Jeśli lubicie „Big Mouth”, to przepraszam, ale oglądacie najgorszy w historii serial animowany dla dorosłych

Recenzja/Seriale 07.10.2019
Nasza ocena:
Jeśli lubicie „Big Mouth”, to przepraszam, ale oglądacie najgorszy w historii serial animowany dla dorosłych

Jeśli lubicie „Big Mouth”, to przepraszam, ale oglądacie najgorszy w historii serial animowany dla dorosłych

Dzięki serialowi „BoJack Horseman” Netflix z miejsca trafił do pierwszej ligi twórców animacji dla dorosłych. Platforma poszła za ciosem, dzięki popularnemu „Big Mouth”. Obie produkcje nie mogłyby znajdować się jednak dalej od siebie pod względem poziomu. Nowy sezon animacji o napalonych nastolatkach jest przerażająco słaby.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Uwaga na spoilery.

Recenzję 3. sezonu „Big Mouth” zacznę od czegoś, czego zazwyczaj w swoich tekstach nie robię, czyli odrobiny prywatnych spostrzeżeń. Animacją interesuję się od lat, a o produkcjach rysunkowych dla dorosłych wiem sporo. Zjadłem zęby na wszystkich sezonach „Simpsonów”, „BoJacka Horsemana” i „Miasteczka South Park”. Obejrzałem więcej odcinków „Family Guy’a” niż pewnie powinienem, nie byłem wielkim fanem „Futuramy”, ale znam wszystkie epizody. Śledziłem „Ricka i Morty’ego” zanim to było modne i mimo początkowych problemów ze znalezieniem własnego stylu zakochałem się w „American Dad”. Widziałem powolny spadek poziomu „Archera”, wciąż uwielbiam „Robot Chicken” i wielokrotnie śmiałem się z niepoprawnych politycznie żartów w „Przerysowanych” oraz „Ren i Stimpy”. Na własną rękę szukałem odcinków nawet tak niszowych z punktu widzenia Polski produkcji jak „King of the Hill”, „Bob’s Burgers” i „Daria”.

Wszystkie wymienione seriale łączy to, że są o niebo lepsze od „Big Mouth”.

Premierowy sezon nie zapowiadał jeszcze, jak wielką katastrofą stanie się produkcja Netfliksa. Dzieło kwartetu w składzie Nick Kroll, Jennifer Flackett, Andrew Goldberg i Mark Levin oferowało w pierwszych dziesięciu odcinkach dosyć ciekawe spojrzenie na dorastanie amerykańskiej młodzieży. Serial momentami nieco przynudzał, ale w swoich najlepszych momentach nie można było mu odmówić serca, nawet jeśli żarty nie zawsze trafiały w „dziesiątkę”.

big mouth sezon 3
Foto: „Big Mouth” Netflix

Dalej było jednak znacznie gorzej – 2. sezon „Big Mouth” można było nazwać całkowitym nieporozumieniem. Twórcy postawili przede wszystkim na fantastyczne elementy serialu i podkręcili szaleństwo do maksimum. Stracili przez to z oczu element fabuły, który w teorii powinien pełnić w tym serialu kluczową rolę, czyli dorastanie młodych bohaterów. Ich realne problemy zostały zastąpione przez kolejne idiotyczne eskapady trenera Steve’a,  a namnożenie nowych bohaterów i zrobienie z dotychczasowych socjopatów tylko wzmocniło efekt oderwania od rzeczywistości.

To oczywiście problem znany w branży od dawna i nazywany „flanderyzacją bohaterów” (od nazwiska głęboko wierzącego i pogodnego sąsiada Simpsonów). Oznacza stopniową przemianę bohatera, który początkowo miał kilka drobnych dziwactw, w wyolbrzymioną parodię samego siebie. Innym produkcjom zwykle dojście do takiego poziomu zajmuje jednak dłużej niż dwa sezony.

Na papierze wydaje się, że twórcy dostrzegli ten problem. Trener Steve stał się w 3. sezonie postacią epizodyczną, a problemy nastolatków znów weszły na pierwszy plan.

Nie odwiedzamy też ponownie świata hormonalnych potworów (od tego będzie zapowiedziany spin-off pt. „Human Resources”), a ich oddziaływanie zostaje na powrót włożone w ramach wewnętrznie spójnej logiki. Zamiast tego widzowie 3. serii otrzymają wgląd w szkolny seksizm, uzależnienie od telefonów i eksplorację swojego ciała przez jedną z głównych bohaterek. Jednocześnie nie można powiedzieć, by „Big Mouth” do końca powrócił w objęcia realizmu, bo druga połowa sezonu zostaje poświęcona na walki superbohaterów, odcinek musicalowy, spotkania neonazistów i kazirodczy romans Andrew z jego własną kuzynką.

Dobór tematów w 3. odsłonie produkcji Netfliksa jest problematyczny, ponieważ nie prowadzi do żadnej centralnej opowieści, która kierowałaby całym sezonem. Niektóre epizody łączą się ze sobą w bezpośredni sposób, ale nie sposób z tego wyciągnąć jakiegokolwiek punktu wspólnego. Przede wszystkim dlatego, że czwórka głównych bohaterów przyjaźni się już tylko na papierze. Tak naprawdę Andrew, Nick, Jessi i Jay prawie w ogóle nie spędzają ze sobą czasu. Wszyscy bez wyjątku zachowują się też jak dorośli, poddani w dodatku bardzo silnej „flanderyzacji”. Sprawia to, że niezwykle trudno się z nimi utożsamiać lub czuć cokolwiek innego poza znużeniem, gdy kolejny raz z własnej winy wpadają w kłopoty.

„Big Mouth” w trzy sezony doszedł do punktu, który „Simpsonom” zajął kilkanaście lat. Serial Netfliksa zaczął bezczelnie kopiować siebie i innych.

Większość najbardziej zagorzałych krytyków „The Simpsons” wskazuje na trzy elementy serialu, które dominują nad produkcją telewizji Fox. Po pierwsze będzie to pogoń za celebryckimi cameo i meta-humorem, po drugie brak racjonalnie zachowujących się bohaterów zbliżonych do tego, jak w prawdziwym świecie reagują ludzie, a po trzecie powtarzanie własnych pomysłów sprzed lat. A wszystko to można zaobserwować w 3. serii Netfliksa.

„South Park” zrobił znacznie ciekawsze epizody o tworzeniu rankingu najładniejszych dziewczyn i szkolnym musicalu, a „Big Mouth” ściąga też od kilku innych produkcji animowanych. A co gorsza zdaje się też nieudolnie powtarzać własne motywy, tak jakby twórcy zatracili już możliwość powrotu do pierwotnych wersji swoich bohaterów, ale wiedzieli, że tylko to może uratować serial. Nowy sezon „Big Mouth” kończy się zresztą w najbardziej banalny sposób, który wykorzystują wszystkie produkcje niemające na siebie pomysłu (tak, patrzę na ciebie „Stranger Things”), czyli rozbija przyjaźń swoich postaci i rozsyła ich po różnych stronach świata.

Naprawdę nie daje mi to nadziei na przyszłość. Bo przecież animacja Netfliksa nigdy nie była też przesadnie zabawna, a 3. sezon jest pod tym względem gorszy od poprzedników. Ba, doszliśmy do momentu, w którym nawet „Rozczarowani” bawią skuteczniej. A to naprawdę przerażająca wizja.

Nowy sezon „Big Mouth” można już oglądać w całości na Netflix Polska.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

17 odpowiedzi na “Jeśli lubicie „Big Mouth”, to przepraszam, ale oglądacie najgorszy w historii serial animowany dla dorosłych”

  1. Co za jebany kutas to pisał.
    Co za spierdolina umysłowa odwarzyła sie pisać takie rzeczy o big mouth. Apeluje by ta redakcja wyjebała na zbity pysk tego kto to pisał

  2. Wiecie, pierwszy odcinek był o masturbacji do zegarka babci kolegi gdy kolega śpi obok i spuszczenia się w spodnie gdy dziewczyna pociera się o swoje krocze. Ten poziom był mniej więcej utrzymany od pierwszego odcinka – celem serialu jest gadanie o tabu i normalizacji tematów o seksie w jak najbardziej banalny i prosty sposób. Jeżeli ktoś szuka nowego Bojacka tutaj, to rzeczywiście może się rozczarować

  3. Moim zdaniem to przebija bojacka o jakieś dwa razy. Bo Bojackowi nie da się współczuć i przez większość czasu widz mu nawet nie kibicuje i wychodzi z założenia, że sam sobie zapracował ten ludziokoń na swój smutek. Bojacka ratują postacie takie jak Carolyn Diane. Z kolei big mouth jest wulgarny owszem, ale jest o dzieciakach, które nie ogarniają co się z nimi dzieje, ale ich emocjonalność i osobowości pozwala się utożsamiać i dopingować gnojkom, mającym na tyle rigiczu, że potrafią dostrzegać własne błędy. Bojack to show o bogaczach z problemami, a BM o dzieciakach z problemami. A jeśli chodzi o depresję Bojacka to znacznie lepiej depresja jest przedstawiana w choćby Ricku i Mortym, a nawet F is for Family ma lepszą podstawę do pokazania zmarnowanych szans bohaterów niż Bojack.
    Plus wydaje mi się, że recenzent nie do końca wyczuwa o co z tą cała magią chodzi. Odcinek o herosach był dobrym spojrzeniem na nieco autystycznego Caleba, którego postać zapewne będzie rozwijana w następnym sezonie. Odcinek z naziolami pokazał społeczność inceli, a ten z kuzynką jest idealnym nawiązaniem do gówniarskiego “kto kuzynki… Ten nie znazna życia w niebie”.

  4. Trochę słabe jest… Ale to co napisałeś
    Trochę smutne jest to że ta strona jest tworzona przez takie “klikbejtowe” (nie lubię tego słowa, ale tu pasuje) tytuły artykułów, które do tego są gówno warte . Może powinieneś zmienić pracę? :)

  5. Skąd wy bierzecie tych redaktorów?
    Chodzicie po pubach i jak znajdziecie typka który wszystkim działa na nerwy bo gada takie śmieci , że nikt go nie może słuchać. To stwierdzacie tak! To masz nowy redaktor!
    Dawno tak absurdalnej recenzji nie czytałem.

  6. Big mouth to nie jest jakieś mistrzostwo, no ale bojack to dopiero jest kaszana… Także jeśli autor lubi bojacka to przykro mi ale podnieca się zwykłym gównem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...