„Watchmen” – serial, komiks czy film? Sprawdzamy wszystkie za i przeciw, żeby znaleźć najlepsze dzieło w uniwersum „Strażników”

Artykuł/Seriale 13.11.2019
„Watchmen” – serial, komiks czy film? Sprawdzamy wszystkie za i przeciw, żeby znaleźć najlepsze dzieło w uniwersum „Strażników”

„Watchmen” – serial, komiks czy film? Sprawdzamy wszystkie za i przeciw, żeby znaleźć najlepsze dzieło w uniwersum „Strażników”

Serial „Watchmen” zadebiutował na początku tygodnia z 4. odcinkiem na HBO i HBO GO. Widzowie wiedzą już coraz więcej o stylu i budzącej kontrowersje tematyce nowej produkcji, a ich reakcje są stosunkowo mieszane. A jak pierwsze odcinki „Watchmen” wypadają w porównaniu z powieścią graficzną duetu Moore-Gibbons oraz filmem Zacka Snydera?

HBO na pierwszy rzut oka podjęło doskonałą decyzję, podejmując się przeniesienia uniwersum „Strażników” na mały ekran. Powrót do świata stworzonego przez Alana Moore’a i narysowanego przez Dave’a Gibbonsa wydawał się idealnym sposobem na zamknięcie luki po „Grze o tron”. Jednocześnie dosyć szybko okazało się, że pracujący nad nową produkcją Damon Lindelof nie ma zamiaru tworzyć prostej adaptacji. Zamiast tego postanowił napisać kontynuację, która w wielu miejscach dosyć brutalnie obchodzi się z pomysłami zaprezentowanymi w oryginale.

W połączeniu z bardzo negatywnym nastawieniem Moore’a do wykorzystywania jego komiksu w jakiejkolwiek formie, sprowadziło to na jego głowę mocną krytykę fanów „Strażników”. A ponieważ serial jest oprócz tego bardzo polityczny i pokazuje dosyć jednoznaczną wizję Stanów Zjednoczonych, to nastąpił też na odcisk wielu widzom o bardziej konserwatywnym nastawieniu do świata. Mamy więc do czynienia z produkcją wychwalaną w recenzjach za sześć pierwszych odcinków oraz odrzuconą przez licznych fanów komiksów.

Najlepiej tę dychotomię pokazuje różnica w średniej ocen na Rotten Tomatoes, która obecnie wynosi 96 proc. od krytyków wobec 42 proc. od widzów. Podobne dysproporcje zdarzały się oczywiście wcześniej (ostatnio przy okazji „Jokera” i „Batwoman”), ale raczej nie w przypadku seriali HBO. Dlatego warto podejść do „Watchmen” nieco bardziej analitycznie i sprawdzić bez emocji, jak produkcja wypada w zestawieniu z oryginalnym komiksem oraz filmową adaptacją z 2009 roku.

Watchmen HBO – Porównujemy serial, komiks i film:

Serial – plusy

Na pewno warto pochwalić odwagę twórców produkcji HBO. Decyzja, żeby stworzyć kontynuację zamiast po raz trzeci powtarzać tę samą historię, wymagała dużej dozy samozaparcia, ale mimo spodziewanego gniewu niektórych fanów opłacało się podjąć to ryzyko. Z kilku różnych powodów. HBO tak czy inaczej nie mogło liczyć na błogosławieństwo Alana Moore’a, a ściganie się z Zackiem Snyderem w 2019 roku miało niewiele sensu. Oczywiście wielu czytelników powieści graficznej liczyło, że serial pozwoli na pokazanie jej treści w całości, ale czy naprawdę było to komukolwiek potrzebne? Można mieć poważne wątpliwości.

Pytanie, czy wykreowany przez Lindelofa świat złoży się w sensowną całość na ten moment pozostaje jeszcze bez odpowiedzi. Showrunner serialu czerpie garściami ze współczesnych emocji rządzących USA i bez litości pokazuje amerykański rasizm, ale przynajmniej na razie nie zdołał tego sensownie połączyć z wydarzeniami oryginalnego komiksu. Sama prezydentura Ronalda Reagana nie wystarcza do wytłumaczenia wszystkich zależności politycznych, nadal nie wiadomo, dlaczego członkowie Siódmej Kawalerii wybrali sobie na patrona właśnie Rorschacha, a rola Ozymandiasza wciąż pozostaje bardzo zagadkowa.

Pod względem wizualnym lokacje w „Watchmen” prezentują się jednak naprawdę doskonale. Piękne zdjęcia, doskonałe kostiumy i wyraźny pomysł na styl wyróżniają produkcję HBO z tłumu. Lindelof nie waha się przy tym eksperymentować, bo tak trzeba nazwać odmienną atmosferę segmentów poświęconych Ozymandiaszowi czy fikcyjnego serialu „Minuteman”, który w ewidentny sposób nawiązuje do filmu Snydera.

watchmen hbo
Foto: „Watchmen” HBO

Serial – minusy

Już teraz można jednak powiedzieć, że nie wszystko udało się przy realizacji nowego działa HBO. Zrzucanie całego niezadowolenia fanów na prawicowych trolli jest niedopuszczalnym uproszczeniem. „Watchmen” nie boi się kontrowersji, ale też bardzo spłyca polityczny wymiar komiksu Alana Moore’a. W swoim przekazie jest też dosyć mocno łopatologiczny, a zmiany wprowadzone przez scenarzystów do ustalonej historii Strażników wydają się przeprowadzone bardzo na siłę. To wszystko ma prawo denerwować najbardziej zagorzałych wielbicieli powieści graficznej.

Część przeciwników serialu krytykuje też dosyć ślamazarne tempo akcji i brak racjonalnego wytłumaczenia wielu wydarzeń dziejących się na ekranie. W przypadku serialu pokazywanego w całości tajemnica zapewne dalej by wciągała, ale przy dystrybucji kolejnych odcinków z tygodniowymi przerwami niektórzy widzowie mogą się poczuć odrzuceni tak długim brakiem wyjaśnień.

Film „Watchmen. Strażnicy” – plusy

Zack Snyder może w ostatnich latach mówić o prawdziwym emocjonalnym rollercoasterze. Reżyser po latach stosunkowo dużych sukcesów musiał zmierzyć się z potężną krytyką jego nowych filmów z uniwersum DC. Wielu zawiedzionych widzów zaczęło inaczej wspominać też jego wcześniejsze dzieła – w szczególności „300” oraz właśnie adaptację „Strażników”. A przecież pierwotne reakcje na tę ostatnią produkcję nie były wcale tak negatywne, jak się to obecnie przedstawia.

Wydaje się przy tym, że Snyder zdecydowanie lepiej zrozumiał wizualną wyjątkowość komiksu Moore’a i Gibbonsa, niż wyjątkowość filozoficzną czy polityczną. Wiele ujęć z jego filmu stanowi cudowne przetworzenie kadrów z powieści graficznej. Snyder nie bał się oskarżeń o kopiowanie, bo jego nawiązania do rysunków Gibbonsa było nie tylko wystudiowane, ale też pełne autentycznego uczucia do innego dzieła sztuki. Jednocześnie nie był w stanie pojąć motywacji Moore’a. Mimo to przerobione przez niego zakończenie zostało przyjęte zaskakująco dobrze, co przecież nie zdarza się często.

Film „Watchmen. Strażnicy” – minusy

Świat wykreowany przez Moore’a korzystał z komiksowej estetyki w bardzo konkretnym celu. Snyder zupełnie tego nie rozumiał. Dlatego jego film, pełen przeestetyzowanej przemocy i niepotrzebnej brutalności miał bardzo niewiele wspólnego z artystyczną wizją oryginału. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że Snyder miał w sobie jeszcze mniej wyczucia subtelności niż Damon Lindelof. Przełożył styl, którego użył przy „300” bezpośrednio na swój kolejny film, choć komiksowe dzieła Franka Millera i Alana Moore’a są od siebie bardzo oddalone.

Film z 2009 roku próbował też na siłę wrzucić jak najwięcej wątków pobocznych z komiksu, a mówiąc wprost, nie było na to miejsca. Finałowy efekt nie był dlatego w stanie nikogo zadowolić. Krytycy narzekali, że film jest chaotyczny i za długi, a fani psioczyli na encyklopedyczne zarysowanie całej skomplikowanej historii superbohaterów. Snyder nieszczególnie rozumiał też bardziej niejednoznacznych członków Strażników. Z tego powodu jego Rorschach wydał się płytki, Doktor Manhattan jednowymiarowy, a Ozymandiasz nudny.

„Strażnicy” – minusy

Niełatwo jest krytykować tak słynne i doskonale oceniane dzieło. Nie bez powodu mówimy w końcu o jednym z najchętniej czytanych dzieł komiksowych. Oczywiście z perspektywy 2019 roku „Strażnicy” mają swoje problemy. Kreska i kolorystyka z lat 80. obecnie wydają się dosyć statyczne i miejscami pozbawione głębi. Moore z kolei nie jest największym mistrzem w portretowaniu postaci kobiecych i choć w żadnym z jego dzieł nie można mówić o otwartym seksizmie (inaczej niż u Millera), to części jego bohaterów zdecydowanie przydałoby się odświeżenie.

watchmen hbo
Foto: Fragment komiksu „Strażnicy”

„Strażnicy” – plusy

Wydane przez DC dzieło może się pochwalić bardzo wciągającą historią, rozbudowanym, interesującym światem alternatywnym do naszego oraz grupą doskonałych bohaterów. Wizja Moore’a nie zawsze jest odczytywana z pełnym wyczuciem, bo „Strażnicy” to komiks prawdziwie monumentalny. Nie bez powodu na określenie tego formatu używa się określenia maxiseria. Znalezienie wszystkich nawiązań i zrozumienie wszystkich zależności fabularnych wymaga więcej niż jednego przeczytania.

Jednocześnie nie jest to dzieło przeintelektualizowane. Wciąż mówimy o komiksie, którego podstawowa forma ułatwia przyjęcie nawet najbardziej trudnej i skondensowanej historii. Gibbonsowi udało się zresztą nie tylko w doskonały sposób wzmocnić całą opowieść za pomocą rysunków, ale też w niektórych momentach ograniczał niektóre zapędy Moore’a. Mówimy więc o naprawdę udanej współpracy, której efekt przeszedł do historii medium.

Które dzieło z uniwersum „Watchmen” jest najlepsze – werdykt:

Zestawienie trzech wersji świata „Strażników” jest o tyle kłopotliwe, że każda z nich powstała z zupełnie innymi założeniami. Serial HBO postawił sobie za cel odzwierciedlić współczesne problemy i jednocześnie rozwinąć uniwersum wykreowane w komiksie. Dla Snydera adaptacja filmowa była bardziej hołdem, w którym nie bał się przy okazji nieco majstrować. A gdyby nie powieść graficzna Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa, to całe współczesne medium komiksowe byłoby zupełnie inne. W tym sensie nie można również porównywać osiągnięć każdego z wymienionych dzieł.

Mimo wszystko z zestawienia plusów i minusów wynika, że to komiks wciąż zasługuje na najwyższe laury. Serial (przynajmniej na razie) zdecydowanie lepiej poradził sobie z wykreowaniem alternatywnej rzeczywistości, niż z kontynuowaniem historii Strażników. Wystarczyłoby wyrzucić z niego kilka co ważniejszych odwołań i mówilibyśmy o zupełnie innym świecie. Zack Snyder z kolei za bardzo postawił na kopiowanie własnych pomysłów, żeby zauważyć, że nie przystają one do adaptacji „Watchmen”. Przy tych wszystkich autorskich błędach Snydera i Lindelofa to właśnie komiksowe dzieło jawi się jako najbardziej doskonałe.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

0 odpowiedzi na “„Watchmen” – serial, komiks czy film? Sprawdzamy wszystkie za i przeciw, żeby znaleźć najlepsze dzieło w uniwersum „Strażników””

  1. A mnie w tym wszystkim smuci jedno. W wyniku tej całej globalizacji i westernizacji na polskojęzycznych portalach rozkminia się problematykę konfliktów rasowych w latach 20-30 XX wieku w USA, a mało kto pamięta o naszej własnej historii w XX wieku :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...