Żałuję, że „Korona królów” nie ma większego budżetu. Bo to jeden z najciekawszych seriali jesiennej ramówki telewizji

Felieton/Seriale 18.09.2019
Żałuję, że „Korona królów” nie ma większego budżetu. Bo to jeden z najciekawszych seriali jesiennej ramówki telewizji

Żałuję, że „Korona królów” nie ma większego budżetu. Bo to jeden z najciekawszych seriali jesiennej ramówki telewizji

„Korona królów” w momencie premiery została wyśmiana przez wszystkich miłośników seriali z wysokiej półki. Stan produkcji na początku 3. sezonu prezentuje się znacznie lepiej, niż można było się spodziewać. Dlatego tym bardziej żałuję, że tworzy go TVP, bo z większym budżetem i w lepszych rękach moglibyśmy dostać hit.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Nie ma sensu przekonywać kogokolwiek, że „Korona królów” od samego początku była produkcją godną oglądania. Oczywiście tak nie było. Pierwsze zdjęcia z planu pokazane widzom tuż przed premierą telenoweli przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Żarty i porównania do „polskiej Gry o tron” były jednocześnie całkowicie zrozumiałe i absolutnie nie na miejscu. Bo choć ograniczony budżet w rękach sprytnych twórców i prawdziwych artystów potrafi stać się zaletą, to zawsze będzie przeszkodą w dorównaniu największym blockbusterom w kinie czy telewizji.

Twórcy i aktorzy z „Korony królów” zdawali sobie przy tym sprawę ze słabości ich dzieła w początkowym okresie. W nieoficjalnych wypowiedziach przyznawali, że zawiodła choćby scenografia i kostiumy, dlatego to właśnie je naprawiono w pierwszej kolejności. W dłuższej perspektywie poszły za tym również usprawnienia w scenariuszu i ogólnej estetyce. Oczywiście nadal nie mogliśmy mówić o serialu wyróżniającym się z powszechnej szarości polskiej telewizji.

Wszystko dlatego, że „Korona królów” była typową telenowelą pod płaszczykiem produkcji historycznej. To się jednak zaczęło zmieniać.

Zestawienie stylu, dynamiki i różnorodności scen między zwiastunami 1. a 3. sezonu serialu nie pokazuje nawet w ułamku rozwoju „Korony królów”. A to w równej mierze zmiana jakościowa co mentalna. Serial TVP w końcu zaczął traktować historię bardziej całościowo – jako zbieżność różnych wydarzeń, postaci i interesów. A losy Polski przestały być pokazywane jak dzieje narodu wybranego, a zamiast tego postanowiono bardziej na rozwój państwowości w kontekście rodzenia się innych europejskich potęg.

Trudno powiedzieć, czy polityczno-ideologiczny nacisk szefów telewizji zelżał, czy może scenarzyści postanowili wykorzystać potencjał przełomu XIV i XV wieku. W 1. sezonie widzowie mogli żyć losami Kazimierza Wielkiego i jego najbliższych tak jakby byli rodziną Lubicz czy Mostowiaków. Nie czuć było w tym ani realizmu, ani zgodności historycznej. Wszystko odbywało się w sposób tak przeraźliwie sztuczny i wymuszony, że nawet w najbardziej melodramatycznych scenach wiało nudą.

Na początku 3. sezonu mamy do czynienia z sytuacją diametralnie inną. Widzowie otrzymują kilka głównych wątków, które rozgrywają się na terenie Korony, Litwy, Węgier i dworu Habsburgów. Świat przedstawiony w serialu żyje, a relacje między bohaterami mają sens. Wciąż jest ich zdecydowanie za dużo, bo telenowelowa estetyka zakłada wiele postaci, u których pozornie dzieje się wiele a tak naprawdę nic ważnego. W odmienionej „Koronie królów” to przeszkadza i wprowadza zamęt, ale lepiej irytować się z chaotycznego scenariusza niż zasypiać w piątej minucie serialu. Szkoda tylko, że dalej raczej nie będzie lepiej.

„Korona królów” niestety doszła do szczytu swoich możliwości. Nie jest już telenowelą w czystej postaci, ale też nie może się nazywać produkcją z prawdziwego zdarzenia.

Pod wieloma względami polska produkcja poszła zdecydowanie do przodu. I mówiąc całkiem szczerze, na tle przeraźliwie biednego i niepokojąco odtwórczego krajobrazu jesiennej ramówki prezentuje się całkiem interesująco. Telewizja Polska postawiła tylko na reality show, a TVN kontynuuje kiczowate seriale kryminalne, w których tyle suspensu, co w szklance wody. O Polsacie od dawna nie można zaś mówić jako o domu poważnych produkcji wieloodcinkowych.

Przeciętny widz ogólnodostępnej telewizji jest więc prawie w całości pozbawiony dobrych, polskich seriali. Można oczywiście machnąć ręką i przenieść swoje zainteresowanie w całości na dzieła HBO czy Canal+ albo w ogóle porzucić tradycyjną wizję na rzecz streamingu. Nie warto jednak nie doceniać siły przekazu i zasięgów telewizji publicznej. Wyniki oglądalności „Korony królów” czy „Zniewolonej” pokazują, że nie ma sensu propagować mitu o wyświetlaniu ich „dla beki”. To naprawdę są niesamowicie popularne produkcje. Dlatego lepiej, żeby Polacy oglądali dobre niż fatalne seriale. Interesujące historie a nie sztampowe opowiastki. Dzieła na wysokim poziomie realizacyjnym, zamiast seriali składających się w całości ze statycznych scen zamkniętych w czterech ścianach.

Do tego potrzebny jest jednak spory budżet i wyobraźnia, a TVP brakuje jednego i drugiego.

W jednym z pierwszych odcinków 3. sezonu „Korony królów” pokazana zostaje całkiem przyzwoita i długa jak na polskie warunki scena batalistyczna między oddziałem Krzyżaków i siłami Kiejstuta Giedyminowicza. Niestety, na podobne momenty twórcy mogą sobie pozwolić niezwykle rzadko. Za bardzo wciąż uciska ich też kołnierz ideologiczny, dlatego muszą z uporem maniaka pokazywać nudne scenki z małą Jadwigą, a znacznie mniej poświęcić na ciekawe polityczne gry między królem Ludwikiem Węgierskim a polskimi możnowładcami czy spór o władzę nad Litwą.

Wszystkie te wydarzenia, a także konflikt z coraz mocniejszym Zakonem Krzyżackim doskonale nadają się na serial historyczny, który przekonałby nawet fanów najlepszych dzieł tego typu. W ostatnim czasie dużo mówi się o promowaniu Polski i naszej historii na świecie, ale my nie potrafimy tego robić nawet wśród swoich. „Korona królów” nigdy nie mogła być „Grą o tron”, ale to nie znaczy, że nie miała szans stać się naprawdę dobrym serialem. Jej potencjał naprawdę rósł z każdym sezonem. Ale najwyraźniej obecnie nie czas na to i nie miejsce.

Teksty, które musisz przeczytać:

Piłsudskiego widzicie w kinie częściej niż na lekcjach historii? Polskie filmy historyczne po prostu lubią nudę i powtarzalność

Dwa filmy w obu gra Borys Szyc, a jednym z bohaterów jest Józef Piłsudski. Brzmi jak temat wypracowania szkolnego na lekcję historii lub języka polskiego? Nie, to raczej codzienna rzeczywistość polskiego widza, który co chwila jest raczony kinem historycznym na kilka wybranych tematów. Dlaczego ten gatunek tak bardzo lubi powtarzalność?

Felieton/Film 26.09.2019

Dołącz do dyskusji (16)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...