Filmy MCU mają wiele wad. Ale Coppola nie ma racji, nazywając je „podłością” i „jednym filmem oglądanym w kółko”

Felieton/Film 22.10.2019
Filmy MCU mają wiele wad. Ale Coppola nie ma racji, nazywając je „podłością” i „jednym filmem oglądanym w kółko”

Filmy MCU mają wiele wad. Ale Coppola nie ma racji, nazywając je „podłością” i „jednym filmem oglądanym w kółko”

Francis Ford Coppola zajął publiczne stanowisko w konflikcie między Martinem Scorsese a Marvel Studios i twórcami pracującymi nad filmami studia. Słynny reżyser wsparł kolegę po fachu, ale jego argumenty świadczą o pewnym podstawowym problemie. Ani Scorsese, ani Coppola ewidentnie nie oglądali filmów MCU.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Hollywood zawsze było pełne rozmaitych konfliktów, rywalizacji i kłótni. Show-biznes ma to do siebie, że polega w dużej mierze na sprzeczności interesów i prowadzi do równie wielu przyjaźni, co wrogości. Najnowszy spór dotyczy obecności kina superbohaterskiego w Fabryce Snów. Po części jego wybuch w takim momencie może dziwić. Dzieje się to przecież po kilkudziesięciu latach obecności adaptacji komiksów w filmowym mainstreamie oraz dekadzie panowania Marvel Cinematic Universe, a więc opowieści o superbohaterach nie są w globalnej kulturze niczym nowym.

Z drugiej strony wydaje się to jednak całkowicie uzasadnione. W końcu to właśnie w 2019 roku ten gatunek zaliczył dwa bardzo ważne osiągnięcia. Filmowi „Avengers: Koniec gry” udało się pobić „Avatara” i wspiąć się na szczyt światowego box office, a „Joker” pokazał całemu światu, że za pomocą komiksów można opowiadać głębokie, aktualne i bardzo ciekawe historie. Kino superbohaterskie nie tylko utwierdziło więc swoją finansową dominację, ale też obaliło mit o niskich założeniach artystycznych gatunku.

Martin Scorsese i Francis Ford Coppola zaatakowali więc w ważnym momencie. I pokazali poważny pokoleniowy konflikt toczący Hollywood.

Coppola i Scorsese to jedni z najważniejszych przedstawicieli złotej ery amerykańskiego kina autorskiego. Wciąż mają olbrzymie poważanie w Hollywood, choć przecież pierwszy z nich w XXI w. jako reżyser udzielał się rzadko i bez większych sukcesów. Nie dziwi, że autor „Czasu Apokalipsy” wsparł kolegę po fachu. Dla obu dominacja kina superbohaterskiego, w dodatku połączonego w ramach jednego uniwersum, wydaje się całkowitym zaprzeczeniem idei kina, a dokładniej mówiąc „ich kina”.

coppola marvel
Foto: „Joker”

Nie ma w tym nic złego, podobnie jak w tym, że obie strony konfliktu mają na uwadze głównie swoje własne interesy. Disney traktuje Marvel Cinematic Universe jako maszynę do zarabiania pieniędzy, ale przecież to nic nowego, jeśli mowa o wytwórniach filmowych. Z kolei Scorsese obecnie walczy o oscarowe szanse „Irlandczyka”, a największym konkurentem dla jego nowego filmu wydaje się w tym momencie „Joker”. Dlatego pojawiły się plotki, że słowa reżysera mają więcej wspólnego z dziełem Warner Bros. niż filmami Disneya. Coppola wykorzystał zaś temat Marvela, by przypomnieć o pracach nad swoim wieloletnim projektem – „Megalopolis”.

Popkultura miała wpływ na Hollywood również w czasach świetności Coppoli i Scorsese.

Wystarczy wspomnieć, że do ważnych dzieł obu twórców należą „Ojciec chrzestny” i „Ostatnie kuszenie Chrystusa”. Trudno to jednak porównywać do współczesnej sytuacji. Teraz to kultura fanów, a nie autorów dominuje nad ogólnym obrazem amerykańskiego kina. Czy to uprawnia do nazywania obecności filmów Marvela w kinach inwazją? Moim zdaniem nie. A jak podaje portal Yahoo, Coppola uderzył w MCU nawet mocniej:

Kiedy Martin Scorsese mówi, że obrazy Marvela nie są kinem, to ma rację. Oczekujemy, że od kina się czegoś nauczymy, coś dostaniemy, jakieś olśnienie, wiedzę, inspirację. Nie wiem, czy ktokolwiek coś dostaje od oglądania tego samego filmu w kółko. Martin tak naprawdę był łagodny, gdy powiedział, że to nie jest kino. Nie powiedział, że to podłość, a ja tak twierdzę.

coppola marvel
Foto: „Avengers: Endgame”

Ze słowami Scorsese zdążyło się już nie zgodzić wielu twórców i aktorów powiązanych z MCU. Ich zdanie na temat krytyki Coppoli również łatwo sobie wyobrazić. Zwłaszcza, że to opinia tylko powierzchownie interesująca. Tak naprawdę więcej w niej własnych doświadczeń niż faktycznego spojrzenia na wady i zalety tego rodzaju filmów.

Powiedzmy sobie szczerze: Marvel Cinematic Universe to twór daleki od ideału. Ale czy nie wpływa emocjonalnie na ludzi?

Zestawianie dzieł Marvela z kinem wysokoartystycznym to retoryczny wybieg, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Przecież one nigdy nie miały należeć do tego grona. To typowe filmy rozrywkowe, do których wcześniej można było zaliczyć westerny, produkcje wojenne i kino nowej przygody. Podobnie jak w wymienionych przed chwilą gatunkach tu również zdarzają się wtopy i arcydzieła. A większość to nieco odtwórcze przeciętniaki. Ale dają swoim widzom wiele. Tylko dlatego, że Coppola nic z nich nie wyciągnął, nie oznacza, że można tak mówić o wszystkich widzach.

A przecież można mieć wątpliwości, ile dzieł MCU oglądał doświadczony reżyser. Nazywanie uniwersum Marvel Studios „tym samym filmem powtarzanym w kółko” to po prostu nieprawda. I obraza wobec lepszych filmów serii. Czy naprawdę da się porównać styl Kennetha Branagha do szaleństwa Jamesa Gunna? Czy interesujące rozwiązania braci Russo są identyczne do tego, co zaprezentował widzom Joss Whedon?

Kino superbohaterskie potrzebuje rzetelnej i ugruntowanej w faktach krytyki. Francis Ford Coppola szkodzi zamiast pomagać.

Adaptacje amerykańskich komiksów można oceniać ze względu na zgodność z materiałem źródłowym, rozwijanie gatunku (lub jego brak), a także jakość filmowego rzemiosła. Można zadawać pytania o ich ideologiczne przesłanie (to widzimy właśnie przy premierze „Jokera”) oraz traktowanie mniejszości. Nie brak pytań o komercjalizację kina superbohaterskiego czy wreszcie połączenie z odwieczną historią bohatera, która jest ludziom potrzebna. Filmy Marvela warto oceniać i krytykować, ale czy nazywanie ich „podłością” naprawdę służy komukolwiek?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

16 odpowiedzi na “Filmy MCU mają wiele wad. Ale Coppola nie ma racji, nazywając je „podłością” i „jednym filmem oglądanym w kółko””

    • Mam podobne zdanie. To, że disco polo słucha bardzo wielu Polaków w żaden sposób nie oznacza, że są to utwory wysokiej jakości. Może to przykre dla wielu, ale nie zawsze większość ma racje. Tym bardziej, że większość ludzi nie słucha muzyki klasycznej, nie szuka filmów zmuszających do myślenia, tylko zwykłej, prostej rozrywki. Ma to wady i zalety, ale nie oznacza dobrej jakości.

  1. Powiedzieli jedynie to, co wielu sądzi, ale nie ma odwagi się przyznać z obawy przed atakami. Osobiście udało mi się pomóc kilku osobom wyjść z nałogu oglądania tego badziewia. Nigdy nie zapomnę zachwytu i oczarowania na ich niewinnych twarzyczkach, gdy po raz pierwszy mieli okazję zmierzyć się z prawdziwym kinem.

  2. Leczenie wady serca lekami od cudotwóreców ma wiele wad. Ale Religa nie miał racji, nazywając je „podłością” i „jednym trickiem do wyciągania kasy od ludzi”

    Filmy na youtube gdzie dzieciak skręca kostkę albo najebana Grażyna bije się z policjantami też wpływa emocjonalnie na ludzi.

    Ktoś dobrze pamięta ostania czarną panterę? Nie? No cóż, byłeś w zoo czy tam parku rozgrywki, dla odmiany kto pamięta łowcę androidów czy rękopis znaleziony w saragossie?

    Było miło, pa.

  3. Obawiam się że Joker to słaby przykład na dobre kino superbohaterskie… bo sam reżyer przyznał że był to scenariusz oryginaly a głównym bohaterem stał się Joker dopiero później. Pewnie pomysł marketingowców… jak widać udany. A dobry film to po prostu dobry film… niezależnie czy kryje się za nim jakaś marka czy nie.

  4. Oczywiście, że Coppola ma rację co do filmów MCU. Kino to mierne a nawet podłe. Obejrzałem prawie wszystko z MCU w poszukiwaniu czegoś ciekawego, poruszającego, niosącego przesłanie i pobudzającego do myślenia ale niestety nic tam nie znalazłem. Rozrywka tak marna, że “Czarna Pantera” przerwana w połowie nie kusi do dokończenia. Thory – nuda i przewidywalność, Avangers – nuda, efekty i zasypianie. Czemu oglądając X-Men’ów nie zasypiam i nie mam ochoty wyłączyć? Czemu wciąż powracam do Batmanów Nolana a MCU mnie zniesmacza jak “Krem Sułtański”?

  5. Standardowe marudzenie ‘artystów’, że oglądalność ich ‘dzieł’ jest słaba, albo że ciężko o środki na nie. Winny jest widz, że nie docenia wspaniałości jego dzieła.
    Najłatwiej jest obwiniać wszystkich w koło, zamiast krytycznie spojrzeć na siebie. Coś w końcu jest w tych filmach, że tak chętnie są oglądane. Zamiast się obrażać, niech się uczą jak do swoich artystycznych wizji przyciągać ludzi.

  6. Panowie się chyba zdenerwowali :) i zamiast sensownej wypowiedzi mamy narzekania. Ja bardzo lubię te filmy czy DCU czu MCU ale jako filmy rozrywkowe, takie odmóżdżenie :) to takie kino młodzieżowe bardziej i spoko każde pokolenie ma swoich bohaterów tylko po prostu tak po ludzku brakuje mi filmów z ciekawą grą aktorską czy wciągająca fabułą , pojawiają się od czasu do czasu jakieś perełki ale to za mało. Teraz się kreci filmy bezpieczne nikogo nie obrażające. Nawet nie potrafię sobie przypomnieć śmiesznej komedii z ostatnich lat kiedyś człowiek płakał do łez teraz ledwie grymas się pojawi. Takie czasy chyba, jak mawiają , kiedyś to było, więc co jakiś czas wracam do swojej młodości i sobie obejrzę np Aliens, bo cóż mi pozostało hhh.

  7. Kino rozrywkowe ma to do siebie, że nie można go brać za zbyt ambitne :) Oczywiście rozmach MCU jest do tej pory niespotykany i to na pewno boli tytanów kina, szczególnie, że hollywood mierzy filmy miarą box-office, a tutaj Disney pozamiatał wszystko. Nie mniej ja bym porównał MCU do Fast and Furious – odjechane, kolorowe, niezobowiązujące kino, które dzięki kosmicznemu budżetowi nawet jak nie jest zbyt ambitne – wciąż będzie bawić, a o to tez w kinie chodzi :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...