„Gra o tron” z jedną nominacją do Złotych Globów. HBO musi zapamiętać ten moment, jeśli nie chce porażki „House of the Dragon”

Felieton/Seriale 10.12.2019
„Gra o tron” z jedną nominacją do Złotych Globów. HBO musi zapamiętać ten moment, jeśli nie chce porażki „House of the Dragon”

„Gra o tron” z jedną nominacją do Złotych Globów. HBO musi zapamiętać ten moment, jeśli nie chce porażki „House of the Dragon”

„Gra o tron” zdecydowanie nie podbiła serc widzów swoim finałem. Najnowszy sezon nie doczekał się też wielkiego uznania ze strony osób decydujących o nominacjach do Złotych Globów. Wyróżnienie otrzymał tylko Kit Harington i HBO nie powinno tego lekceważyć. Bo powodzenie spin-offa „House of the Dragon” wisi na włosku.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Amerykańskie środowisko filmowe weszło właśnie w decydującą przed Oscarami fazę. Jak zwykle pierwszych faworytów dostarczyły widzom nominacje do Złotych Globów. Na najważniejsze po nagrodach Emmy wyróżnienia czekają także seriale. Swoje nominacje zdobyły wszystkie najważniejsze serwisy VOD i stacje telewizyjne, ale na liście produkcji można było zauważyć pewną zauważalną nieobecność.

„Gra o tron” doczekała się zaledwie jednego wspomnienia w postaci nominacji dla Kita Haringtona za rolę Jona Snow w 8. sezonie. Część fanów serialu HBO wprawiło to w konsternację i złość, a inni z kolei negatywnie zareagowali na to oburzenie. W wielbicielach produkcji skutecznie walczą dwa uczucia – nostalgia do jednego z najlepszych seriali XXI wieku oraz złość na absolutnie fatalne zakończenie historii Westeros. Błędem byłoby jednak twierdzenie, że między tymi dwiema postawami zachodzi pewnego rodzaju równowaga. Jeśli szefowie HBO zaczną tak myśleć, to narażą na porażkę nadchodzący spin-off.

Przeciwnicy 8. sezonu serialu „Gra o tron” stanowią większość. Przekonanie ich do powrotu zdecyduje o losie „House of the Dragon”.

O nominacjach do Złotych Globów decyduje Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej, które w przeszłości również nie darzyło „Gry o tron” wielką miłością. Serial HBO był sześciokrotnie nominowany w kategorii najlepszy serial dramatyczny, ale nigdy nie wygrał. Jedyną statuetkę zdobył grający w nim Peter Dinklage podczas gali z 2012 roku. Tegoroczny brak nominacji dla produkcji jest więc wyraźnym sygnałem na słabość 8. sezonu, ale nie można też tutaj mówić o jakiejś wybitnej zmianie nastawienia. W kontekście przyszłości ważniejsze jest jednak to, jak na całą sytuację reagują fani.

Brutalna prawda jest taka, że obecnie więcej wieloletnich widzów „Gry o tron” dziwi się, że środowisko filmowe w ogóle zauważa jeszcze tę produkcję, niż oburza się na brak dziesiątek kolejnych wyróżnień. I w wielu przypadkach fani mają rację. Nie sposób sobie wyobrazić, że nominacja dla Kita Haringtona jest czymkolwiek więcej niż miłym gestem i próbą docenienia za lata grania w serialu. Przecież w samym 8. sezonie aktor zdecydowanie nie zaliczył wybitnego występu, bo nie miał nawet takiej możliwości. Najzwyczajniej w świecie nie pozwolił mu na to scenariusz.

Nie jest dobrze, gdy najwierniejsi widzowie twojego dzieła zaszokowani dziwią się choćby, że „Gra o tron” poradziła sobie zaskakująco dobrze podczas ostatniej gali rozdania nagród Emmy. A tym bardziej, gdy popierają brak nagród i cieszą się z zakończenia produkcji, w sprawie przedłużenia której jeszcze rok temu protestowaliby z całych sił. Sam fandom nie wyszedł zresztą bez szwanku z wielkiego konfliktu wokół 8. sezonu serialu. Po 3. odcinku finałowej serii w jego obrębie trwały jeszcze dyskusje, ale po zakończeniu obrońcy „Gry o tron” stanowili ułamek całej zniechęconej grupy, która jedyną radość czerpała z wyszydzających 8. sezon memów.

House of the Dragon” może mieć olbrzymi problem, bo zdobycie miana serialowej ikony naszych czasów na ten moment wydaje się niemożliwe.

Nie oznacza to oczywiście, że spin-off poświęcony Targaryenom będzie olbrzymią klapą. Wciąż można się spodziewać dużego zainteresowania ze strony mediów i masowego odbiorcy. W końcu mowa o kolejnym dużym dziele stacji HBO, a takie produkcje zawsze budzą emocje. „House of the Dragon” ma też większe szanse na powodzenie niż zlikwidowany „Bloodmoon” i widać to po reakcjach fandomu. Historia początków ludzkiej rasy i ich walki z Nocnym Królem nie była ekscytująca w kontekście szybkiego i niesatysfakcjonującego zamknięcia tego wątku w 8. sezonie „Gry o tron”.

gra o tron złote globy

Serial poświęcony Starkom, Lannisterom i pozostałym rodom Westeros przekroczył jednak zwyczajowe ramy popularności dzieł telewizyjnych. Stał się ikoną drugiej dekady XXI wieku. Najpierw uważano go za świetną historię, której nie da się sfilmować, potem dowód na nową erę seriali, następnie za popkulturowego giganta, zaś zakończenie pokazało, że to kolos na glinianych nogach. Na każdym etapie o „Grze o tron” mówiło się jednak dużo. Nieoglądanie tej produkcji najzwyczajniej w świecie było zjawiskiem przez dużą część widzów niedopuszczalnym.

Dziwaczna pokusa Davida Benioffa i D.B. Weissa, żeby poszerzyć grupę odbiorców o matki i fanów futbolu amerykańskiego, mogła być najważniejszym powodem porażki „Gry o tron”.

Siłą tego dzieła było to, że oglądali je wszyscy, a nie tylko fani fantasy. Jeżeli ktoś nie sięgnął po tę produkcję aż do 8. sezonu, to nie było żadnego sensu przekonywać go na tak późnym etapie. Zamiast największego sukcesu w historii telewizji mieliśmy więc przykład najszybszej utraty zaufania wiernych fanów. HBO czeka ciężka walka o ich powrót.

Wściekłość po finale już się wypaliła, ale zostawiła po sobie pustkę, a żeby ją na nowo wypełnić nie wystarczy tylko pokazać widzom nowe smoki. Stacja będzie musiała wrócić do początków – postawić na siłę historii, niespodziewane losy bohaterów i szacunek do materiału źródłowego. A to wbrew pozorom może być niezwykle trudne, również w kontekście skomplikowania prozy George’a R.R. Martina. Początkowy sukces „Gry o tron” był wielkim osiągnięciem, a spin-off będzie musiał mierzyć się jednocześnie z wielkimi oczekiwaniami i negatywnym nastawieniem części fandomu. Nie spodziewam się bojkotu, ale też na razie nie wróżę wielkości „House of the Dragon”.

Teksty, które musisz przeczytać:

Czy komedie science-fiction mogą się udać? Początek „Avenue 5” pokazuje, że to bardzo trudne, nawet z Hugh Lauriem w roli głównej

Armando Iannucci to niezwykle ważna postać w amerykańskiej branży komediowej. Jego najsłynniejsze seriale – „Figurantka” i „The Thick of it” – nie zrobiły jednak furory w naszym kraju. Znaczne większe szanse na sukces wśród polskich widzów na serial science fiction „Avenue 5”. I to mimo, że jego początek budzi bardzo mieszane uczucia.

Recenzja/Seriale 20.01.2020

Dołącz do dyskusji (4)

10 odpowiedzi na “„Gra o tron” z jedną nominacją do Złotych Globów. HBO musi zapamiętać ten moment, jeśli nie chce porażki „House of the Dragon””

  1. Zaskoczenie! To pierwsze co mi sie cisnie na usta gdy wspominam 8 sezon. Nie rozczarowanie czy wscieklosc a wlasnie zaskoczenie.
    Obejrzalem caly serial gdy caly ten hype juz mijal, malo tego opadał kurz i dogasala pożoga po finale 8 sezonu i zastanawiam sie o co tym wszystkim ludziom chodzi? Dlaczego tyle jadu wylewa sie na twórców? I teraz czytajac ten artykuł znowu sie nad tym zastanawiam bo w sumie nikt nie mowi dlaczego jest tak bardzo rozczarowany 8 sezonem tylko mowi “ze jest rozczarowany”. Czasami mysle ze narzekanie na koniec serialu jest po prostu modne tak jak kiedys bylo jego oglądanie.

    • Jakbyś przeczytał dlaczego Martin nie może skończyć serii książek, to byś się nie dziwił.
      Są dwie szkoły pisania. Jedna, gdzie tworzysz scenariusz wszytkich głównych zdażeń i wstawiasz bohaterów w role im nadane. Takie postacie często są dwuwymiarowe i zachowują się sztucznie (8 sezon, nowe SW). Druga szkoła, to stworzenie postaci, ich charakteru, celów, relacji z innymi, pozycji w świecie. Potem nakreślasz ogólny zarys historii i cel. Problem polega na tym, że Martin nie może doprowadzić od 4 książek do finału, bo jego postacie mają inne plany.
      Scenarzyści GoT, póki mieli dokładny materiał, to robili świetną robotę. Od sezonu 7 widać było, że skończył się dokładny materiał i musieli się wykazać, co skończyło się równią pochyłą. Skoki czasowe, “teleportacje” postaci, gdzie we wcześniejszych sezonach podróż trwała kilka odcinków, jeśli nie cały sezon. Do tego błyskawiczne ruchy wojsk i wręcz dramatyczne spłaszczenie postaci. Już w sezonie 7 było znacznie więcej walki niż dialogów. Zupełnie odwrotnie niż w 1, czy 2.

      • Moim zdaniem G. R.R. Martin ma dokładnie ten sam problem ze skończeniem książek co duet David Benioff i D.B. Weiss. Stworzył mnóstwo wątków i zamknięcie ich w zgrabne, przemyślane i satysfakcjonujące zakończenie, które nie będzie rozczarowaniem jest najzwczajniej w świecie trudne. Serial dobitnie to pokazał i wydaje mi się, że skończenie serialu (takiego serialu) w stylu który zadowoli widzów się po prostu nie udało bo udać się nie mogło. Jest trochę racji w tym, że poziom serialu spadł z chwilą kiedy zabrakło książek do ekranizacji, ale wcale nie jestem przekonany, że mając materiał z książek udałoby się to w sposób, który zachwyci publiczność. Jeśli chodzi o różne dziwne wydarzenia i absurdy w serialu to we wcześniejszych sezonach też było ich sporo (wystarczy poczytać forum PLiO, żeby się przekonać). p.s. jest mały problem ze słowem “zdarzeń” w Twoim poście ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...