„Wojna światów” FOX-a sięga po klasykę, by opowiedzieć o przyszłości. Ten trend rozpoczęły serie „Altered Carbon” i „Opowieść podręcznej”

Artykuł/Seriale 30.10.2019
„Wojna światów” FOX-a sięga po klasykę, by opowiedzieć o przyszłości. Ten trend rozpoczęły serie „Altered Carbon” i „Opowieść podręcznej”

„Wojna światów” FOX-a sięga po klasykę, by opowiedzieć o przyszłości. Ten trend rozpoczęły serie „Altered Carbon” i „Opowieść podręcznej”

„Wojna światów” H.G. Wellsa to jedna z pierwszych ważnych powieści science fiction. Dzieło z XIX wieku wciąż inspiruje, na co dowodem dwie nadchodzące adaptacje. Rozmowy z twórcami serialu od stacji FOX pokazują jednak, że zależało im bardziej na pójściu śladami „Opowieści podręcznej” i „Westworld”. To będzie zupełnie nowa „Wojna światów”.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Żyjemy w niespokojnych, trudnych czasach. Ciągłe kryzysy polityczne, fale migracji, dominacja globalnych korporacji oraz wisząca nad nami katastrofa klimatyczna nie nastrajają do optymistycznego patrzenia w przyszłość. Czują to także twórcy seriali, którzy w ostatnich latach wyjątkowo często sięgają wzrokiem w przyszłość. Przez pryzmat współczesnych problemów starają się pokazać, jak może wyglądać dalszy rozwój lub upadek ludzkości. Co ciekawe, źródłem inspiracji dla wielu nowych produkcji są często dzieła tworzone oryginalnie wiele lat wcześniej.

Klasyczne opowieści science fiction, zawierające w sobie również mocne wątki społeczno-polityczne okazują się idealną podstawą pod aktualne nastroje, obawy i przewidywania. Oczywiście w każdym przypadku zostają jednocześnie zaktualizowane o nowe przemyślenia i najbardziej palące problemy, ale popularność klasyki sci-fi jest niezwykle interesującym zjawiskiem, w które wpisuje się również nowa adaptacja „Wojny światów” H.G. Wellsa.

Moda na cyberpunk i post-apokaliptyczne wizje razem składają się na bardzo ciekawy obraz rzeczywistości.

Opowieść podręcznej” oryginalnie wydano w 1985 roku i po krótkim okresie popularności powieść (jak się zdawało) została zapomniana. Literacka ikona cyberpunku – „Neuromancer” Williama Gibsona – trafiła na sklepowe półki rok wcześniej. Oryginalny „Westworld” to dzieło jeszcze wcześniejszej dekady, bo trafił do kin w 1973 roku. Spośród wszystkich wymienionych dzieł najmłodszy jest „Altered Carbon”, bo w tym wypadku mówimy o literaturze początku XXI wieku. Każde z wymienionych dzieł dotyczy jednak okresu burzliwych przemian, społecznych czy technologicznych. Podobne zawirowania mamy również dzisiaj, co zdecydowanie wpływa na nową falę popularności wspomnianych dzieł.

wojna światów fox
Foto: „Opowieść podręcznej”

Nostalgia to uczucie dominujące we współczesnej popkulturze, więc powroty rozmaitych produkcji po latach nie są niczym niezwykłym. Obecne powodzenie dzieł science fiction niesie w sobie znaczne większe pokłady polityczności niż kolejny powrót „Wojowniczych żółwi ninja”. „Opowieść podręcznej” nigdy nie stałaby się takim wydarzeniem, gdyby nie wygranie wyborów przez Donalda Trumpa. Prezydenta USA nawet w Polsce witały kobiety ubrane w ikoniczne czerwone stroje z serialu. „Altered Carbon”, a także „Cyberpunk 2077” od CD Projekt RED doskonale wpisują się w dyskusję o płynnej cielesności, klonowaniu, szkodliwym lub pożytecznym wpływie globalnej sieci oraz cybernetycznych wzmocnieniach. „Black Mirror” tak mocno sięga po aktualne strachy, by pokazać przyszłość w krzywym zwierciadle satyry, że pojawiła się wręcz książka poważnie pytająca: „Czy to już się dzieje?”.

Wojna światów” na tym tle jest przykładem interesującym, bo dzieło powstałe na bazie współpracy stacji FOX i Canal+ najluźniej trzyma się oryginalnej opowieści.

Powieść H.G. Wellsa wyprzedza pozostałe wymienione dzieła o mniej więcej sto lat. Wydano ją po raz pierwszy w 1898 roku na długo przed powstaniem pierwszego komputera czy rozwojem fizyki i astronomii. Cała sytuacja geopolityczna również była inna. A mimo to „Wojna światów” od ponad wieku przemawia do wyobraźni czytelników na całym świecie. Dzieje się tak z kilku różnych powodów.

Po pierwsze to jedna z najlepszych opowieści o inwazji UFO, a ten gatunek mimo upływu lat wciąż cieszy się olbrzymim powodzeniem. Po drugie, mimo rozrywkowej otoczki Wells tworzył często dzieła silnie nacechowane jego przekonaniami. W „Wojnie światów” podjął temat kolonizacji, wyższości cywilizacji białego człowieka nad całym światem oraz wojny i jej cywilnych ofiar. Wiele z tych kwestii wciąż pozostaje dzisiaj w kręgu zainteresowań kultury. Konflikty zbrojne w Afryce, Ukrainie i na Bliskim Wschodzie często dotykają niewinnych, którzy ze strachu o własne życie zbiorowo uciekają na Zachód. A przecież wiele ze współczesnych problemów tych rejonów to wynik nierozwiązanej kwestii postkolonialnej. Przy czym wydaje się, że ta aktualność Wellsa nieco umknęła twórcom nowego serialu.

Podczas odbywającej się w Paryżu oficjalnej premiery serialu i późniejszych rozmów z mediami scenarzysta i showrunner produkcji, Howard Overman opowiedział dużo na temat swojej adaptacji Wellsa. Okazuje się, że w serialu FOX-a i StudioCanal nie zobaczymy wiele elementów tożsamych z „Wojną światów”. Nie będzie choćby uwielbianych przez fanów science fiction ikonicznych maszyn chodzących na trzech nogach:

Pierwszy raz przeczytałem książkę Wellsa, gdy miałem 14 lat. To była prawdopodobnie pierwsza powieść science fiction, z jaką się zetknąłem i wywarła na mnie spory wpływ. Ale jej zakończenie było dla mnie frustrujące i to uczucie odezwało się we mnie ponownie podczas oglądania filmu Spielberga. Sam zacząłem myśleć o własnej historii najazdu kosmitów, a w międzyczasie wygasły autorskie prawa majątkowe i mogliśmy użyć tytułu „Wojna światów”. Dlatego nie miałem obaw przed adaptowaniem powieści, bo pomysł na serial narodził się, zanim było wiadomo, że skorzystamy z tego tytułu. Od początku myśleliśmy zresztą o radykalnym odejściu od książki.

Nie będziemy więc mieć żadnych maszyn na trzech nogach i zabójczych słupów ognia. Ale dzięki temu mogliśmy tworzyć z dużym poczuciem wolności i bez obaw, że ktoś nas skrytykuje za niewłaściwe adaptowanie powieści. Zakończenie też będzie zupełnie inne. Nie krytykuję końca książki, bo wówczas naprawdę było czymś oryginalnym. Ale u Spielberga? Wszyscy zginiemy! A nie, przeżyliśmy bo kosmici złapali przeziębienie! To naprawdę brzmi jak okropny finał, prawda?

Serial stacji FOX skupi się znacznie bardziej na śledzeniu życia ocalałych z katastrofy niż walce z „Marsjanami”.

Część zmian dokonanych przez twórców serialu wydaje się najbardziej zrozumiała. To oczywiste, że dzisiaj nikt nie kupiłby wizji konfliktu z mieszkańcami Marsa. Pochodzenie obcych zostało więc zmienione. Również metody walki musiały być inne, a całość trzeba było ubrać we współczesną otoczkę. Podłączenie swojej historii pod adaptację książki H.G. Wellsa, jak łatwo się domyślić zostało zrobione głównie ze względów marketingowych. Producent serialu, Johnny Capps podkreślał, że Canal+ nigdy wcześniej nie zrobił serialu science fiction, więc wykorzystanie znanej marki roztaczało swego rodzaju parasol ochronny nad powodzeniem projektu.

wojna światów fox
Foto: H.G. Wells

Jednocześnie można mieć wątpliwości, czy część widzów nie poczuje się mimo wszystko trochę oszukana. Pierwsze dwa odcinki serii wyraźnie pokazują, że mniej w tej historii będzie tytułowej wojny, a więcej obyczajowego pochylenia się nad człowieczeństwem w chwilach wielkiej katastrofy. Podobne wątki znalazły się również w oryginalnej powieści, ale jej główny bohater tkwił w samym oku cyklonu. „Wojna światów” FOX-a jest pod tym względem znacznie bliższa estetyce seriali postapokaliptycznych. Koniec realnego świata stanowi zresztą wyraźną inspirację fabuły produkcji. Co go jednak wywoła? Twórca serialu stronił od jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie:

„Wojna światów” to jedna z takich historii, która zawsze karmi się naszymi obawami. W czasach Wellsa chodziło o kolonizację, radiowa adaptacja Orsona Wellesa pojawiła się na początku Zimnej Wojny i masowej komunikacji, a Spielberg zrobił swój film po zamachu na Word Trade Center. Mnie też pytano, czy chodzi o Brexit, a może globalne ocieplenie. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Wydaje mi się, że ta historia przemawia do naszych indywidualnych obaw – przyznał Overman.

Serialowa „Wojna światów” nie będzie opowieścią rozgrywającą się tylko w Londynie i okolicach. Wszystko po to, żeby pokazać globalny wymiar wyzwań, z jakimi musimy się mierzyć.

Ma to swoje odbicie nie tylko w różnych miejscach akcji, ale też międzynarodowej obsadzie produkcji. Na ekranie pojawią się m.in. Gabriel Byrne, Elizabeth McGovern, Stephen Cambell Moore, Lea Drucker, Daisy Edgar Jones, Bayo Gbadamosi oraz Ty Tennant (syn aktora znanego z „Doktora Who”). Howard Overman podkreślał, że nie chciał na siłę pokazywać wielokulturowości, bo zakładanie z góry jak będzie wyglądać dany bohater jest bardzo ryzykowne. Nie zmienia to jednak faktu, że jedną z ważnych postaci serialu będzie emigrant przebywający nielegalnie we Francji. Twórców zaciekawiło jednak przede wszystkim, że osoba mająca za sobą podobne doświadczenia będzie znacznie lepiej przystosowana do postapokaliptycznych warunków niż zwykły obywatel klasy średniej.

wojna światów fox
Foto: Gabriel Byrne i Elizabeth McGovern „Wojna światów”/ FOX

Nawet aktorzy grający w „Wojnie światów” nazywają swoją wersję reinkarnacją oryginalnej opowieści Wellsa. Czymś w rodzaju pozbawionego nostalgii spojrzenia na to, jak taka historia powinna wyglądać w 2019 roku. Każde z nich próbowało zresztą znaleźć w tej adaptacji coś wartościowego dla siebie:

W prawdziwym świecie jesteśmy świadkami coraz bardziej podzielonego świata. Technologia w pewnym stopniu nas połączyła, ale to za mało. Pochodzę z kraju, który chce zbudować mur dzielący go od sąsiada. Mieszkam w Wielkiej Brytanii, która postanowiła zerwać więzi łączące ją z Europą. „Wojna światów” w tym kontekście pokazuje, że obecność zewnętrznego wroga to jedyne, co jest w stanie nas połączyć. Bo tylko w taki sposób jesteśmy w stanie przetrwać, bo nasze różnice mają niewielkie znaczenie wobec wielkości wszechświata – podkreśliła Elizabeth McGovern.

Kosmici w tej historii są metaforyczni. To nie jest realistyczny scenariusz. Prawdopodobieństwo ataku latających spodków jest bardzo niskie. Znacznie bardziej możliwe, że dokonamy samozagłady poprzez wojnę nuklearną lub katastrofę środowiskową. To my jesteśmy największym zagrożeniem dla siebie. „Obcy” są już wśród nas. Taki fikcyjny scenariusz pozwala nam jednak uzewnętrznić nasze niewyartykułowane obawy i fobie. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie się emocjonalnie połączyć z bohaterami i bezpieczny sposób sobie z nimi poradzić. Książka Wellsa to trzymający w napięciu thriller, ale zachęca nas do zadawania pytań większych niż opowieść o inwazji kosmitów – dodał Gabriel Byrne.

W najbliższych tygodniach przekonamy się, czy uwspółcześniona i pozbawiona ikonicznych elementów wersja „Wojny światów” przekona do siebie widzów. Showrunner serialu zaplanował go jako dużą, wielowątkową historię, która zamknie się w trzech sezonach. Widać więc, że zarówno FOX, jak i Canal+ wierzą w jego powodzenie. Oczywiście w ostatecznym rozrachunku to popularność wśród widzów zdecyduje o powstaniu kontynuacji.

Premiera dwóch odcinków serialu „Wojna światów” już 31 października o godz. 21:00 na FOX.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Wojna światów” stacji FOX nie jest typową adaptacją klasyki science fiction. Nie jestem pewien, czy to dobrze

„Wojna światów” H.G. Wellsa to dla fanów science fiction dzieło-ikona. Jedna z pierwszych opowieści o inwazji kosmitów mimo upływu ponad stu lat wciąż przemawia do wyobraźni tysięcy czytelników na całym świecie. Nowa serialowa adaptacja tej historii stworzona przez FOX i Canal+ próbuje jednak uwolnić się od tego dziedzictwa. Czy słusznie?

Recenzja/Seriale 31.10.2019

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...