Camila Cabello na drugim albumie serwuje nam sensualny latynoski pop. Recenzujemy krążek „Romance”

Recenzja/Muzyka 06.12.2019
Nasza ocena:
Camila Cabello na drugim albumie serwuje nam sensualny latynoski pop. Recenzujemy krążek „Romance”

Camila Cabello na drugim albumie serwuje nam sensualny latynoski pop. Recenzujemy krążek „Romance”

Niespecjalnie długo czekaliśmy na drugi album Camili Cabello. Czy na „Romance” znajdziemy kawałek, który zrobi tyle szumu, co Havana?

Moim zdaniem niekoniecznie. Choć „Romance” to porządna dawka żeńskiego popu i odznacza się paroma przebojowymi rytmami, brakuje mu solidnych wyróżników. Tym, co się po raz kolejny udało, jest udane dorzucenie kubańskich brzmień do popowego koktajlu – od ballad na gitary akustyczne, dark pop, po eurodance. Już sam tytuł albumu daje nam pojęcie o atmosferze, którą spowita jest muzyka na najnowszym dokonaniu Cabello.

„Romance” zaczyna się od klimatycznego, pełnego niskich brzmień syntezatorów i utrzymanego w średnim tempie Shameless, w którym piosenkarka podkreśla nie tylko swój stan zakochania, ale i brak obaw związanych z sięganiem po to, czego się pragnie.

Living Proof ma świetny, oparty na mocnej rytmice refren, w dodatku z miejsca wpadający w ucho – bez problemu zrobi furorę na koncertach, ma on bez wątpienia potencjał iście stadionowy.

Chyba najbardziej urokliwym i przebojowym kawałkiem na „Romance” jest Seniorita, będący jednocześnie tematyczną kwintesencją drugiego albumu Cabello.

To już drugi w jej karierze duet z Shawnem Mendesem, obecnie jej partnerem w życiu prywatnym. Wiadomo jak to bywa z parami w showbiznesie, ale jest to naprawdę pełna słodyczy laurka ich stanu zakochania.

Słuchając Liar miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie do momentu, gdy byłem dzieciakiem i u schyłku lat 90. dobiegały mnie z radia dźwięki Ace of Base. To jeden z tych kawałków, który idealnie pasowałby na imprezę na plaży. Jest trochę spóźniony (albo zbyt wczesny) ze względu na rozpoczynającą się dla sporej części globu zimę, ale uznajmy, że Cabello zrobiła letni prezent tej drugiej części ludzkości. A ta „nasza” może nie zapomni o tym kawałku do przyszłych wakacji.

No i właściwie to cała reszta piosenek na „Romance” utrzymana jest w podobnych częstotliwościach. Albo bardziej skoczne numery, choć w średnim tempie, albo przyjemne dla ucha ballady o miłości. Na drugim albumie Camila Cabello nie rozwija się za bardzo muzycznie, choć jej głos cały czas robi wrażenie, zarówno w dolnych, jak i górnych rejestrach. Piosenki są miłe w odsłuchu, ale też nie proponują nam nic nowego od strony muzycznej. W paru przypadkach wręcz mogą nas przyprawić o dźwiękowe deja vu.

„Romance” nie powala też od strony aranżacyjnej – to rzetelnie nagrana i wyprodukowana płyta, nie ma tu może kompozycyjnych banałów, ale też nie jest to pop z najwyższej półki.

Na pewno można odnieść wrażenie, że nagrywanie „Romance” przyszło wokalistce bardzo łatwo, bo słuchając tego krążka ma się poczucie lekkości, bezpretensjonalności. No, ale też koniunkturalizmu – piosenki na „Romance” to raczej popowa średnia liga kawałków wyjętych z producenckich półek i czekających tylko, by je w końcu zmonetyzować. Jednak taka też natura muzyki pop.

Jak pisałem wyżej, bardzo przyjemnie się tego słucha, „Romance” spełnia swoją rolę jako krążek rozrywkowy, umilający fanom wokalistki, pragnącym zanurzyć się w opowieściach o miłości i romansach, lepsze bądź gorsze chwile.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Camila Cabello na drugim albumie serwuje nam sensualny latynoski pop. Recenzujemy krążek „Romance””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...