Jestem fanem powieści H.G. Wellsa, dlatego „Wojna światów” od BBC to serial, którego jednocześnie nie znoszę i ubóstwiam

Recenzja/Seriale 20.12.2019
Nasza ocena:
Jestem fanem powieści H.G. Wellsa, dlatego „Wojna światów” od BBC to serial, którego jednocześnie nie znoszę i ubóstwiam

Jestem fanem powieści H.G. Wellsa, dlatego „Wojna światów” od BBC to serial, którego jednocześnie nie znoszę i ubóstwiam

Powieść „Wojna światów” H.G. Wellsa znają właściwie wszyscy fani science fiction. Czasem jako czytelnicy, a czasem widzowie którejś z licznych adaptacji. W ciągu dwóch miesięcy do polskiej telewizji trafiły dwie nowe ekranizacje słynnej historii. Jak wypadł nowy miniserial BBC dostępny w naszym kraju na Epic Drama? Dowiecie się z naszej recenzji.

Pod koniec października telewizja FOX Polska pokazała pierwsze odcinki swojej nowej adaptacji „Wojny światów”. Produkcja nie miała jednak zbyt wiele wspólnego z oryginalną powieścią i w ogóle samym gatunkiem science fiction (recenzję znajdziecie TUTAJ). Polscy fani klasyki literatury fantastycznonaukowej czekali więc bardziej na drugą z nowych ekranizacji „Wojny światów”.

Trzyodcinkowy miniserial autorstwa stacji BBC już dzisiaj zadebiutuje z pierwszym epizodem na kanale Epic Drama. Redakcja Rozrywka.Blog miała okazję zdobyć przedpremierowy dostęp do całego serialu i specjalnie dla was przygotowałem pozbawioną fabularnych spoilerów recenzję. Czy „Wojna światów” tym razem doczekała się wiernej i zarazem oryginalnej adaptacji? Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana.

Wojna światów na Epic Drama – recenzja:

Głównymi bohaterami produkcji są żyjący w nieformalnym związku Amy i George. Ich postępowanie uznaje się za niemoralne w wiktoriańskiej Anglii, tym bardziej, że mężczyzna na skutek romansu porzucił swoją prawowitą żonę. Oboje znajdują się z tego powodu w infamii, a jedyną osobą utrzymującą z nimi kontakt jest astronom Ogilvy. W trakcie wspólnej obserwacji nocnego nieba trójka bohaterów dostrzega coś na kształt wystrzału z powierzchni Marsa. Uznają jednak, że to nieznacząca anomalia. Kilka dni później w pobliskim lesie rozbija się meteoryt. Wydarzenie zaczyna przyciągać coraz więcej naukowców, policji i gapiów, a wkrótce dochodzi do tragedii. Rozpoczyna się atak Marsjan.

Fabuła miniserialu BBC w dużej mierze rozgrywa się na podobnej zasadzie, co w powieści H.G. Wellsa. Obcy najeźdźcy przybywają do Wielkiej Brytanii, rozpoczynają masową eksterminację narodu ludzkiego za pomocą kroczących maszyn, a pozostali przy życiu bohaterowie desperacko walczą o przetrwanie. W przeciwieństwie do mocno filozoficznej podbudowy oryginału, tegoroczna „Wojna światów” nie ma podobnych ambicji. Więcej tu też elementów horroru niż strice science fiction.

Wells oczywiście należał do tych twórców literatury fantastycznonaukowej, którzy raczej nie korzystali ze ścisłej nauki do budowania swoich historii. Ale mimo wszystko w jego książce widać rozmaite naukowe idee, dla których niewiele miejsca znalazło się w miniserialu BBC. Przynajmniej w części rozgrywającej się chronologicznie.

Od samego początku sekwencje rozgrywające się podczas napaści Marsjan przeplatają się z wizjami niczym z Czerwonej Planety.

Dość szybko okazuje się, że oglądamy Londyn kilka lat po wojnie światów. Ekosystem całej planety uległ zmianie. Na większości terenów nie nie chce rosnąć, atmosfera jest zatruta czerwonym gazem, a zdobycie pożywienia i wody robi się coraz trudniejsze. Zwycięstwo Brytyjczyków okazało się wyjątkowo gorzkie z czego dobrze sprawę zdaje sobie Amy. Jedna z ocalałych i zarazem matka prawdopodobnie ostatniego dziecka urodzonego w Londynie.

W dalszej części sezonu widzowie będą śledzić wydarzenia rozgrywające się na obu płaszczyznach czasowych. Tego typu reinterpretacja oryginalnej powieści mieści się w granicach zamysłu Wellsa, a jednocześnie w interesujący sposób rozwija cały pomysł. Podobnych delikatnych zmian jest więcej. Problem w tym, że w kulminacyjnym momencie finałowego epizodu twórcy zupełnie niespodziewanie (i z gracją łopaty bijącej po głowie) próbują nagle wtłoczyć opowieść o Amy, George, jego bracie i innych ocalonych w długą historię opresji i brytyjskiego kolonializmu. Wszystkie wcześniejsze usprawnienia pierwotnej historii nagle zostają wyrzucone przez okno, a serial wraca na znajome tory, przy czym ewidentnie bardzo niewiele rozumie ze społecznej wizji H.G. Wellsa.

To największy, choć niejedyny problem z „Wojną światów”. Wielu widzów oglądających serial na antenie BBC narzekało na słabą jakość efektów specjalnych. I faktycznie „Wojna światów” nie zbliża się nawet do poziomu „Gry o tron” czy innych dzieł HBO, choć prawdziwie nieudolnego CGI na szczęście prawie tu nie uświadczymy. Podobnie mieszane uczucia można mieć w stosunku do aktorów. Eleanor Tomlinson i Rupert Graves radzą sobie jak najbardziej poprawnie, ale w grze Rafe’a Spalla brakuje energii, zaś drugi plan gra zbyt ekspresyjnie, jakbyśmy mieli do czynienia z parodią. Co ciekawe najlepiej radzą sobie na nim aktorzy, których od dzisiaj możemy oglądać w serialu „Wiedźmin” (grają tu Freya Allan – Ciri oraz Joey Batey – Jaskier) Wszystko to sprawia, że seans „Wojny światów” jest doświadczeniem tyleż ciekawym, co w wielu momentach frustrującym.

Premierowy odcinek serialu „Wojna światów” już dziś o 21:30 na antenie Epic Drama.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...