160 mln dol. poszło na ten film, a Robert De Niro w „The Irishman” od Netfliksa wygląda jak z gry wideo. Co poszło nie tak?

Felieton/Film 26.09.2019
160 mln dol. poszło na ten film, a Robert De Niro w „The Irishman” od Netfliksa wygląda jak z gry wideo. Co poszło nie tak?

160 mln dol. poszło na ten film, a Robert De Niro w „The Irishman” od Netfliksa wygląda jak z gry wideo. Co poszło nie tak?

26 września, czyli około dwa miesiące przed premierą w Netfliksie „Irlandczyk” Martina Scorsese doczekał się nowego oficjalnego zwiastuna. Film prezentuje się wspaniale. Prawie. Niepokojąco wygląda w nim CGI wykorzystane w procesie „odmłodzenia” Roberta De Niro.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Gdyby jeszcze były to obrazki z surowej wersji filmu „Irlandczyk”, byłbym w stanie pominąć ten fakt i poczekać na wersję finalną.

Ale niestety, twarz Roberta De Niro, która wygląda jakby została wyjęta z gry „Call of Duty” na Playstation 3, została zaprezentowana światu w oficjalnym zwiastunie mocno wyczekiwanego filmu Netfliksa.

Jeśli budżet „Irlandczyka” wnosiłby 60 mln dol. to też w sumie byłbym w stanie to zaakceptować i skupić się na tym, czy film będzie dobry. Tymczasem „Irlandczyk” kosztował 160 mln dol. I są to oficjalne koszta. Nieoficjalnie mówi się, że budżet nowego filmu Scorsese mógł wynieść nawet 200 mln dol.(!). To poziom wielkich widowisk o superbohaterach. „Avengers” kosztowali niewiele więcej. Za 200 mln dol. James Cameron nakręcił „Titanica”.

Do tego sam Martin Scorsese wielokrotnie wspominał, że CGI, użyte do procesu cyfrowego odmłodzenia postaci granych przez Roberta De Niro, Ala Pacino i Joe Pesciego, odgrywa bardzo ważną rolę w filmie, a nie jest jedynie bajerem na drugim planie. Wedle reżysera ma to być istotny czynnik służący mu w opowiedzeniu historii Irlandczyka na przestrzeni wielu dekad. A jeśli ma to wyglądać tak, jak możemy zobaczyć na zwiastunie, to znaczy, że możemy mieć problem z immersją ze światem przedstawionym.

Domyślam, że tzw. de-aging proces jest stosunkowo nową gałęzią sztuki grafiki komputerowej w filmach. Nie jest to zapewne łatwy kawałek chleba. To z pewnością skomplikowany i złożony proces, wymagający precyzji i żmudnego dopracowania.

Tym niemniej można go przeprowadzić z sukcesem. Studiom należącym do Disneya już kilka razy udało się to całkiem nieźle. Wystarczy wspomnieć „Łotra 1”, gdzie mogliśmy zobaczyć naniesione cyfrowo twarze aktorów Petera Cushinga (Grand Moff Tarkin) i Carrie Fisher (ksieżniczka Leia) na innych aktorów.

Jeszcze lepiej poradziło sobie z tym Marvel Studios. W „Strażnikach Galaktyki vol. 2” cyfrowo odmłodzono Kurta Russela, wykorzystując jego wizerunek z początku lat 80. W „Kapitan Marvel” jednym z nielicznych jasnych punktów był odmłodzony Samuel L. Jackson (w procesie wykorzystano jego twarz z filmu „Negocjator”.

Nie jest tak, że Scorsese nie dostał wystarczających pieniędzy, by podobnie sprawnie przeprowadzić proces de-agingu. To on zresztą podniósł budżet „The Irishman” do tak ogromnych rozmiarów. Z tego powodu też praktycznie każda wytwórnia filmowa odpuściła sobie ten projekt, tym bardziej, że czas trwania „Irlandczyka” sprawia, że wątpliwym jest, by był on w stanie cokolwiek na siebie zarobić w dystrybucji kinowej.

Proces de-agingu był też jednym z głównych powodów przesuwania premiery filmu Scorsese. Reżyser tłumaczył to tym, że pracuję nad jak najlepszym dopieszczeniem CGI. No, a potem dostajemy obrazek De Niro ukazany powyżej. Trudno się dziwić, że można czuć rozczarowanie. Tym bardziej, że nadal stawiam Scorsese w moim prywatnym Top 3 reżyserów wszech czasów. Dziwi mnie, że nie tylko nie dopracował tego procesu w większym stopniu, ale też, że wypuścił go w świat.

I to nie jest tylko moja opinia.

Gdy tylko w świat poszły pierwsze screeny na Twitterze „The Irishman” i już po premierze zwiastuna, internet zaroił się od wyrazów niezadowolenia, obaw i przede wszystkim ciętej (jak to zawsze w sieci) ironii i kpiny.

W tym wypadku, niestety, jak najbardziej na miejscu.


Oczywiście nie oznacza to, że „Irlandczyk” jest totalnie spisany na straty. Nadal wierzę, że to będzie znakomite kino.

Poza nieszczęsnym CGI z samego zwiastuna można gołym okiem zobaczyć, że film będzie wyglądał przepięknie. Zdjęcia Rodrigo Prieto są wspaniale nasycone, kolory są przebogate. Jestem w stanie w ciemno stwierdzić, że sama tylko reżyseria Scorsese rozłoży nas na łopatki. Nie wspominając już o obsadzie. Liczę też, że ponownie spotkanie tria z „Chłopców z ferajny” (De Niro-Pesci-Scorsese nie będzie tylko gestem bazującym na nostalgii kinomanów.

„Irlandczyk” będzie miał swoją kinową premierę w limitowanej dystrybucji już 1 listopada tego roku. 27 listopada film zadebiutuje na Netfliksie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Scorsese nie kończy z robieniem filmów po „Irlandczyku”. Wiemy, kiedy zacznie pracę nad „Killers of the Flower Moon”

Martin Scorsese w ostatnich latach zdecydowanie nie próżnuje. Słynny reżyser tworzy filmy fabularne i dokumentalne, a zwieńczeniem jego pracowitego okresu jest „Irlandczyk”. Nic nie wskazuje jednak na to, że Scorsese ma zamiar zatrzymać to zabójcze tempo. Już na początku następnego roku wejdzie na plan „Killers of the Flower Moon”.

News/Film 03.12.2019

Dołącz do dyskusji (13)

47 odpowiedzi na “160 mln dol. poszło na ten film, a Robert De Niro w „The Irishman” od Netfliksa wygląda jak z gry wideo. Co poszło nie tak?”

  1. Szczerze? Czepialstwo. Dla mnie liczy się KINO i historia/scenariusz, nie CGI. Co z tego, ze Marvel czy Disney odmłodzili super Fisher i Jacksona, skoro w obu filmach scenariusz kulał bradzo.

    • Nikt tak nie twierdzi – w „Irlandczyku” grają Pesci, Pacino i De Niro, a film robi Scorsese. W „Chłopcach z ferajny” grali m.in. Pesci i De Niro, a film robił Scorsese. Więc tak, mamy tu spotkanie trio z „Chłopców…”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...