Marvel dla zdobycia Oscarów udaje, że „Avengers: Koniec gry” nie jest filmem superbohaterskim. To obraza dla Downeya Jra

Felieton/Film 27.11.2019
Marvel dla zdobycia Oscarów udaje, że „Avengers: Koniec gry” nie jest filmem superbohaterskim. To obraza dla Downeya Jra

Marvel dla zdobycia Oscarów udaje, że „Avengers: Koniec gry” nie jest filmem superbohaterskim. To obraza dla Downeya Jra

Filmy superbohaterskie przeważnie nie mogą liczyć na najważniejsze Oscary. Marvel stara się ze wszystkich sił to zmienić, ale strategia promowania roli Roberta Downeya Jra w „Avengers: Koniec gry” poszła za daleko. Firma udaje, że produkcja jest typowym oscarowym dramatem a nie filmem superbohaterskim.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Amerykańska Akademia Filmowa przeważnie nie lubi doceniać filmów superbohaterskich jako gatunku. Dzieła tego typu mogą zazwyczaj liczyć na najwyższe laury w kategoriach technicznych związanych z efektami specjalnymi, dźwiękiem i charakteryzacją, ale nic ponad to. Wyjątkiem była nagroda dla Heatha Ledgera za rolę Jokera w filmie „Mroczny Rycerz”, ale mówiąc całkiem brutalnie, przedwczesna śmierć lubianego aktora okazała się główną siłą napędową tego zwycięstwa. Oscary takie niestety są.

Marvel liczy jednak, że jego najważniejsza produkcja w ponad 10-letniej historii MCU (a przy okazji rekordzista światowego box office), w końcu poruszy serca członków Akademii. Dlatego mimo początkowych sprzeciwów Roberta Downeya Jra wpisano jego nazwisko na listę artystów ubiegających się o Oscary. Konkurencja w kategoriach aktorskich jest w tym roku ogromna (również ze strony grającego w innym filmie superbohaterskim Joaquina Phoenixa), ale jeśli ktokolwiek z obsady „Avengers: Endgame” ma szansę coś zdobyć, to właśnie on.

Problem w tym, że Marvel promuje „Avengers: Koniec gry” jak poważny oscarowy dramat jakich wiele.

Wysyłane przez firmę screenery produkcji sprawiają wrażenie jakby chodziło o czarno-białą, wzruszającą opowieść o przemijaniu. Nieco podobną strategię Marvel Studios przyjęło też przed premierą, gdy większość materiałów wideo dotyczyła trwającej zaledwie kilka minut sekwencji z powoli umierającym w przestrzeni kosmicznej Tonym Starkiem. Ktoś powinien był powiedzieć pracownikom studia, że powtórzenie tej zmyłki po raz drugi nie ma sensu, bo większość osób już widziała „Avengers: Koniec gry”.

Z drugiej strony znając przyzwyczajenia akademików można mieć wątpliwości, co do ich zaangażowania w oglądanie wysyłanych ich filmów. W końcu wielu z nich przyznawało się do strachu przed obejrzeniem „Jokera”, a ta produkcja zrobiła przecież prawdziwą furorę. Nie zmienia to jednak faktu, że przyjęciem takiego nastawienia Marvel pokazuje swoją desperację. O Oscary trzeba walczyć zakulisowymi działaniami i lobbyingiem, bo członkom Akademii należy zawsze wytłumaczyć, dlaczego dany film jest jednocześnie inny niż wszystkie pozostałe i dokładnie taki sam jak te, które wygrywały przez lata.

Nie wspominając o tym, że Robert Downey Jr naprawdę zasługuje rolą Iron Mana na lepsze traktowanie i więcej szacunku.

Tony Stark w jego wykonaniu pod każdym względem jest postacią komiksową. Downey Jr nie próbuje uciekać od korzeni gatunku superbohaterskiego. Ale przy okazji wzmacnia swojego bohatera o wcześniej niewidziane u Iron Mana emocje i cechy charakteru. Na przełomie wielu lat stworzył naprawdę udaną i godną pochwał kreację, która wykroczyła poza ramy filmów superbohaterskich.

avengers koniec gry oscary

Czy to oznacza, że zasługuje na Oscara za pierwszoplanową rolę? Tego nie twierdzę, bo w przeciwieństwie do zeszłego roku mocnych kandydatów nie brakuje. Osobiście postawiłbym raczej na Phoenixa, a duże szanse mają też aktorzy z „Irlandczyka” i „The Lighthouse”. Kreowanie „Avengers: Koniec gry” na „Narodziny gwiazdy”, „Green Book” czy jakikolwiek innym film z kategorii Oscar bait nie ma jednak żadnego sensu.

Jeżeli Marvelowi naprawdę zależy na zdobyciu statuetek przez swoją produkcję, to oprócz przykrywania słabości powinni uderzać w jej najmocniejsze strony. Nikt, kto widział „Avengers: Endgame”, nie powie, że to najbardziej sentymentalny i poruszający dramat tego sezonu. Po co więc udawać, że jest inaczej, skoro to kłamstwo szyte wyjątkowo grubymi nićmi? Iron Man w wykonaniu Roberta Downeya Jra budzi w ludziach prawdziwe emocje i to dzięki kilku występom na przestrzeni dekady. Lepiej byłoby pokazać siłę tego przekazu i jego wyjątkowość (czym w dodatku zbyłoby się oskarżenia Scorsese i Coppoli), a nie próbował fałszować uczucia zupełnie innego rodzaju. Ale Marvel najwidoczniej jeszcze tego nie zrozumiał.

Teksty, które musisz przeczytać:

Marvel ujawnia pierwsze szczegóły „She-Hulk”. Główną rolę zagra aktorka z „Orphan Black” i „Perry Mason”

Ostatnie dni przyniosły pierwszą poważną aktywność Marvela od czasu ogłoszenia decyzji o kolejnym przesunięciu premiery „Czarnej Wdowy”. Najpierw dowiedzieliśmy się więcej na temat serialu „WandaVision”, a teraz ujawniono tożsamość aktorki wcielającej się w rolę She-Hulk. Tatiana Maslany to aktorka, która kiedyś miała zagrać w „Łotr 1”.

Seriale 18.09.2020

Dołącz do dyskusji (10)

23 odpowiedzi na “Marvel dla zdobycia Oscarów udaje, że „Avengers: Koniec gry” nie jest filmem superbohaterskim. To obraza dla Downeya Jra”

  1. Z jednej strony rozumiem takie podejście, bo Akademicy są naprawdę dziwni. Mają swoje ulubione gatunki filmów czy nawet tematy, jakie podejmują filmy i przede wszystkim takim produkcjom rozdają statuetki. Marvel po prostu chcę się trochę w to wstrzelić.

    Z drugiej strony trochę nie rozumiem po co w ogóle tak walczą o te statuetki.

    • Ponieważ statuetki są traktowane jako nagroda za zrobienie dobrej pracy. Dzięki nim film może stać się kultowy jak np Tytanic.

      • Wybacz, ale z choinki się urwałeś? Oscary już dawno nie mają takiej wartości. Wiele filmów bez Oscarów stało się kultowymi produkcjami, a o tych że statuetkami już się nie pamięta. Te nagrody już jakiś czas temu mocno straciły swoją wartość.

        • Oscary straciły na znaczeniu. Napisz mi zatem nagrody filmowe które są bardziej prestiżowe. Bo ja jestem może po prostu amatorem i nie znam żadnych o większym znaczeniu.

          • Skoro, jest najbardziej prestiżowa ze wszystkich nagród więc nie dziwne, że się o nią starają. Tak jak każdy sportowiec daje z siebie wszystko by zostać mistrzem świata w swoim sporcie tak i filmowcy starają się osiągnąć najwyższe podium filmowe.

          • To znaczy po prostu, że w tej branży nie ma znaczących nagród. No bo Endgame zarobiło sporo ponad dwa miliardy. Jest najlepiej zarabiającym filmem w historii. To już jest film kultowy i nie potrzebny jest do tego Oscar.

            Czy zwycięscy Oscarów zarabiają więcej? Więcej się o nich mówi? Cieszą się większym zainteresowaniem od Endgame? Nie!

            Oscary to nagrody przyznawane przez osoby, które mają swoje ulubione gatunki, a nawet tematyki filmów. Stąd powstaje też masa tzw. Oscar baitów, które mimo średniej jakości do nominacji się załapują. Każdy kto zna choć trochę rynek filmowy wie, że Oscary nie są żadnym wyznacznikiem jakości czy kultowości filmu.

            Edit: może inaczej, są nagrody ważne dla jakiejś niszy. Jednak patrząc globalnie nie ma takiej nagrody, która byłaby naprawdę wyznacznikiem jakości czy kultowości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...