Gdy „Mad Max” spotyka „Deadpoola”. Oceniamy serial „Daybreak”

Recenzja/Seriale 24.10.2019
Nasza ocena:
Gdy „Mad Max” spotyka „Deadpoola”. Oceniamy serial „Daybreak”

Gdy „Mad Max” spotyka „Deadpoola”. Oceniamy serial „Daybreak”

Daybreak” to serial Netfliksa opowiadający o kataklizmie, który sprawił, że dorośli zginęli w dziwnych okolicznościach. Po zbliżonych wizjach świata, przedstawionych w „The Rain” i „The Society”, które starały się podejść do tematu w sposób poważny i dramatyczny (z różnym skutkiem), „Daybreak” stanowi miły powiew świeżości ze swoją luźną komediową formułą.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Serial bazuje na komiksie Briana Ralpha z 2011 roku i znacznie poszerza świat przedstawiony w tej obrazkowej opowieści. Twórcy produkcji Netfliksa – Brad Peyton i Aaron Eli Collieti („Heroes”, „Rampage. Dzika Furia”) – wzięli pomysły oryginału i dorzucili do nich wiele własnych elementów. W wyniku ich decyzji historię przedstawioną w serialu oglądamy z kilku różnych perspektyw, podążając za kilkorgiem bohaterów.

Formuła prowadzenia opowieści jest zresztą jedną z najciekawszych rzeczy w nowym serialu Netfliksa.

Daybreak - kadr z serialu

Główny bohater, Josh Wheeler (Colin Ford), raz za razem przełamuje czwartą ścianę, zwracając się bezpośrednio do widowni. Wielokrotnie pauzuje akcję i zaznacza też coś markerem na ekranie czy przypomina elementy, które mogły umknąć naszej uwadze. Taki sposób opowiadania wzmaga zainteresowanie widza i pozwala przyciągnąć jego uwagę na dłużej. Nie tylko podążamy bowiem za samą historią, ale także za pełnym dygresji sposobem myślenia bohatera. Taki zabieg sprawia równocześnie, że Josh w łatwy sposób zyskuje naszą sympatię. Szybko łapiemy się na tym, że chcemy podążać za jego wyborami.

Najlepsze jest jednak to, że w pewnym momencie jedna z bohaterek podchodzi do kamery i wprost mówi, że właśnie przejmuje tę opowieść.

Daybreak - Turbo - Samurai

Takie zagranie rzeczywiście jest zaskakujące. W tym momencie wiemy też, że mamy do czynienia z nietuzinkowym i zaskakującym serialem.

Wyśmienitym pomysłem jest także to, że jeden z kolejnych odcinków opowiedziany jest głosem rapera RZA. Wybór narratora jest nieprzypadkowy. To idol chłopaka, którego dotyczy kolejna historia. Fakt, że znany muzyk zdecydował się wziąć udział w projekcie sprawia, że produkcja celowo skraca dystans między widzem a bohaterem. Podkreśla, że obie grupy poruszają się w podobnym kręgu nawiązań kulturowych i mogą mówić wspólnym językiem.

Pierwsze zdjęcia i zwiastuny zapowiadały, że „Daybreak” będzie czymś na wzór „Mad Maxa” w liceum. I rzeczywiście – w kalifornijskim miasteczku Glendale biegają młodzi ludzie w strojach łudząco podobnych do tych znanych ze słynnego filmu George’a Millera. Najśmieszniejsze jest to, że sami bohaterowie w pełni zdają sobie sprawę z tego nawiązania i wprost mówią o tym z ekranu.

Daybreak - kadr z serialu Netfliksa

Wiele pomysłów zastosowanych w „Daybreak” przywodzi na myśl rzeczy, które z wielkim powodzeniem sprawdziły się w dwóch częściach „Deadpoola”. Jasne, bohater Ryana Reynoldsa nie był pierwszym, który przełamywał czwartą ścianę (wyśmienicie robiła to także Phoebe Waller-Bridge w nagrodzonym sześcioma nagrodami Emmy serialu „Fleabag”). Chodzi raczej o sposób, w jaki to robi.

„Daybreak” dzieli z „Deadpoolem” także podobieństwo w innym zakresie.

Serial Netfliksa nie stroni od krwi czy momentów fizycznej przemocy i pokazuje je z podobnym do dedpoolowego zacięciem i umownością. Mimo, że przemoc w obu produkcjach jest celowo przerysowana, kilka momentów potrafi zaskoczyć swoją dosadnością. Nic dziwnego, że serial posiada kategorię 16+. Niektóre motywy rzeczywiście wydają się nie nadawać dla młodszych odbiorców.

W tym kontekście warto wynotować także, że „Daybreak” to serial świetnie napisany. Ilość zabawnych tekstów, ciętych ripost i kuriozalnych zbitek słownych jest prawdziwie zaskakująca. Produkcja potrafi też włożyć uśmiech na usta widza i wywołać inne reakcje zaskoczenia, a sposób prowadzenia historii przyciąga. Nigdy nie wiemy, dokąd jeszcze poprowadzi nas opowieść i jakie elementy pojawią się w kolejnym odcinku. Zwłaszcza, że poprzez ciągłą zmianę perspektywy wiele odcinków ogląda się niczym koniec całej historii. Fakt, że trwa ona nadal, a my dalej chcemy ją oglądać, stanowi największy plus serialu.

„Daybreak” to nietuzinkowa, zaskakująca i pełna niecodziennych pomysłów opowieść o życiu po końcu świata. Serial przyciąga, bawi, ale potrafi też zniesmaczyć czy obrzydzić. Robi to celowo, a twórcy wiedzą w jaki sposób trzymać uwagę widza. Bardzo interesująca produkcja, która powinna przypaść do gustu nie tylko fanom opowieści obrazkowych.

Serial „Daybreak” jest już dostępny na platformie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

8 odpowiedzi na “Gdy „Mad Max” spotyka „Deadpoola”. Oceniamy serial „Daybreak””

    • Nikt nie znał Sam. Znali tylko jej obraz. Może serio chciała otruć turbo? Może serio chciała podpalić świat? Mamy tylko jeden jej obraz – z wiankiem i barankiem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...