„Tekst” jest jak lustrzane odbicie „Ślepnąć od świateł” – recenzja filmu na podstawie książki Głuchowskiego

Recenzja/Film 29.11.2019
Nasza ocena:
„Tekst” jest jak lustrzane odbicie „Ślepnąć od świateł” – recenzja filmu na podstawie książki Głuchowskiego

„Tekst” jest jak lustrzane odbicie „Ślepnąć od świateł” – recenzja filmu na podstawie książki Głuchowskiego

„Tekst” to opowieść Dmitrija Głuchowskiego o młodym chłopaku, który wraca do domu po siedmiu latach odsiadki i zaczyna żyć życiem swego oprawcy za pośrednictwem jego smartfona. Okazało się, że to dobry materiał nie tylko na książkę, ale i na film.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Jak tylko się dowiedziałem, zupełnym przypadkiem, że podczas festiwalu filmowego 13. Sputnik nad Polską, gdzie wyświetlane są produkcje rosyjskojęzyczne, pojawi się „Tekst”, wiedziałem, że muszę go zobaczyć. Jestem fanem prozy Dmitrija Głuchowskiego, a to pierwszy obraz na podstawie jego twórczości.

Autor znany jest głównie za sprawą serii „Metro”. Na kanwie trzech tomów napisanych przez niego – „Metro 2033”, „Metro 2034” i „Metro 2035” pojawiły się dziesiątki powieści autorów z całego świata, w tym z Polski, osadzonych w tym samym fikcyjnym świecie w ramach „Uniwersum Metro 2033” i „Uniwersum Metro 2035”.

Popularnością cieszy się też seria gier wideo będących luźną adaptacją cyklu „Metro”.

Można było przypuszczać, że jako pierwszy z twórczości Głuchowskiego to właśnie on zostanie zekranizowany. Film z gatunku science-fiction w postapokaliptycznym klimacie i to na podstawie serii, która jest już rozpoznawalna za sprawą innego medium, z pewnością zaciekawiłby wielu widzów na całym świecie.

tekst film recenzja głuchowski

Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Pierwszą ekranizacją książki Dmitrija Głuchowskiego jest „Tekst”, który został zrealizowany w Rosji i nie trafił do szerokiej dystrybucji. Obejrzeć go można np. właśnie podczas festiwali. A szkoda, bo właściwie każdy powinien go zobaczyć.

Powieść i film „Tekst” pióra Głuchowskiego to świadectwo naszych czasów.

W obu przypadkach akcja osadzona jest współcześnie. Adaptacja jest przy tym bardzo wierna oryginałowi, a chociaż w kilku miejscach scenariusz poszedł na skróty – inaczej trzeba byłoby nakręcić nie film, a serial – to prowadzi do tego samego celu. Nie powinno być to jednak zaskoczeniem.

Reżyserem filmu został Klim Szypienko, który o napisanie scenariusza poprosił autora powieści „Tekst”, na której bazuje jego dzieło. Moje obawy budziło jednak to, w jaki sposób opowieść opierającą się niemal w całości na nomen omen tekście uda się przełożyć na język kina.

tekst film recenzja głuchowski

Filmowcom ta trudna sztuka się udała.

Nie dało się uniknąć tego, że sporo ujęć pokazuje w kadrze smartfona z cyrylicą na ekranie. Widzowi z Polski, który nie zna rosyjskiego, nie pozostaje nic innego, jak czytać napisy. Nie było ich jednak zbyt wiele. Andriej Iwanow odpowiedzialny za zdjęcia naprawdę się postarał, by te sceny urozmaicić.

Dynamiczny montaż Tima Pawiełko i głosy dochodzące z offu skutecznie przełamywały monotonię. W dodatku w niektórych momentach filmu zerwano z klasyczną liniową narracją. Kolejne sceny z kilku następujących po sobie wydarzeń przemieszano ze sobą, co dało naprawdę ciekawy efekt.

tekst film recenzja głuchowski

Te najważniejsze, przełomowe momenty pokazywane były jednak w klasyczny sposób.

Historia zaś jest zarówno prosta, jak i tragiczna. To trochę taka współczesna „Zbrodnia i kara”. Głównym bohaterem jest młody student o imieniu Ilja. Po zakończeniu sesji poszedł on na dyskotekę, z której nie wrócił do domu. Został wrobiony w posiadanie narkotyków i trafił na 7 lat do więzienia.

Ilja po wyjściu z mamra wraca do rodzinnego domu. Odnajduje człowieka, który złamał mu życie i… wchodzi w posiadanie jego telefonu razem z hasłem. Dzięki temu jest w stanie dowiedzieć się o nim niemal wszystkiego, bo ma dostęp do jego archiwum wiadomości i zdjęć.

tekst film recenzja głuchowski

„Tekst” łączy zaś nietypową tematykę i zabawę formą.

Główny bohater zaczyna nagle żyć cudzym życiem. Swojego przecież nie ma. Poszukuje jakichkolwiek doznań i nagle, wiedziony impulsem, zaczyna w imieniu swego oprawcy rozmawiać z jego bliskimi i współpracownikami. Oczywiście komunikacja odbywa się wyłącznie w formie tekstowej.

Film obnaża jednak to, że w dzisiejszych czasach może to wystarczyć. „Tekst” – niezależnie od wersji – zmusza do przemyśleń na temat tego, gdzie zawędrowaliśmy jako społeczeństwo. Jest przy tym naprawdę bardzo dobrze zrealizowany od strony technicznej.

Na nic to by się jednak nie zdało, gdyby nie dobra gra aktorska.

„Tekst” jest ze względu na swoją formułę teatrem jednego aktora. Co prawda inni bohaterowie się tu przewijają, a co jakiś czas oglądamy swoiste retrospekcje w postaci filmów nagranych komórką, ale cały czas śledzimy Ilję Goriunowa, w którego wcielił się Aleksandr Pietrow.

Świetnie pokazuje jego apatię, a rola była z pewnością wymagająca. Ogromnie ważna była tu mimika – nie jest łatwo zagrać tak emocjonalne reakcje bohatera, by widz rozumiał, co on właśnie na ekranie telefonu zobaczył. A chociaż aktor podołał zadaniu, to wcale to nie oznacza, że „Tekst” jest arcydziełem.

tekst film recenzja głuchowski

Aleksandr Pietrow kradnie większość scen, ale już na drugim planie gra aktorska kuleje.

Pod koniec męczyły mnie też powtarzane jak mantra dialogi. Możliwe, że był to taki zabieg artystyczny, by coś podkreślić, ale zaczęło mnie to nużyć. Film jest przy tym długi, trwa ponad dwie godziny, a mimo to osoba znająca powieść wie, że Głuchowski podczas pisania scenariusza poszedł kilka razy na skróty.

Chyba lepiej by było, gdyby „Tekst” zmieniono w serial. Opowieść snuta przez Głuchowskiego za pośrednictwem dwóch mediów jest w końcu takim lustrzanym odbiciem polskiego „Ślepnąć od świateł” – a w tym przypadku książka również doczekała się adaptacji aktorskiej, tylko właśnie nie w formie filmu, a w odcinkach.

tekst film recenzja głuchowski

„Tekst” i „Ślepnąc od świateł” to w zasadzie dwie strony tej samej monety. W obu historiach bohaterowie snują się przez zimne i niegościnne blokowiska gdzieś na obrzeżu społeczeństwa, ale tak jak w serialu HBO obserwujemy dilera z wyższych sfer, tak w twórczości Głuchowskiego stąpamy twardo po ziemi.

Jeśli zastanawiacie się, gdzie obejrzeć ten film, to co prawda na razie nie ma takiej opcji online, ale możemy potwierdzić, że Wydawnictwo Insignis robi, co może.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...