Jak oni to nakręcili #10: „I młodzi pozostaną” – jeden z najbardziej niezwykłych dokumentów XXI wieku

Artykuł/Film 25.10.2019
Jak oni to nakręcili #10: „I młodzi pozostaną” – jeden z najbardziej niezwykłych dokumentów XXI wieku

Jak oni to nakręcili #10: „I młodzi pozostaną” – jeden z najbardziej niezwykłych dokumentów XXI wieku

Nieczęsto filmy dokumentalne są aż tak porywające od strony formalnej, że oglądanie materiałów making of z ich powstawania jest równie interesujące. Wyjątkiem jest niezwykłe dzieło Petera Jacksona „I młodzi pozostaną”, w którym reżyser „Władcy Pierścieni” nadał żywe kolory zdjęciom z I wojny światowej.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Jak pisałem w recenzji filmu „I młodzi pozostaną”, jest w produkcji Petera Jacksona pewien magiczny moment, który jest jednym z najbardziej niezwykłych kinowych doświadczeń, jakie miałem okazję przeżyć w ostatnich latach. To scena, w której po raz pierwszy widzimy przejście ze zdjęć czarno-białych w kolorowe. Z cyfrowo dodanym dźwiękiem, drobną pomocą CGI w kwestii wygładzania „szumów” w obrazie i tym podobnych. Przeszłość spotyka się z przyszłością. Martwi żołnierze zyskują nowe życie i zostają ocaleni od zapomnienia. Jest w tym swoista poezji sztuki i technologii, która łączy się z historią, tragedią, wojną i ludzkimi emocjami.

By jednak osiągnąć ten niezwykły filmowy wyczyn, Peter Jackson wraz z ze swoją ekipą musiał wykonać tytaniczną pracę.

Całość trwała aż 4 lata, a zaczęła się od przekazania na biurko Jacksona ponad 100 godzin materiałów filmowych prosto z Imperial War Museum w Londynie. Prace nad „I młodzi pozostaną” odbywały się w Park Road Post Production w Wellington w Nowej Zelandii.

Z tego co można było się dowiedzieć od ludzi Jacksona, zadziwiająca ilość materiału była w dobrym stanie, biorąc pod uwagę fakt, że ich wiek datuje się na ponad 100 lat.

Zanim materiały trafiły na stół montażowy, musiały przejść proces koloryzacji.

Czuwał nad nią Matthew Wear, a bezpośrednio zaangażowane zostały w nią studia Weta Digital (znane z niesamowitych efektów specjalnych do takich filmów jak „Władca Pierścieni”, „King Kong”, „Avatar”) oraz Stereo D. W ich pracy nie chodziło tylko i wyłącznie o samo pokolorowanie, ale też dbanie o to, by wszelkie detale związane z barwami odznaczeń, guzików, hełmów, pasów były jak najbardziej zgodne z ich rzeczywistym wyglądem. Wyzwaniem były także twarze żołnierzy – każda przecież ma inny odcień, grymas, zmarszczki. Szczególnie w tym przypadku przydały się muśnięcia cyfrowego pędzla grafików komputerowych.


Artystom pomagali w tym procesie historycy, a także fakt, że w ich biurze zostały powieszone prawdziwe mundury z tamtego okresu pochodzące z prywatnej kolekcji Petera Jacksona. Każdy szczegół broni czy umundurowania żołnierzy został skrupulatnie odtworzony, by pokazać go w pełnej krasie. Ogrom pracy, jaki został wykonany przy restauracji tych zdjęć trudno sobie uzmysłowić. Najlepiej porównać, jak wyglądały te zdjęcia w oryginalne, a jak już po pracy zespołu Petera Jacksona.

Niewiele pamiętam filmów dokumentalnych, w których dźwięk odkrywałby tak wielką rolę jak w „I młodzi pozostaną”.

W oryginale kroniki filmowe z czasów I wojny światowej były bez dźwięku, tak więc ekipa Petera Jacksona, pod przewodnictwem Brenta Burge’a oraz Martina Kwoka stworzyła od zera ścieżkę dźwiękową, która nadała całości jeszcze więcej życia i przybliżyła do nas bohaterów sprzed wieku. Słyszymy więc wszelkiej maści odgłosy marszu żołnierzy, to jak rozmawiają, oddychają, jedzą, śmieją się, ruszają do walki i giną. Dobiegają nas dźwięki wybuchu armat, pojazdów wojennych – wszystko idealnie wymierzone w czasie i wmontowane w obraz.

Do tego dochodziły jeszcze nagrania wypowiedzi żołnierzy-weteranów. Imperial War Museum udostępniło Peterowi Jacksonowi aż 600 godzin nagrań audio. Reżyser osobiście je przesłuchał i to wiele razy, by wybrać jak najlepiej odpowiadające całości fragmenty. Sama ta czynność zajęła mu półtora roku.

Innym ciekawym zagadnieniem związanym z powstawaniem „I młodzi pozostaną” była nieregularna liczba klatek na sekundę, w których nakręcone były oryginalne materiały.

100 lat temu kamery filmowe nagrywały obraz, w którym liczba klatek uzależniona była od tego, jak szybko kręcił korbką kamerzysta.

Przeważnie więc filmy sprzed wieku wyświetlały obraz w 13, 14, 15, 16 klatkach na sekundę. Nie tylko trzeba było to wszystko wyrównać, ale też znormalizować ilość klatek do obecnego standardu, czyli 24 na sekundę. Podczas oglądania „I młodzi pozostaną” kompletnie nie widać tego, że obraz w oryginale był wolniejszy. Wszystko jest płynne i, co ważne, całość opowiada spójną historię, którą udało się poskładać z tysięcy fragmentów filmowych puzzli.

Z początkowych 100 godzin materiału drużyna Petera Jacksona przygotowała 80 godzin filmu, który trafił do dyspozycji Imperial War Museum. Z kolei z całości reżyser „Władcy Pierścieni” wyrzeźbił piękny film, który emitowany był w stacji BBC w Wielkiej Brytanii w wersji 129-minutowej. Miał on też limitowaną dystrybucję kinową za Oceanem, a od 25 października 2019 roku będzie go można w końcu obejrzeć na dużym ekranie w Polsce.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...