Efekt Baby Yody? Disney+ 5 dni po premierze mógł pochwalić się 15 mln subskrybentów

Artykuł/VOD 06.12.2019
Efekt Baby Yody? Disney+ 5 dni po premierze mógł pochwalić się 15 mln subskrybentów

Efekt Baby Yody? Disney+ 5 dni po premierze mógł pochwalić się 15 mln subskrybentów

Nie trzeba było być guru analityki mediów, by snuć przypuszczenia, że Disney+ stanie się po premierze czołowym graczem na polu serwisów streamingowych. Jednak ilość subskrybentów platformy Disneya powoli zaczyna przekraczać najśmielsze przypuszczenia.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Disney+ pędzi jak szalony. Najpierw informowaliśmy was, że w ciągu pierwszego dnia od startu usługa od studia Myszki Miki miała niesamowite 10 mln subskrybentów, a teraz okazuje się, że w 5 dni od swojej premiery Disney+ zgromadził aż 15 mln ludzi płacących za dostęp do biblioteki studia.

Dla porównania, w chwili obecnej Netflix posiada ponad 160 mln płacących użytkowników. Amazon Prime ma ich troszkę ponad 100 mln. Hulu 29 mln. Crunchyroll ma 2 mln płacących subskrybentów, ale już 45 mln zarejestrowanych użytkowników. To takie szybkie zestawienie tych największych graczy w streamingu w chwili obecnej, byście mieli pojęcie, gdzie na samym początku swojej drogi plasuje się Disney+.

Jest to więc znakomity start. Taki, który może pozwolić w szybkim dotarciu na podium.

Netflix dopiero po dwóch latach od uruchomienia usługi streamingowej przekroczył granicę 10 mln subskrybentów. Oczywiście ówczesna sytuacja i pozycja Netfliksa, który budował swoją obecność w streamingu praktycznie od zera, jest zupełnie inna niż ma to miejsce z jedną z największych i najpotężniejszych korporacji wszech czasów. Tym niemniej podkreśla skalę sukcesu Disneya. Netfliksowi zajęło 10 lat, by z 10 mln subskrybentów móc pochwalić się wzrostem do 150 mln płacących użytkowników. Należy się więc spodziewać, że Disney+ przekroczy ten pułap o wiele wcześniej.

Obecne, chyba ostrożne prognozy wskazują na to, że platforma celuje w ponad 80 mln subskrybentów w roku 2024. Biorąc pod uwagę obecne liczby, zaryzykowałbym stwierdzenie, że przekroczy tę liczbę o wiele wcześniej, a w 2024 będzie mieć ponad 100 mln płacących użytkowników.

Tak wielki sukces Disneya to wypadkowa nie tylko bogatej familijnej biblioteki serwisu, na którą składają się kultowe bajki i filmy Disneya (i Foxa), masa produkcji Pixara, a także, przede wszystkim, produkcje Marvela i Star Wars.

Na pewno też w tak wielkiej liczbie subskrybentów na starcie pomogła premiera serialu „The Mandalorian” osadzonego w świecie Star Wars.

Jakby było mało tego, że jest to seria rozgrywająca się w uniwersum Star Wars, to jeszcze „The Mandalorian” zyskał rzecz bezcenną, a mianowicie prawie że darmową promocję dzięki viralowemu szaleństwu na punkcie słodziaka Baby Yody. Jest on prawdopodobnie najbardziej uroczym 50-latkiem we wszechświecie.

Świat oszalał na punkcie Baby Yody. I w sumie można się poddać temu urokowi. Można też złapać się za głowę z politowaniem narzekając na to, że mały Yoda jest słodki, bo właśnie uderza w te „macierzyńskie instynkty” i czaruje wielkimi, głębokimi oczętami niczym kot ze Shreka. Jego fenomen badali już nawet psychologowie… Nie da się zaprzeczyć, że jest to fenomenalna bonusowa reklama serialu na Disney+, o którym zaczęli mówić wszyscy, nawet ci, którzy wcześniej nie zamierzali zajmować się tematem serialu sci-fi dla fanów „Gwiezdnych wojen”.

Na sukces Baby Yody złożyło się też kilka czynników i genialny w swojej prostocie viral-marketing. Mały Yoda nie wygląda w końcu wcale oryginalnie – w popkulturze można znaleźć masę podobnych stworków – od gremlinów po gelflingi z serialu Netfliksa „Dark Crystal”.

Oczywiście nie należy pominąć twardych marketingowych danych, czyli faktu, że świadomość marki Disney+ była olbrzymia jeszcze przed startem usługi i to w każdej grupie wiekowej.

Bardzo dużą rolę odgrywają też wszelkiej maści promocje związane z premierą usługi, w tym zniżki, darmowy okres próbny przez 7 dni i darmowy rok dla klientów sieci Verizon.

Chęć subskrybowania Disney+ jest największa pośród grupy wiekowej 25-34 (47 proc.), ale tuż za nią znajduje się grupa 35-44 (37 proc.). Co ciekawe, pośród badanych 10 proc. ludzi w wieku 65+ deklaruje chęć subskrypcji usługi, co tylko pokazuje jak wielki jest jej potencjał właściwie w każdej grupie wiekowej, a to jest marketingowym El Dorado każdej firmy usługowej.

Marketingowa machina dostała więc potężne wzmocnienie i teraz czekam tylko na raport z kolejnymi liczbami subskrybentów. Bo to, że Disney+ przekroczy (albo już przekroczył) granicę 20 mln płacących użytkowników do końca 2019 roku jest raczej oczywistością.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...