„The Lighthouse” Roberta Eggersa to film, w który się wsiąka. Produkcja ma niepowtarzalny klimat

Recenzja/Film 07.11.2019
Nasza ocena:
„The Lighthouse” Roberta Eggersa to film, w który się wsiąka. Produkcja ma niepowtarzalny klimat

„The Lighthouse” Roberta Eggersa to film, w który się wsiąka. Produkcja ma niepowtarzalny klimat

„The Lighthouse” Roberta Eggersa, prezentowany podczas American Film Festival, to produkcja, która całkowicie zaraża widza swoim obłędnym klimatem. 

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„The Lighthouse” to na papierze prosta historia. Oto dwóch mężczyzn trafia na malutką wyspę, na której znajduje się latarnia morska. Panowie pracują, opiekując się budynkami oraz doglądając, aby wieża wciąż niosła światło. W trakcie trwania pracy mężczyźni mocniej zaczną odczuwać jednak odosobnienie.

„The Lighthouse” staje się przez to intrygującym studium przypadku, badającym wpływ ekstremalnych warunków na ludzką psychikę.

Tym jednak, co najbardziej przyciąga do produkcji, jest jej znakomity sposób filmowania.

„The Lighthouse” nakręcone jest w klasycznym formacie 4:3 oraz czerni i bieli. Jako że bardzo wiele sekwencji rozgrywa się w nocnych ciemnościach, wielokrotnie ma się wrażenie, że obraz rozszerza się na pełny wymiar ekranu, gdy ciemność obrazu zlewa się z otaczającą go czernią. Jak gdyby filmowy mrok rozprzestrzeniał się na boki.

Zdjęcia Jarina Blaschke tworzą większość klimatu obrazu. Takiej gry światła i cienia nie widzieliście na ekranie od bardzo dawna. Sposoby, na jakie reżyser z operatorem bawią się ciemnością i efektami świetlnymi, deformując w ten sposób twarze i sylwetki bohaterów, całkowicie mamią zmysły.

Wystarczy wspomnieć, że jest w tym filmie sekwencja, w której bohater Roberta Pattinsona próbuje zakraść się niepostrzeżenie w pewne miejsce. Poprzez grę światła aktor wygląda niczym długonogi potwór rodem z koszmarów.

W innej scenie, która zostanie ze mną chyba najdłużej po seansie, Willem Dafoe z wściekłością wymalowaną na twarzy krzyczy na bohatera Pattinsona. Wyraz na jego facjacie oraz cienie, które pojawiają się w różnych jej miejscach sprawiają wrażenie, jak gdyby aktor był przerażającym wilkołakiem.

W ostatnim czasie wielokrotnie pisałem o tym, że gra aktorska potrafi przykuć do ekranu. Tym razem jednak to właśnie gra światła i cienia w połączeniu ze sposobem zachowania bohatera całkowicie władają zmysłami widza.

Nie można nawet mrugnąć ani oddychać, tak jesteśmy zaangażowani w sekwencję i dosłownie przyklejeni do ekranu.

Tak właśnie wyobrażam sobie prawdziwie horrory. Gdy człowiek jest aż tak sparaliżowany ze strachu, że nie może zrobić nic ponad tępe patrzenie na przerażającą wizję przed swoimi oczami.

Gdyby filmy mogły pachnieć, ten by śmierdział – stwierdziła znajoma dziennikarka po seansie.

Trudno o bardziej trafną diagnozę.

The Lighthouse - American Film Festival - kadr z filmu

„The Lighthouse” to bowiem film, który dosłownie oblepia widza swoim klimatem.

Człowiek czuje się, jak gdyby mrok, który wylewa się z ekranu rozszerzał się także poza niego i wpływał na samopoczucie widza, dosłownie oblepiając go swoimi lepkimi, oślizgłymi kończynami. „The Lighthouse” jest niczym zaciskająca się macka na naszym ciele. Nawet, gdy seans się skończy i ucisk teoretycznie odpuszcza, zostanie nam wyraźna blizna w miejscu, w którym czuliśmy palący dotyk. Jeśli nie tak powinno oddziaływać na widza wielkie kino, to już naprawdę nie wiem jak.

Wszystko to sprawia, że „The Lighthouse” to jedna z tych produkcji, o których trudno pisać i czytać. Słowa nie są bowiem w stanie oddać pełni emocji, które zaczynamy odczuwać podczas seansu.  To bowiem film, który zwyczajnie trzeba przeżyć i odczuć samemu.

Podobnie było przy filmie „Climax” Gaspara Noe. Mimo, że seans „The Lighthouse” wywołuje inne emocje niż narkotyczna jazda słynnego argentyńskiego reżysera, podobna jest moc oddziaływania obrazu i pogłębiający się stan emocjonalny samego widza.

Ze wszystkich tych powodów „The Lighthouse” to produkcja, która przysporzy bardzo wielu emocji swoim odbiorcom. Zwłaszcza tym, którzy nie boją się powolnego sączenia się klimatu i są w stanie zaakceptować leniwą akcję, która prowadzi jednak w niezwykle zaskakujące rewiry. Finalny produkt warty jest naszego zaangażowania.

„The Lighthouse” trafi do polskich kin 29 listopada 2019 roku.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...