„Wojna światów” stacji FOX nie jest typową adaptacją klasyki science fiction. Nie jestem pewien, czy to dobrze

Recenzja/Seriale 31.10.2019
Nasza ocena:
„Wojna światów” stacji FOX nie jest typową adaptacją klasyki science fiction. Nie jestem pewien, czy to dobrze

„Wojna światów” stacji FOX nie jest typową adaptacją klasyki science fiction. Nie jestem pewien, czy to dobrze

„Wojna światów” H.G. Wellsa to dla fanów science fiction dzieło-ikona. Jedna z pierwszych opowieści o inwazji kosmitów mimo upływu ponad stu lat wciąż przemawia do wyobraźni tysięcy czytelników na całym świecie. Nowa serialowa adaptacja tej historii stworzona przez FOX i Canal+ próbuje jednak uwolnić się od tego dziedzictwa. Czy słusznie?

Pierwsze wydanie „Wojny światów” przypadło na rok 1898, gdy świat pod wieloma względami wyglądał zupełnie inaczej. Ta jedna kwestia nie ulega wątpliwości. Wielu współczesnych czytelników wciąż odnajduje jednak w prozie Wellsa wiele aktualnych i interesujących wątków, które nie tylko się nie zestarzały, ale też z czasem nabrały nowych znaczeń i interpretacji. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Wells w przeciwieństwie choćby do Julesa Verne’a tworzył dzieła silnie nacechowane jego politycznymi i społecznymi poglądami.

Twórca nowego serialu FOX-a – Marc Overman – zdecydowanie nie ucieka od tego aspektu ponad 120 letniej historii. Serialowa „Wojna światów” podobnie jak w oryginale jest bardziej opowieścią o ludzkości niż obcej cywilizacji przybywającej do nas z gwiazd. Można jednak odnieść wrażenie, że twórcy produkcji nieszczególnie zauważają te podobieństwa i sami traktują dzieło, na którym bazują jak opowiastkę dla dzieci.

Wojna światów” toczy się we współczesnych czasach głównie na terenie Francji i Wielkiej Brytanii.

Widzowie mają okazję śledzić trzy główne wątki. Pierwszy dotyczy francuskiej pracownicy stacji astronomicznej, która wykrywa transmisję z odległej galaktyki. Od tego pierwszego kontaktu do przybycia obcych mija zaledwie kilka dni, w trakcie których poznajemy pozostałych bohaterów – rodzinę z brytyjskiej klasy średniej, podstarzałego profesora oraz znajdującego się nielegalnie w Wielkiej Brytanii imigranta. Wszyscy oni w różny sposób reagują na wieści o istnieniu pozaziemskiego życia, a później znajdują się wśród ocalałych z pierwszego ataku.

W przeciwieństwie do powieści Wellsa, w dziele Overmana nie ma mowy o jakiejkolwiek wojnie. Przewaga jednej ze stron jest tak olbrzymia, że serial dosyć szybko przemienia się postapokaliptyczną opowieść o ludzkości doprowadzonej na skraj zagłady. A to tylko jedno z kilku poważnych odstępstw od oryginalnej historii „Wojny światów”.

Nikt twórcom serialu FOX-a i Canal+ nie broni swobodnie traktować materiału źródłowego, ale w takim miejscu zawsze musi się pojawić pytanie: Dlaczego zmiana została wprowadzona? Problem w tym, że w dwóch pierwszych odcinkach Overman i jego ekipa nie są w stanie sensownie na nie odpowiedzieć. „Wojnę światów” ogląda się miejscami jak połączenie „The Walking Dead” z nastawionym na akcję odcinkiem „Black Mirror”. Nie zostało to więc zrobione w celu większej oryginalności. Wręcz przeciwnie – scenariusz serialu roi się od gatunkowych schematów. Produkcja usilnie stara się nie sprawiać wrażenia typowego science fiction, a bardziej osobistej i obyczajowej historii.

„Wojna światów” może się na szczęście pochwalić mocną i dopasowaną obsadą, która potrafi przyciągnąć uwagę widza.

W pierwszych dwóch odcinkach szczególnie pozytywne wrażenie sprawiają Gabriel Byrne i Lea Drucker. Ich postępowanie wobec apokalipsy i innych ludzi, którzy się z nią mierzą sprawia wiarygodne wrażenie, a motywacje są wystarczająco zagmatwane i niejednoznaczne, żeby postawić widzów przed swego rodzaju tajemnicą.

To akurat twórcom „Wojny światów” zdecydowanie się udaje – po pierwszych dwóch odcinkach nadal chce się śledzić losy głównych bohaterów produkcji. Zupełnie inaczej niż kosmitów, którzy zdają się nie obchodzić autorów scenariusza, a przez to nie mają też żadnych szans zrobić wrażenia na widzach. Czy ten pierwszy element wystarczy, żeby na stałe przyciągnąć dużą widownię przed telewizory (Overman planuje trzy sezony)? Mam poważne wątpliwości. Seriale tego typu muszą zaczynać się od głośnego bum, a potem sensownie stopniować napięcie. Dobrym przykładem jest tu wspomniane „The Walking Dead”, które w pierwszych sezonach również bardzo interesowało się człowieczeństwem swoich postaci, nie bało się też robić wrażenia od strony wizualnej. Bo cóż to za opowieść o inwazji obcych, podczas śledzenia której ani przez moment nie czujemy strachu?

Serial „Wojna światów” zadebiutuje już dzisiaj na stacji FOX. Emisja dwóch premierowych epizodów od 21:00.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...