJa również niestety miałam wrażenie że cały film składa się z co najmniej 2 innych a scenariusz powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia o których czytaliśmy w internecie (śmierć prostytutki, śmierć przypadkowego chłopaka zabranego na policję, motywy wkraczania ABW rankiem do podejrzanych mieszkań, napromieniowanie polonem, itp…).Jednym słowem nic nowego, trochę to bez ładu i składu, smutne i poruszające jak dla mnie. Nie oznacza to, że filmu nie polecam bo sama wybiorę się na niego rsz jeszcze żeby na spokojnie przemyśleć pewne kwestie.

  8. Film Psy jest zdecydowanie lepszy od Jak zostałem gangsterem a daliście tamtemu filmowi wyższą ocenę. To kolejny przykład że nie ma co wierzyć recenzjom.

  9. Właśnie wróciłem z kina.
    Scena za sceną minuta po minucie czułem wk…na recenzenta z tej strony. O mały włos a bym zrezygnował z wyjścia do kina. Bardzo chciałem to zobaczyć, ale po kompletnie oderwanej od rzeczywistości recenzji, prawie odpuściłem. Na szczęście znajomy mnie wyciągnął. Film był dla nas świetny, jak na tę kategorię oczywiście. Recenzję pisał widocznie chłopak, który zupełnie nie czuje klimatu i pochodzi z innego pokolenia. Byliśmy ze znajomym zachwyceni, pomimo kilku dyskusyjnych elementów. Tego mniej więcej oczekiwaliśmy. Klimat, ujęcia, klasyczna obsada, ścieżka dzwiękowa. Oczywiście polskiej trąbki było aż nadto:) . Klasyk. Po prostu. Nie czytajcie recenzji, idźcie sami, szczególnie urodzeni w latach 80. To nie jest wyjątkowo ambitne I wysublimowane kino, ale to nie jest niski poziom Vegi (pomijając serialowego Pitbulla). To świetna, nieźle usytuowana w czasie, kontynuacja klasyki. Moim zdaniem dobrze zrealizowana. Nic nie jest na siłę. Po Jokerze, Bożym Ciele, to kolejny film, który przypadł mi do gustu mimo zupełnie innego gatunku. Absolutnie nie zgadzam się z autorem recenzji. Przypuszczam, że podobnie zjechałbym niejedna grę, którą autor by się zachwycał. Polecam się wybrać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

“ad”

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...