Jakub Żulczyk musiał pisać tę książkę z myślą o kolejnym serialu. „Czarne słońce” aż się prosi o ekranizację

Recenzja/Książki 21.11.2019
Nasza ocena:
Jakub Żulczyk musiał pisać tę książkę z myślą o kolejnym serialu. „Czarne słońce” aż się prosi o ekranizację

Jakub Żulczyk musiał pisać tę książkę z myślą o kolejnym serialu. „Czarne słońce” aż się prosi o ekranizację

Jakub Żulczyk niczym trickster bawi się przyjętym porządkiem rzeczy i prowokuje. Język, którym mówi w „Czarnym słońcu”, jest ostrzejszy i bardziej wulgarny niż język stosowany w jego poprzednich powieściach. Ale i temat bardziej ważki. Natomiast sam Żulczyk z każdą książką pisze coraz lepsze historie.

Tym razem w środku opowieści stawia niejakiego Gruza–- skrajnie agresywnego neonazistę, członka bojówki działającej w teokratycznym kraju, na czele którego stoi Ojciec Premier. Żulczyk rysuje wizję dystopijnej Polski, w której ksenofobia, rasizm i homofobia są usankcjonowane przez państwo.

Słowem – wkurzony autor próbuje przeskoczyć kilka lat do przodu, by pokazać, co może się stać, jeśli obecny stan polskiego społeczeństwa, rosnące homofobiczne nastroje oraz nietolerancja będą się pogłębiać.

Zamysł niezły, a jeśli znacie Żulczyka choćby z jego opinii, którymi dzieli się na portalach społecznościowych, wcale was on nie zaskoczy. Wydaje się, że bańka złości na obecny stan rzeczy, na wspomniane nastroje, na coraz większą nietolerancję, musiała w końcu pęknąć, wydając z siebie nową opowieść polskiego pisarza.

czarne słońce jakub żulczyk

Wracając jednak do głównego bohatera, Gruz jest maszyną do zabijania. Czasem zdaje się, że to bezmyślny cyborg, który nienawidzi każdego, a to, że stoi akurat po faszystowskiej stronie, wynika z faktu, iż najzwyczajniej w świecie wybrał, jak mu się wydawało, najsilniejszych. Jak można się domyślać – autor nie pozwoli Gruzowi odejść z jego początkowymi przekonaniami. Ale droga przemiany mężczyzna wcale nie będzie taka prosta i oczywista.

„Czarne słońce” mówi głosem Gruza, przedstawia jego tok myślenia. Ale Gruz nie jest sam.

Jest też drugi narrator, na początku jawiący się jako głos w głowie Gruza. W pewnym momencie przejmuje on całkowitą kontrolę nad narracją i oto zwraca się do nas sam autor, burząc literacką czwartą ścianę, barierę między autorem a czytelnikiem. Ze wszystkich sztuczek, po które sięga Żulczyk, takich jak retrospekcje, ta podobała mi się najbardziej.

W „Czarnym słońcu” Żulczyk umiejętnie żongluje gatunkami literackimi, raz sięgając po thriller, innym razem po powieść drogi. Nie prowadzi to na szczęście do zagubienia czytelnika – raczej pomaga w utrzymaniu dobrego, wręcz teledyskowego tempa, które autor zresztą nie od dziś sobie upodobał.

No właśnie, chyba nie ma wątpliwości, że Żulczyk pisał książkę pod kolejny serial.

Określana przez niektórych jako obrazoburcza, nowa książka Żulczyka wcale taka obrazoburcza nie jest. Owszem, robi wrażenie dosadnym przekazem, wykorzystanem figur neonaziolskich bojowników i ukazanym okrucieństwem. Ale czy nie są to odpowiednie środki, by wypunktować rzeczywiste okrucieństwo, które dzieje się w Kościele czy na ulicach nie tylko Białegostoku? Chyba z takiego założenia wyszedł sam autor i postanowił, że i on nie będzie przebierać w środkach. Co jednak stanie się, gdy odrzemy „Czarne słońce” z całego ideologicznego znaczenia, kontekstu i czasu, w którym autorowi przyszło ją pisać? Nie stanie się nic złego, to nadal będzie bardzo dobra historia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

2 odpowiedzi na “Jakub Żulczyk musiał pisać tę książkę z myślą o kolejnym serialu. „Czarne słońce” aż się prosi o ekranizację”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...