Muszę coś wyznać: wkurza mnie społeczny odbiór filmu „Joker”

Felieton/Film 09.10.2019
Muszę coś wyznać: wkurza mnie społeczny odbiór filmu „Joker”

Muszę coś wyznać: wkurza mnie społeczny odbiór filmu „Joker”

Domyślam się, że na świecie są o wiele poważniejsze problemy i zagadnienia, ale w moim małym świecie kino zajmuje ważne miejsce. A gdy widzę, że jakiś film jest niewłaściwie odbierany i komentowany przez widzów i, przede wszystkim, media, coś się zaczyna we mnie delikatnie burzyć. Obecnie ma to miejsce przy okazji premiery filmu „Joker”.

Nie trzeba być nadmiernie kumatą osobą, by widzieć, że „Joker” jest wdzięcznym tematem do rozmów i dyskusji, zarówno na forum publicznym, jak i w mediach. Mamy tu do czynienia z bardzo znaną postacią, która pośród miłośników popkultury obrosła wręcz legendą.

Joker to bez wątpienia jedna z najbardziej kultowych i fascynujących osobowości, która pojawiła się kiedykolwiek na kartach komiksów.

Bardzo szybko wyszła poza ramy „obrazkowych historyjek dla dzieciaków” i stała się symbolem nieobliczalnego psychopaty, archetypem wszystkiego co złe w świecie XX (i XXI) wieku. Jego popularność w chwili obecnej nie dotyczy tylko fanów komiksów, czy nawet filmów o Batmanie. Joker to flagowa postać łotra współczesnej kultury masowej. A że mało co fascynuje nas jak zło i „ciemna strona mocy”, nietrudno się domyślić, dlaczego stał się on powszechnie rozpoznawalny. Chyba tylko Darth Vader mógłby się z nim równać poziomem popularności i fascynacji.

Nie jestem więc wcale zdziwiony tym, że powstał film „Joker” opowiadający o genezie tej postaci, jak i faktem, że zrobiło się wokół niego tak głośno. Powiem więcej, do pewnego stopnia cieszy mnie to, że film mający rodowód komiksowy, w tym wypadku luźny, ale zawsze, traktowany jest jak najbardziej poważnie. Opinie prasy, i widzów, są wprawdzie dość polaryzujące, wahają się od uwielbienia po liczne pretensje, ale nie zmienia to faktu, że „Joker” traktowany jest jak pełnoprawny dramat psychologiczny, a nie kolejny film z bohaterami w maskach i śmiesznych strojach.

Trochę źle mi z tym, że muszę po raz kolejnych włożyć łyżkę dziegciu do beczki miodu, ale nie do końca podoba mi się kierunek, w jakim podąża odbiór społeczny filmu Todda Philipsa.

Na wstępie zaznaczę, że z grubsza „Joker” mi się podobał. To mięsiste, intensywne, świetnie zrealizowane i genialnie zagrane przez Joaquina Phoenixa kino. Przez większość seansu siedziałem w fotelu kinowym w pełni zaangażowany w historię, porażony jej brutalnością, bezkompromisowością, surowością. Z drugiej jednak strony miałem wrażenie, że oglądam obraz pusty, oparty na z góry wiadomym założeniu, precyzyjnie wymierzonym pod bycie symbolem wszystkich wykluczonych społecznie jednostek i grup. Tak, jakby był to film zrobiony na zamówienie pełnego gniewu i rozczarowania społeczeństwa. W tym temacie nie mówi jednak nic nowego. A jego forma zręcznie stara się odwrócić od tego uwagę mniej wyrobionego widza.

I w pełni rozumiem, że na masowej publice, która dotąd oglądała mainstreamowe produkcje z kategorią PG-13, przyzwyczajona jest do seriali TVN-u, czasem jedynie sięgającej po dzieła Quentina Tarantino, gdzie jednak przemoc ujęta jest w specyficzny nawias, „Joker” mógł zrobić kolosalne wrażenie. Bardziej jednak martwi mnie atmosfera, jaką budują wokół tego filmu same media. I nie chodzi mi o typowanie „Jokera” do Oscarów, bo tutaj nie będę specjalnie protestował, szczególnie w przypadku nominacji, czy nawet statuetki, dla Joaquina Phoenixa.

Już przed premierą filmu zewsząd można było usłyszeć, że mamy do czynienia z arcydziełem, czymś wyjątkowym, co wyważyłoby nowe drzwi w kinie, czego jeszcze nie było. A to nieprawda.

Robert De Niro w filmie Taksówkarz w reżyserii Martina Scorsese

Mam wrażenie chwilami, jakby Faceci w Czerni istnieli naprawdę i zafundowali społeczeństwu prawdziwe luki w pamięci. Jakby nagle świat zapomniał o istnieniu takich filmów jak „Podziemny krąg”, „Więzień nienawiści”, „Fanatyk”, „Pieskie popołudnie”, „Sieć”, „Urodzeni mordercy”. Jakby Todd Philips rzeczywiście jako pierwszy reżyser podjął temat niepokojów i frustracji społecznych. Jakby porównania „Jokera” do „Taksówkarza” wynikały jedynie chyba tylko z dziennikarskiej rzetelności, ale tak naprawdę każdy o tym zapomniał. Nawet nie trzeba daleko szukać – obejrzyjcie sobie poprzedni film Joaquina Phoenixa, „Nigdy cię tu nie było”, a znajdziecie masę podobnych motywów i wątków.

„Joker” wydaje się być mieszanką wyżej wymienionych filmów, tyle że w wersji light. „Sieć” w reżyserii Sidneya Lumeta powiedziała o wiele więcej o frustracji jednostki na rzecz słupków oglądalności. „Urodzeni mordercy” czy “Funny Games” to przerażające traktaty o naszej fascynacji przemocą. „Podziemny krąg” to głębszy i odważniejszy portret jednostki odizolowanej i od społeczeństwa i niezrozumianej, która szuka ujścia dla swojej frustracji.

Kadr z filmu Sieć w reżyserii Sidneya Lumeta

„Joker” podejmuje te wszystkie tematy, ale po trochu i w dodatku wydaje się, jakby bał się postawić kropkę nad „i”, pójść krok dalej, dojść do jakichś niebanalnych wniosków.

Film Philipsa tymczasem krzyczy głośno, wyraźnie i efektownie o wyalienowanych samotnikach, którzy są przygniatani przez wyższe klasy, pokazuje genezę zła, zakorzenioną w chorobie psychicznej, no ale to tyle. „Joker” jest w tym wszystkim jednowymiarowy, oczywisty. Jasne, idealnie trafia w obecne nastroje społeczne, dlatego tak łatwo wziąć go na sztandary, ale to wszystko jest klasycznym hollywoodzkim recyclingiem. Zrobionym w dobrym stylu, na wysokim poziomie, ale jednak to nadal recycling.

Przypisywanie więc „Jokerowi” cech arcydzieła, filmu na miarę naszych czasów, głosu, na który wszyscy czekali, bo był potrzebny, to spore nadużycie.

Tego typu głosy już dawno były, tylko, jak widać, ktoś je stłumił. Trochę zastanawia mnie z czego to wynika. Czy zadziałał tu efekt nowości i świeżości? Czy pomógł fakt, że temat filmu został przedstawiony za pomocą atrakcyjnej dla masowej widowni postaci, która jest znana milionom ludzi od wielu dekad?

Bo naprawdę „Joker” ani nie mówi nic nowego, ani też nie jest aż tak strasznie brutalnym filmem, jak go rysują media. Były już doniesienia o tym, że ludzie uciekają z seansów, ostatnio też o tym, że ponoć członkowie Akademii Filmowej boją się go oglądać. Były też obawy, że może skłonić grupy inceli na całym świecie do brutalnych czynów w świecie rzeczywistym. Ludzie, opanujcie się!

Wszystko to tworzy atmosferę wyjątkowości tego filmu. Został mu nałożony welon mroku i brutalności trochę tak, jakby świat czekał na taki symbol, więc usilnie potrzebował znaleźć film, który się wpasuje w to zapotrzebowanie. I znalazł. Oczywiście to dobrze, że padło na ten film, bo kino komiksowe warto odczarowywać – tak, by ludzie potrafili sobie zakodować, że na kartach historyjek obrazkowych także kryje się potencjał dla ambitnych historii. Ale tutaj też mieliśmy już chociażby „Mrocznego Rycerza”, który zrobił w tym temacie o wiele więcej.

Mój największy problem z „Jokerem” to fakt, że bez Batmana ta postać wydaje się jednak niepełna.

Joker i Batman w scenie z filmu Mroczny Rycerz

Joker i Batman to fascynujące dwie strony tej samej monety. Obu męczy psychoza, z tymże Batman opętany jest manią oczyszczania Gotham, a Joker chce temu zaprzeczać. Batman jest strażnikiem porządku  – Joker posłańcem chaosu. Obaj się dopełniają i nawzajem nadają sobie głębszego wymiaru. Do tego, tajemnica pochodzenia Jokera oraz jego początków, przynajmniej dla mnie, budowała tylko dodatkowo intrygę i mistycyzm związany z tym arcyłotrem. O ile Batman może istnieć bez Jokera, tak Joker bez Batmana wydaje się jakby… pusty. I trochę taki jest sam film o jego genezie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (22)

83 odpowiedzi na “Muszę coś wyznać: wkurza mnie społeczny odbiór filmu „Joker””

  1. Za wyjątkiem ostatniego akapitu bardzo zgadzam się z autorem. Dobre kino, ale nie wybitne. Ludzie na siłę faktycznie próbują zrobić z tego nie wiadomo jak dobry film, i ja dałem ponieść się temu zanim poszedłem do kina. Seans uważam za udany ale apetyt był sporo większy po tym czego się naczytałem wcześniej w sieci.

  2. A dla mnie to arcydzieło. Szanuję twoje zdanie, choć nie do końca się z nim zgadzam. Dla mnie ten film jest wybitny i nikomu nie wytyka,że nie ma racji tak jak autor(przynajmniej ja tak to w niektórych momentach odczytałem)

  3. Batman w tym filmie, a raczej jego brak mi osobiście nie przeszkadzał. Młody Bruce wystarczył. Sudium przemiany Arthura w Jokera był bardzo prawdziwy. Tak realny, że wywołał ciarki na ciele, łzy w oczach. Płakałam tak jak ostatnio na Dziewczynie z sąsiedztwa Ketchuma. Z bezsilności i poczucia wstydu, że jestem częścią tego człowieczeństwa…

  4. Uważam, że brak Batmana nie przeszkadzał, bo na jego miejscu był Thomas Wayne jako reprezentant porządku – i właśnie dzięki temu dlatego dało się zrozumieć, że mając taki “porządek” do wyboru wielu może wybrać Jokera, chaos.

  5. Byłem dzisiaj na tym nowym Batmanie i cały film skupiał się na jakimś klaunie a jak w końcu zaczęła się prawdziwa akcja i zginęli rodzice Bruce’a to film się skończył, trochę słabo….

  6. Ja też się nie do końca zgadzam ale nie z analizą tylko zasadnością samego tekstu. Sądzę że w tej kwestii cel uświęca środki, tj: nieważne czy recykling, nieważe jaki PR wokół filmu – ważne, żeby przesłanie dotarło i to do jak największej publiczności. Za to należą się brawa dla reżysera – zobacz szansę na wykorzystanie postaci i uniwersum i nie zawahał się jej wykorzystać w pełni. Rozumiem irytację autora ale to chyba nic nowego, że “większość” zachowuje się jak stado owiec – tylko w tym wypadku to dobrze.

  7. Świetny film. Wszystkie konteksty psychologiczne były jak najbardziej logiczne i dobrze odwzorowujące prawdziwą rzeczywistość takich przypadków które mają problemy w życiu. Dla mnie to był horror psychologiczny… Jeżeli ktoś przeżył coś więcej w życiu i uważnie oglądał to oglądając taki obraz Jokera w takim świecie jakim żyjemy Joker jako film jest dla mnie wybitnym arcydziełem nawiązującym do wielu aspektów świata i natury człowieka. Dawno czegoś tak genialnego nie widziałem. Chodzi mi tylko o to co zostało ukazane.
    Autor swoich refleksji w powyższym tekście zaczął krytykować film za to czego tam nie ma, a ja uważając przy tym co jest twierdzę że takie filmy to rzadkość i chętnie bym obejrzał jeszcze raz.

    Myślę że można ten film odbierać dwuznacznie, że cała akcja filmu po prostu się bohaterowi uroiła, ponieważ były takie fragmenty i niedopowiedzenia zostawiające odbiorcę w wątpliwości że można dotrzeć do wniosku że większość tej bardziej kontrowersyjnej akcji w filmie to były urojenia bohatera wynikające z jego wyobraźni i choroby

  8. Generalnie ten nowy Joker to takie porno. XD
    Wszyscy wiedzą jak się skończy, a stan początkowy to tylko pretekst.
    To jest film o dochodzeniu.

  9. Przed seansem byłem przygotowany na arcydzieło i po obejrzeniu się to nie zmieniło. Jeżeli ten film dla ciebie jest pusty, jednowymiarowy i oczywisty to zastanawiam się jak oceniłbyś Nietykalnych(2011), drugie miejsce na filmwebie o_O

  10. Film mi się bardzo podobał. Musze przyznać, że na początku nie byłem przekonany do pomysłu ze śmiechem jako reakcja lekową, ale dalej jest to rozegrane genialnie. Scena w której nagle przestaje się śmiać, gdy wychodzi z pola widzenia kolegów jest genialna. I jak sobie teraz myślę, to z biegiem wydarzeń coraz rzadziej się tak śmiał a coraz częściej uśmiechał. Powoli godził się na utratę kontroli, impulsywność i chaos. Nim mniej próbuje się kontrolować, tym większą ma kontrole nad swoim życiem i wpływ na innych. Ten wpływ go napędza.

    Bardzo podobało mi się tez zagranie przeciwko stereotypom filmowym. Zarówno zagranie motywem nagłej przemiany, kiedy jedno wydarzenie “zmienia” jego życie, staje się śmiały, zdobywa dziewczynę i takie tam…

    Nawet słynna, bo obśmiewana na wiele sposobów scena na schodach. To jak się kończy… nagle, bez fajerwerków, zbędnych przejść pokazuje nam, ze autorzy na każdym kroku mówią nam “to nie jest taki film. Scena kończy się tak, jak mogłaby się skończyć w realnym życiu gdyby poszukiwany gość zaczął se tańczyć na schodach. A On? Nie walczy i nie rzuca jakimś tekścikami a po prostu podkula ogon i przerażony ucieka.

    Scena z kamerą w studio. Oj wiele takich smaczków ciągle sprowadzających nas na ziemię i przypominających nam, że Joker jest człowiekiem.

    Byle by tylko nie próbowali tego gmatwać, dopisywać filozofię i czarować nas jakimś “ukrytymi prawdami” bo to właśnie ta zwykłość i przyziemność (jak na standardy Gotham) tego wszystkiego, to najlepsza część filmu.

    W zasadzie tylko jedna… no półtorej rzeczy nie pozwala mi nazwać tego filmu arcydziełem. Pierwsza połówka to już do znudzenia powtarzana historia Bruce’a. Ile można! W dodatku gdyby jego rodzice zginęli podczas “powstania klaunów” to Batman raczej doskonale wiedziałby do czyich drzwi zapukać by się zemścić. Znałby go z imienia i nazwiska bo jako “najlepszy detektyw świata” szybko dotarłby do listy płac z tego programu. To ze nazwali go Joker nie znaczy, iż tak był zapisany na wejściówkach itp.

    Ale w pierwszej kolejności przeszkadzało mi nadużywanie smętnej muzyki i slowmo by podkreślić jaki jest biedny, zmarniony i odrzucony przez świat. To jak powtarzanie w kółko “jest taki biedny, och jaki biedny, och biedny jest…patrz jak foka płacze, kurcze jaki żal”. O ile więcej mocy miałaby cisza i o ile więcej mocy miała cisza, lub inna/spokojna muzyka w niektórych scenach. No wiecie… “if you happy and you know it…~”

  11. Dobrze jest być czasem ignorantem i nie mieć z czym porównać danego filmu… Innym niż oczywisty występ Heatha Ledgera który już przeszedł do historii i stał się wyznacznikiem tego jak powinno się przedstawiać Jokera… No bo w sumie… Chyba nikt poza mokrymi nastolatkami nie docenił roli Jareda Leto… Nie dziwi nic, w natłoku osobowości w Suicide Squad ( Will Smith, Margot Robbie ) musiał zostać pominięty skoro jego występ nie był ani trochę wart zapamiętania… + chyba żaden fan Joker’a nie chciał by dzieciaka który będzie udawał popierdolonego, za postać tak ważną dla popkultury mimo wszystko… Oh hej… Zgubiłem się… W skrócie, jebać Jareda Leto, Heath Ledger jako najlepszy Joker… Czy na pewno? Joaquin Phoenix robi robotę mówiąc kolokwialnie… Szczerze gdy zobaczyłem Jokera Jaquina pomyślałem, że reżyser czy tam scenarzysta robi podstawy do tego czym będzie Joker Nolana… Ale miło się zawiodłem… Ten Joker nie czerpie z niczego, chyba że nie znam jakiegoś niszowego komiksu… Bite me!… Joker Joaquina jest świeżym spojrzeniem na tą postać… Zaskakuje chociaż nie powinno, sprawia że uznasz że idea którą jest Joker, bo staje się w filmie ideą pokazuje że tak na prawdę społeczeństwo może przytłoczyć władzę… I’m list again… See You never xd Dzięki za wolność słowa i że nie trzeba kontynuować, bo akurat mi się nie chce…

  12. “Joker” po prostu wybija się na tle miałkich filmów superbohaterskich, których największym atutem są efekty, wystylizowana graficznie przemoc i uproszczona do bólu fabuła, która pędzi bez większej refleksji nie wiadomo dokąd. Dla osób przyzwyczajonych do takiego kina superbohaterskiego Joker musiał być jak walnięcie głową o mur.
    Dla osób, które wolą bardziej ambitne kino “Joker” jest po prostu dobrym filmem psychologicznym, w którym Artur Fleck mógłby się nazywać Jan Kowalski a fabuła by nic nie straciła.

  13. Psują Jokera tymi pseudointelektualnymi rozkminkami, uwielbiam niedocenianego Jokera Leto i on też dodał coś od siebie do postaci Jokera, to coś co kobiety lubią najbardziej, psychola, którego chcą zmienić miłością, a tymczasem to on robi im lobotomię, rola Harley Queen też była świetna, a tu zrobiono z Jokera klauna niedorajdę, któremu się pogorszyło bo obcięli socjal i dotacje i nie miał na leki. Dramat psychologiczny i teatr jednego aktora przeniesiony na ekran kinowy, teraz porównują role i czemu Leto tak nie zagrał, to jest śmieszne, inna stylistyka, inny gatunek filmowy inny scenariusz, tu jakiś egzystencjalny film moralnego niepokoju. To, że Klaun miał trudne dzieciństwo, konkubent matki go bił, a dotacje na leki obcięto to też nic odkrywczego. Mężczyźni utożsamiają się ze smutnym nieprzystosowanym klaunem, który stracił pracę i nie wytrzymuje psychicznie, czyli szara rzeczywistość, a kobiety mają w domu takiego zdołowanego gościa, a w marzeniach szaleją za Jokerem. P.s. Wszyscy (oprócz Jokera Leto) paskudni i nieatrakcyjni, a Batman nudziarz. ha ha ha ha.

  14. to teraz już na bank muszę iść do cc na ten film bo twój artykuł bardzo mnie zaciekawił. Znajomi mówili że super więc czas żebym i ja obejrzała i mogła wydać swoją opinie.

  15. widziałem wszystkie filmy które Pan wymienił i każdy znich zrobił na mne ogromne wrażenie i odbił się na moim światopoglądzie jakże mojej osobowosci/tożsamości. nie zbyt mam ochotę na filmy typu “kler” i filmy Pana Vegi a tym bardziej nie przyciągnął mnie tytuł “Joker” to że wybrałem się do kina to zupełny przypadek i okazało się że to jeden zlepszych filmów jakie widziałem choc jest ich wiele ale na końcu zawsze jest “siódmy kontynent” ale ten film pewnie nie ył pewnie nawet puszczany powszechnie w kinach :) pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...