Jeśli macie problemy z zasypianiem, to obejrzyjcie „Eli”, nowy horror Netfliksa

Recenzja/Film 22.10.2019
Nasza ocena:
Jeśli macie problemy z zasypianiem, to obejrzyjcie „Eli”, nowy horror Netfliksa

Jeśli macie problemy z zasypianiem, to obejrzyjcie „Eli”, nowy horror Netfliksa

Przyznam, że tegoroczna jesień mnie rozczarowuje pod względem propozycji horrorów. Zapowiadało się dobrze, a wyszło tak sobie. „TO 2” nie miało takiej siły jak „jedynka”, niedawny „W wysokiej trawie” też nie do końca wypalił. A teraz „Eli”, nowa propozycja od Netfliksa, zmarnowała swój potencjał.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Już sam punkt wyjścia horroru „Eli” wywołuje mieszane uczucia. Bohaterem filmu jest tytułowy chłopiec, który zaczyna cierpieć na dziwną chorobę układu autoimmunologicznego sprawiającą, że musi on zostać odseparowany od świata zewnętrznego. Jego rodzice znajdują jednak dla niego szansę na to, by chłopak wyzdrowiał. Wyruszają do specjalistycznej kliniki znajdującej się w wielkim domostwie. Tam Eli ma przejść nowatorską terapię, która ma go w pełni wyleczyć. Szybko okazuje się jednak, że w klinice chłopiec zaczyna widzieć tajemnicze zjawy…

Jak możecie wyczytać z tego opisu fabuły, „Eli” zaczyna się trochę jak „Cudowny chłopak”, a następnie przechodzi w tryb filmów o nawiedzonym domu.

I może nawet by to jakoś zagrało, gdyby tylko reżyser potrafił wypracować całości dobre tempo. A to niestety porusza się ślamazarnie, akcja rozwija się bardzo powoli, a niestety treść jest na tyle wątła, że nie wypełnia tej przestrzeni czymkolwiek wartym uwagi.

Mamy tu, w najlepszym wypadku, klasyczne „horrorowe zagrywki”, takie jak pojawiające się w lustrzanym odbiciu zjawy, mroczne cienie czyhające na małego chłopca i próbujące go atakować znienacka, poczucie wymieszania jawy ze snem. Wszystko to już było i to o wiele lepiej i bardziej przerażająco pokazane. Jedyne co w tym filmie może być ewentualnie straszne, dla widzów o wyraźnie słabszych nerwach, to ta niepokojąca atmosfera i tajemniczość filmowej kliniki. Ale to tylko w przypadku ludzi o naprawdę mocno rozwiniętej wyobraźni.

„Eli” to horror, który zwyczajnie w świecie… nudzi.

Jestem w stanie wiele zrozumieć, ale gdy oglądam film, który w teorii ma mnie przestraszyć i trzymać na krawędzi fotela, a w praktyce sprawia, że zaczynam przysypiać, to odbieram to jako zły sygnał.

Film robi się w miarę interesujący dopiero na sam koniec, gdy następuje (niepotrzebnie odwlekany na sam finał) nieoczekiwany zwrot akcji. Przyznaję, trochę ratuję on tę produkcję przed totalnym blamażem, ale mimo wszystko to trochę za mało na odkupienie wszystkich win.

Pochwały za to należą się młodemu aktorowi, który zagrał główną rolę w „Eli”. Charlie Shotwell spisał się naprawdę znakomicie – a rolę ma całkiem rozbudowaną.

Eli nie tylko jest dzieckiem chorym, mierzącym się z poczuciem wyobcowania, separacji od świata, ale też później przychodzi mu stawić czoła dezorientacji związanej z mroczną kliniką, do której trafił, mieszającej się ze strachem, bezsilnością i na końcu złością i walką o przetrwanie. Zapamiętajcie to nazwisko, bo, jak dobrze pójdzie, czeka go niemała kariera w branży.

Mimo wszystko „Eli” to jednak strata czasu. W Netfliksie jest już całkiem niemała biblioteka horrorów, tak więc ten tytuł radzę pominąć.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...