Jeśli Bóg istnieje, to znajdziecie go w tym filmie. „Amazing Grace. Aretha Franklin” – recenzja

Recenzja/Film 15.11.2019
Nasza ocena:
Jeśli Bóg istnieje, to znajdziecie go w tym filmie. „Amazing Grace. Aretha Franklin” – recenzja

Jeśli Bóg istnieje, to znajdziecie go w tym filmie. „Amazing Grace. Aretha Franklin” – recenzja

Po raz kolejny jesteśmy świadkami niezwykłej, magicznej, siły kina. Niedługo po śmierci Arethy Franklin wybitna wokalistka wraca do życia w filmowym zapisie wyjątkowego koncertu muzyki gospel, który przeleżał na półkach niemalże pół wieku. Przed wami „Amazing Grace. Aretha Franklin”.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Historia powstania i premiery filmu „Amazing Grace. Aretha Franklin” po prawie 50 latach od jego nakręcenia jest bardziej dramatyczna i pełna zwrotów akcji niż dwa ostatnie sezony „Gry o tron”.

Został on nakręcony w 1972 roku. Aretha Franklin była już wtedy u szczytu sławy, jednak zapragnęła zrobić coś innego niż zwykle. Postanowiła zamienić wielkie stadiony, prestiżowe kluby oraz telewizyjne show na rzecz o wiele bardziej skromnego, uduchowionego i intymnego miejsca jakim był New Temple Missionary Baptist Church w Los Angeles. Tam artystka wystąpiła razem z Southern California Community Choir, śpiewając zgromadzonej publiczności standardy gospel.

Był to koncert i jednocześnie sesja nagraniowa albumu live „Amazing Grace”, który ostatecznie trafił do sprzedaży i stał się najlepiej sprzedającym się krążkiem z muzyką gospel w historii.

Sfilmowania całego przedsięwzięcia podjął się, będący wówczas na początku swojej reżyserskiej drogi, Sidney Pollack. Na taśmie filmowej zostały zapisane dwa dni występów Franklin. Niestety po drodze okazało się, że Pollack, ze względu na niedopatrzenia od strony formalnej, nie był w stanie zsynchronizować obrazu z dźwiękiem. To niefortunne zdarzenie sprawiło, że zapis wideo fenomenalnego koncertu został skazany na przeleżenie na półce.

Dopiero w 2008 roku nowoczesna technologia pozwoliła na pełną synchronizację. Wtedy do boju wkroczyła sama Aretha Franklin i jej prawnicy, którzy uważali, że film bezprawnie wykorzystuje jej wizerunek. Sprawa ciągnęła się latami i dopiero po śmierci Franklin w 2018 roku, „Amazing Grace. Aretha Franklin” mógł w końcu ujrzeć światło dzienne. Światowa premiera miała miejsce w 2018 roku na festiwalu Doc NYC, a w kwietniu 2019 roku obraz trafił do standardowej dystrybucji kinowej w USA. Stanowiąc przy tym niezwykle poruszające epitafium dla muzycznej legendy.

Oglądając „Amazing Grace”, już w pierwszych minutach jej występu widzimy i słyszymy, że artystka jest u szczytu swojej formy. Jej wykonania, m.in. Wholy Holy, tytułego Amazing Grace czy Never Grow Old po prostu powalają na łopatki!

Jeśli ktoś z was nie miał dotąd okazji zastanowić się nad tym, dlaczego Franklin nazywana jest Królową Soulu i jedną z najlepszych wokalistek wszech czasów, to teraz ma ku temu idealną okazję. Jej głos jest WIELKI!

Zarówno wtedy, gdy śpiewa w niedostępnych dla większości ludzi wysokich rejestrach, jak i wtedy gdy schodzi niżej. Emocje, które biją z każdej wyśpiewywanej przez nią nutki są wręcz transcendentne. Te melodie unoszą słuchacza, zabierają go w niezwykłą podróż, uwznioślają, przynoszą ukojenie i poruszają do łez. Franklin naprawdę brzmi tak, jakby była aniołem zesłanym na Ziemię, po to by sławić Boga.

Ja sam, jako zatwardziały ateista, słuchając i oglądając jej występ w „Amazing Grace” miałem poczucie obcowania z boskością. Efekt ten podbijały dodatkowo intymne ujęcia, wykorzystujące zbliżenia na twarz artystki, jej oczy zaszklone od wzruszeń, potężne ilości potu spływające z czoła po policzkach. Co jakiś czas towarzyszący jej na scenie pastor James Cleveland, a także jej ojciec będący na widowni, podchodzili do niej przecierając jej twarz.

Niemalże każdy z obecnych na koncercie ludzi został osobiście dotknięty głosem Franklin. Kamera co jakiś czas filmuje ich reakcje – od zadumy, słuchania z zamkniętymi oczami, radości, po ogromne wzruszenia, płacz, a nawet widzów, którzy reagują wstając z miejsca, gdyż nie są w stanie przyjąć tej energii na siedząco. Podobnie zresztą reagował towarzyszący jej chór – tak szczerego zaangażowania, ale też i emocjonalnych reakcji na muzykę już dawno nie widziałem.

Apogeum tego wszystkiego jest wykonanie przez Franklin utworu Never Grow Old. Ładunek emocjonalny jest w przypadku tego wykonania tak ogromny, że nie sposób powstrzymać się od łez.

Sam poryczałem się na nim jak bóbr – jest w nim coś co wymyka się racjonalnemu pojmowaniu – to taki poziom piękna, doskonałości i perfekcji wykonania, że człowiek staje się w jego obliczu bezradny. Tym bardziej, gdy słuchamy i oglądamy go ponad 40 lat później, w świecie, w którym nie ma już z nami Arethy Franklin. Ten utwór stał się więc jej testamentem, a potęga jej głosu przebiła się przez te wszystkie dekady i znalazła swą drogę dając nam, u schyłku drugiej dekady XXI wieku, magiczne doznania. Stanowiąc jednocześnie jedyny w swoim rodzaju wehikuł czasu.

Pollack może i popełnił karygodny błąd, który na lata uniemożliwił synchronizację obrazu z dźwiękiem i pokazanie tej produkcji publiczności, ale za to, od strony czysto filmowej dołożył też swoją cegiełkę do tego przeżycia. „Amazing Grace. Aretha Franklin” cechuje się surowym, dokumentalno-reportażowym stylem wizualnym. Dzięki temu obraz ten rzeczywiście wydaje się bardzo intymnym i osobistym pamiętnikiem emocji. Przy okazji celebruje też afroamerykańską kulturę z początku lat 70. w skali mikro zostawiając potomności jej wspaniały portret.

Każdemu, kto jeszcze nie widział „Amazing Grace” Aretha Franklin”, szczerze zazdroszczę, bo przed wami wyjątkowa wyprawa, która poruszy was do głębi.

Bez względu na pochodzenie, rasę, wyznanie, poglądy polityczne. Szkoda, że film ten ujrzał światło dzienne niemal po 50 latach, ale z drugiej strony dobrze, że w ogóle mamy szansę go obejrzeć i to na dużym ekranie oraz w kinowych systemach dźwiękowych. Gwarantuję wam, że odpłyniecie na tym seansie. Oto siła muzyki i obrazu. Oto siła Arethy Franklin. Dziękuję.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...