Czytanie Bolesława Chromrego boli. Ale to bardzo dobrze. „Pozwólcie pieskom przyjść do mnie” – recenzja

Recenzja/Książki 02.10.2019
Nasza ocena:
Czytanie Bolesława Chromrego boli. Ale to bardzo dobrze. „Pozwólcie pieskom przyjść do mnie” – recenzja

Czytanie Bolesława Chromrego boli. Ale to bardzo dobrze. „Pozwólcie pieskom przyjść do mnie” – recenzja

2/5 prztyczków w stronę zastanej rzeczywistości, 2/5 ironicznych komentarzy o własnym pokoleniu i 1/5 akcji. A do tego nadprogramowo depresja i słodkie pieski. Taki przepis miał Bolesław Chromry na swoją debiutancką powieść.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Która bardziej jest litanią sarkastycznych komentarzy niż kipiącą od akcji historią. Jednak wierzę, że dokładnie taki był zamysł.

Dla tych, którzy nie nadążają za internetami: Bolesław Chromry to pseudonim autora powieści graficznych, grafika, copywritera i twórcy niezwykle popularnego Fanpage’a. Znajdziecie na nim satyryczne (czy na pewno?) czarno-białe, ponure grafiki. Cała masa zabawnego i bolesnego contentu.

Chromry sam jest członkiem klasy kreatywnej, o której pisze w książce. W tej samej klasie obsadza swoich głównych bohaterów: Bartka i Dorotę. Małżeństwo artystów mieszka razem ze swoim pieskiem zwanym Gizmo na Pradze-Północ, gentryfikującej się dzielnicy Warszawy. Chromry opowiada o nich z ironią, komentując, niekiedy z pogardą, niemal każdy aspekt ich życia, wszelkie wybory, od konsumenckich po życiowe, ich pragnienia, dążenia, ciuchy – wszystko. Używa do tego dość męczącej narracji, w której brakuje czasu na oddech. Strumień narratora czasem jest tak wartki i zawiły, że niejednokrotnie gubi główny wątek, meandrując pomiędzy kolejnymi dygresjami.

boleslaw chromry pozwolcie pieskom przyjsc do mnie recenzja

Czytanie Bolesława Chromrego, tak jak oglądanie jego satyrycznych grafik, w jakiś sposób uwiera. A na koniec zostawia z uczuciem pustki i niewiedzy, co dalej z tymi informacjami zrobić.

Podawane przez Chromrego refleksje, choć oczywiste, są bardzo trafnie sformułowane, czytelne i proste do odkodowania dla innych przedstawicieli naszego pokolenia. Dlatego tak gryzą.

Fabuła książki „Pozwólcie pieskom przyjść do mnie” na początku przypomina zwykłą opowiastkę o typowych przedstawicielach grupy wiekowej 30+, członkach klasy kreatywnej, którzy przeprowadzili się do Warszawy z mniejszego miasta między innymi po to, by szukać dróg kreatywnego rozwoju. Para raczej unika towarzyskich spędów. Za to nie może oprzeć się weekendowej rozrywce, jaką są odwiedziny bazaru na Namysłowskiej. „Debbie Harry z marudnym Adrienem Brodym podążają na Namysłowską” – pisze o nich autor.

I gdy tak fabuła przez większość powieści rozwija się raczej wolno (m.in. przez liczne dygresje narratora), w pewnym momencie, dopiero na sam koniec, następuje prawdziwe zawiązanie akcji, potem punkt kulminacyjny i… koniec. Delikatne przesunięcie proporcji i przyśpieszenie zawiązania akcji mogłoby pomóc opowieści. Ale może tak jak w kwestii sposobu narracji – to również był zamysł autora. By wkurzyć, zirytować, by nie zawsze było wygodnie. Jeśli tak – udało się.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...