„Opowieść wigilijna” jest jak Teatr Telewizji z wysokim budżetem. Nie liczcie na ciepłą, znaną opowieść, bo zmian jest tu mnóstwo

Recenzja/Seriale 30.12.2019
Nasza ocena:
„Opowieść wigilijna” jest jak Teatr Telewizji z wysokim budżetem. Nie liczcie na ciepłą, znaną opowieść, bo zmian jest tu mnóstwo

„Opowieść wigilijna” jest jak Teatr Telewizji z wysokim budżetem. Nie liczcie na ciepłą, znaną opowieść, bo zmian jest tu mnóstwo

„Opowieść wigilijna” to historia doskonale znana i powtarzana niemal w każde Święta. Dlatego twórcy nowego miniserialu dostępnego w Polsce na HBO i HBO GO postanowili znacząco odświeżyć i przemeblować tę opowieść. Serca Stevena Knighta, Toma Hardy’ego i Ridleya Scotta były we właściwym miejscu, ale zabrakło kogoś, kto powiedziałby stop.

Historia Ebenezera Scrooge’a na stałe weszła do brytyjskiej kultury obchodzenia świąt Bożego Narodzenia. A postać zgorzkniałego starca, któremu zależy tylko na pieniądzach, dawno przekroczyła wszelkie popkulturowe granice, inspirując choćby Carla Banksa przy tworzeniu Sknerusa McKwacza. Zmierzenie się z tak doskonale znaną, istotną i często adaptowaną opowieścią w nowym serialu należy więc uznać za duże wyzwanie. Kto jednak, jeśli nie Steven Knight miałby je udźwignąć?

Twórca takich produkcji jak „Tabu” i „Peaky Blinders” (wraz z Tomem Hardym i Ridleyem Scottem w rolach producenckich) postanowił zaprezentować światu tematycznie uwspółcześnioną oraz fabularnie przebudowaną wersję „Opowieści wigilijnej”. Faktycznie mu się to udało, ale globalne przyjęcie miniserialu autorstwa BBC jest raczej negatywne. Dlaczego?

Opowieść wigilijna” zmienia elementy klasycznej historii jak popadnie. Czasem interesująco, a czasem kompletnie bez sensu.

Serial zaczyna się w dosyć klasyczny sposób. Do Bożego Narodzenia zostały dwa dni, ale Ebenezer Scrooge zdecydowanie nie jest w świątecznym nastroju. Wersja tego bohatera w nowej „Opowieści wigilijnej” wydaje się z początku dosyć bliska klasycznej, choć też dużo młodsza. Scrooge w wykonaniu Guya Pearce’a prezentuje światu zgorzkniałe oblicze kutwy i dusigrosza, ale ta postawa wynika nie tyle z zamiłowania do pieniędzy, co głębokiej mizantropii.

Bohater „Opowieści wigilijnej” nienawidzi ludzi przez cały rok, ale w Święta to uczucie jest najmocniejsze, bo właśnie wtedy nasza hipokryzja jest największa. Scrooge słusznie pyta swojego asystenta, Boba Cratchita, dlaczego tylko w tym czasie okazujemy sobie życzliwość i namawiamy do czynienia dobra. Czemu nie jest na odwrót? W teorii moglibyśmy poświęcać cały rok na bycie dobrym człowiekiem i ledwie jeden dzień na negatywne emocje. Oczywiście, właściciel spółki finansowej nie zauważa w tym wszystkim swojej własnej hipokryzji, bo przecież sam nie stosuje się do własnej filozofii. Dlatego serialowa opowieść podąża w początkowych minutach znajomym torem wytyczonym przez książkę Dickensa. Scrooge przetrzymuje Cratchita w pracy, odmawia dania jałmużny i wraca do pustego domu. Tam nawiedza go jednak zjawa dawnego wspólnika w interesach, Jacoba Marleya.

Inaczej niż w noweli, Marley i cały świat zjaw pełnią tu znacznie bardziej istotną rolę.

Steven Knight z pewnością doskonale wyczuł, że przemiana Ebenezera Scrooge’a z powieści średnio przystaje do XXI wieku. Zakończenie „Opowieści wigilijnej” ma sygnalizować nowy rozdział w historii bohatera i zagoszczenie w jego sercu prawdziwie świątecznych uczuć. Rzecz w tym, że jest w tym wszystkim olbrzymia dawka cynizmu. Scrooge daje się prawdziwie przekonać dopiero na skutek ostatniej wizyty, w której dostrzega, jak bardzo świata nie obeszła jego śmierć. Pobudki bohatera są czysto egoistyczne – chce uniknąć przerażającego losu.

Autorzy miniserialu postanowili więc przesunąć akcenty związane z wizytami duchów. Losy Marleya i Scrooge’a zostają bardzo mocno powiązane, a kluczowe znaczenie ma wizyta nie ostatniej, a pierwszej ze zjaw. Duch minionych świąt Bożego Narodzenia (w tej roli Andy Serkis) pokazuje widzom znacznie więcej szczegółów z przeszłości Ebenezera, niż kiedykolwiek wcześniej. Knight wplata w tę historię wątki obecnie bardzo nośne (np. molestowanie seksualne), co nie spodoba się największym tradycjonalistom, ale narzekania części zagranicznej prasy brzmią dosyć absurdalnie. Bo przecież krytykowanie twórcy za pogłębienie wcześniej jednowymiarowej postaci nie ma wielkiego sensu.

opowieść wigilijna 2019
Foto: „Opowieść wigilijna” HBO

Poświęcenie większej uwagi zjawom prowadzi twórców w kilka interesujących wizualnie miejsc. „Opowieść wigilijna” przypomina w wielu miejscach Teatr Telewizji, tylko robiony za większe pieniądze. Jest w wizualnej i aktorskiej stronie tego serialu coś z teatralnego poszukiwania nietypowej scenografii oraz oderwania od rzeczywistości. Nowa „Opowieść wigilijna” w żadnym momencie nie przypomina realnej historii, ale nie ma w tym niczego złego. Niestety, produkcja mierzy się z wieloma innymi kłopotami, które znacząco wpływają na jej finałową ocenę.

Cała struktura „Opowieści wigilijnej” została tu postawiona na głowie.

Dickensa zdecydowanie można pochwalić za sposób, w jaki rozłożył poszczególne elementy swojej historii. W porównaniu do oryginalnej książki, miniserial przypomina chaotyczny bałagan. Knight poświęca zdecydowanie zbyt dużo czasu na zarysowanie elementów, które już znamy, a potem brakuje mu czasu na właściwie zbudowanie emocji w ostatnim akcie. Realny wstęp oraz pierwsza noc z duchem minionych świąt zajmują ponad 2/3 całego trzyodcinkowego serialu.

Steven Knight musi tak bardzo gonić w finałowych minutach, że dwie ostatnie zjawy odwiedzają Scrooge’a od razu po sobie (choć wcześniej zostaje mu powiedziane, że każda będzie przychodzić o północy następnego dnia). Wszystko to sprawia, że twórcy produkcji osiągają efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. Zamiast lepiej wyjaśnić motywacje protagonisty i ukazać jego przemianę w wiarygodnym świetle, przez pośpiech spłycają całą sytuację do przerażających rozmiarów naiwności. Z tego powodu cała historia chwieje się w etycznych podstawach jeszcze mocniej niż u Dickensa. A w połączeniu z ponurą atmosferą całości i licznymi zmianami, z których niektóre budzą dziesiątki pytań o celowość (najważniejsza dotyczy roli Mary Cratchit w całej historii, ale ze względu na spoilery nie wolno mi zdradzić, o co chodzi), tworzy to dziwny, niejasny obraz. Dlatego pomimo dobrych chęci twórców nie widzę szans na to, żeby tegoroczna „Opowieść wigilijna” miała stać się klasykiem.

Miniserial jest już dostępny na platformie HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...