Filmy Marvela to jeszcze kino czy już parki rozrywki?

Felieton/Film 07.10.2019
Filmy Marvela to jeszcze kino czy już parki rozrywki?

Filmy Marvela to jeszcze kino czy już parki rozrywki?

Martin Scorsese, dość nieoczekiwanie, stał się antybohaterem internetowych społeczności geeków na całym świecie. W jednym z ostatnich wywiadów stwierdził, że dla niego filmy MCU to nie jest kino.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

W miniony weekend sieć rozgrzała się do czerwoności od zażartych dyskusji dotyczących tego, czy reżyser „Taksówkarza” ma rację. Co dokładnie powiedział Martin Scorsese? Zapytany o to, czy widział filmy z cyklu Marvel Cinematic Universe wyznał:

Wiecie, starałem się. Ale to nie jest kino. Szczerze, choć są świetnie zrobione, z aktorami, którzy dają z siebie wszystko w tych okolicznościach, to kojarzą mi się co najwyżej z parkami rozrywki. To nie jest kino istot ludzkich przenoszących emocjonalne i psychologiczne doświadczenia innych ludzi.

Osobiście przyznaję, że jestem w połowie drogi pomiędzy słowami Scorsese, a ich krytyką ze strony fanów MCU, a także aktorów i reżyserów zaangażowanych w ich produkcję.

Z jednej strony rozumiem co chciał przekazać reżyser „Wściekłego byka”. Hollywoodzkie widowiska od lat coraz bardziej zatracają swoją duszę. Ich twórcy zbyt mocno polegają na CGI często kosztem angażującej fabuły i ciekawych bohaterów. Na początku istnienia nowoczesnego kina rozrywkowego, czyli w latach 80. aspekt widowiskowy nie przesłaniał także tego fabularnego. W takich filmach jak „E.T.”, „Powrót do przyszłości” czy pierwszy „Jurassic Park” emocje wynikają nie tylko ze scen pełnych efektów specjalnych, ale i tego, co przeżywają bohaterowie.

Przyglądając się nowoczesnym widowiskom, w tym także MCU, nietrudno dostrzec spory regres pod tym względem. Nie licząc postaci Tony’ego Starka i może Nebuli oraz Gamory, żaden z superbohaterów Marvela nie jest na tyle wielowymiarowy i intrygujący, by nawiązać z nim jakąś wirtualną, ekranową relację.

Filmy Marvela to przy tym perfekcyjnie naoliwiona, ale jednak, maszyneria. To kombajn marketingowy, skrojony pod to, by poszczególne odsłony wzajemnie się napędzały, promowały. Dowodem na to niech będzie potężny sukces „Czarnej Pantery” czy „Kapitan Marvel”. Gdyby te postaci pojawiły się znikąd, nie zostały wcześniej umieszczone w wielkich przebojach typu „Civil War” czy „Wojna bez granic”, a ich wątki nie zostałyby (w teorii) nakreślone jako ważne dla większej historii, to „Kapitan Marvel” nie zarobiłaby ponad 1 mld dol. globalnie.

Oczywiście MCU samo w sobie jest imponującą konstrukcją, skłamałbym mówiąc, że nie ma tam absolutnie żadnych emocji i fabuły, ale też umówmy się – nie jest to opowieść, z którą widz może się utożsamić. Nie taka jest jej rola. To bardziej podróż do innego świata, współczesna baśń. Marvel Cinematic Universe rzeczywiście może stwarzać wrażenie wielkiego lunaparku, w który aktorzy ubierani są w dziwne kostiumy i robią zabawne ruchy oraz miny na tle zielonego ekranu.

I piszę to jako fan MCU, jednocześnie świadomy, że jako całość produkcje Marvel Studios są dość nierówne. Pierwszy „Iron Man” czy „Avengers: Wojna bez granic” to świetne widowiska, uwielbiam też „Strażników Galaktyki”, ale cała reszta to dość przeciętne, choć przyjemne w obyciu filmy rozrywkowe, o których szybko się zapomina.

Ale nie jest tak, że zgadzam się ze Scorsese w stu procentach. Jak rozumiem nie oglądał on w całości wszystkich odsłon MCU, a nawet pewnie kilku z nich. To jednak trochę niepoważne oceniać coś bez pełnego zgłębienia tematu.

Kino to zabawa, rozrywka. Doświadczenie kinowe (duży ekran, przestrzenny dźwięk itp.) nie zostały stworzone w celu pokazywania tam kameralnych dramatów, tylko pełnych rozmachu widowisk.

Nie ma sensu obrażanie się na założenie, że sztuka dzieli się na wysoką i niską, a ta niska jest gorsza. Nawet najbardziej poważne dzieła kultury – od dramatów Bergmana, przez koncerty Mozarta po operę czy poezję – to nadal rozrywka. Jasnym jest, że komedie Chaplina czy Bustera Keatona miały w sobie więcej duszy i głębi niż te obecne, ale nie oznacza to, że klasyczne komedie były czymś więcej niż rozrywką dla mas.

Film „Joker”, choć robi naprawdę potężne wrażenie i chwyta z gardło, nie ma jednak tej samej kompleksowości co „Taksówkarz”, do którego jest on często porównywany. Tak samo jak to, że filmy Scorsese są taką samą rozrywką jak filmy Marvela. Mają po prostu innych odbiorców i inaczej oddziałują na widza.

W tym kontekście komentarz Scorsese jest niepotrzebny i trochę nierozważny, siłą rzeczy zdolny obrazić czy oburzyć część fanów. Nawet jeśli filmy Marvela „nie są kinem”, to jednak nie przeszkadza im to bić kasowych rekordów w… kinach. Ludzie chcą je oglądać, ekscytują się nimi, oczekują kolejnych odsłon. Tego typu podziały są więc absolutnie zbędne.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...