Skąd wzięli się Yoda i Muppety? Kukiełki coraz częściej wracają do kina i nie przeszkadza im rozwój technologii

Artykuł/Film 11.09.2019
Skąd wzięli się Yoda i Muppety? Kukiełki coraz częściej wracają do kina i nie przeszkadza im rozwój technologii

Skąd wzięli się Yoda i Muppety? Kukiełki coraz częściej wracają do kina i nie przeszkadza im rozwój technologii

Choć doszliśmy do perfekcji w animacji tradycyjnej i tej generowanej komputerowo, możemy zaobserwować powolny, ale widoczny, renesans postaci kukiełkowych w serialach oraz hollywoodzkich superprodukcjach. Spróbujmy się więc przez chwilę zastanowić nad fenomenem lalkowych postaci.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Na początek warto zaznaczyć, że fenomen kukiełek rozpoczął się na dobrą sprawę od przypadku, albo, jak kto woli, odpowiedniego zrządzenia losu. Właściwie od momentu powstania mupetów stworzonych przez Jima i Jane Hensonów w 1955 roku, samodzielnie zmonopolizowały one produkcje kukiełkowe. Jednak w latach 70. stały się popularne na całym świecie. Szybko osiągnęły status celebrytów i fenomenu popkultury. Ale też stanowiły, mimo wszystko, niszę.

I dopiero pod koniec lat 70., trochę nieświadomie, George Lucas otworzył przed kukiełkami wrota do masowej wyobraźni.

Wszystko to za sprawą ograniczeń budżetowych i technologicznych, które sprawiły, że twórcy „Imperium kontratakuje” podczas zdjęć w 1979 roku zdecydowali się skorzystać z pomocy Franka Oza, który tchnął życie w postać mistrza Yody. Gdyby „Imperium…” powstawało 10-15 lat później, Yoda od początku byłby animowany komputerowo.

Zresztą Lucas nigdy nie ukrywał, że był sfrustrowany ograniczeniami technologicznymi przy produkcji klasycznej trylogii „Gwiezdnych wojen”. Jego oryginalna wizja była od samego początku bliska temu, jak ostatecznie wyglądała ociekająca do przesady CGI trylogia prequeli. Co więcej – przy okazji specjalnego wydania DVD „Mrocznego widma” oryginalnie kukiełkowy Yoda został zastąpiony wersją CGI, która zresztą występowała w całości generowana komputerowo w kolejnych dwóch odsłonach prequeli.

Zostawiając jednak gdybania na boku, wraz z premierą „Imperium kontratakuje” Yoda z miejsca stał się postacią kultową i spotkał się z uwielbieniem niemalże każdego fana X muzy.

Kukiełkowy Yoda stał się punktem wyjścia, do dzisiaj będąc popkulturowym bohaterem i ikoną internetowych memów.

yoda memy

Ile z tego jest prawdziwej sympatii i uwielbienia dla szlachetności pracy żywych ludzi obsługujących kukiełki, a ile sentymentu? Popkulturowe życie kukiełek, nawet po ogromnym sukcesie „Gwiezdnych wojen” (w „Powrocie Jedi” Lucas zaserwował fanom jeszcze więcej kukiełek i ludzi poprzebieranych w kostiumy kosmicznych stworzeń), wcale nie weszło na „wyższy poziom”. Zaczęły wprawdzie pojawiać się filmy kinowe z Muppetami, a także obrośnięty kultem „Ciemny Kryształ”, który jednak nie stał się jakimś wielkim przebojem kasowym. W 1989 roku Peter Jackson pokazał światu film „Przedstawiamy Feeblesów”, z tymże ta produkcja była raczej mroczną satyrą na mupety i świat mediów, przeznaczoną dla dorosłego widza.

Na przełomie lat 80. i 90. zaczęły się pojawiać ciekawe mutacje filmów kukiełkowych w postaci animacji poklatkowych, w których, dzięki żmudnej pracy animatorów, do życia powoływane były figurki postaci. Filmy typu „Miasteczko Hallowen”, później „Wallace i Gromit (wykorzystujące ludzi ulepione z plasteliny) czy nawet całkiem niedawne produkcje Wesa Andersona („Fantastyczny pan Li” czy „Wyspa psów”) to jednak trochę inny typ animacji i kukiełek niż Yoda czy bohaterowie „Dark Crystal”.

Ten ostatni zresztą nieoczekiwania powrócił na popkulturowe radary w postaci całej serii „Dark Crystal” przygotowanej dla Netfliksa. Od lat Hollywood coraz częściej świadomie odchodzi od tylko i wyłącznie CGI na rzecz, przynajmniej częściowych, prawdziwych planów i rekwizytów.

Na planie serialu Netfliksa Dark Crystal: Age of Resistance

Co też jest ważne, bo po prequelach „Star Wars” Lucasa, na początku XXI wieku można było odnieść wrażenie, że lada moment cała Fabryka Snów przerzuci się na CGI, jeśli chodzi o kostiumy czy budowę planów, a prawdziwi (pewnie też do czasu) aktorzy będą jednym realnym tworem

Mimo wszystko zastanawiam się, czy widownia rzeczywiście łaknie tego typu produkcji?

Starsze pokolenie widzów, wychowane na kukiełkowym Yodzie czy pierwszym, filmowym „Dark Crystal”, zapewne nadal czuje sentyment do tego typu postaci i zawsze będzie uważać, że są o wiele bardziej „prawdziwe”, „żywe” i szlachetniejsze niż bezduszne CGI. Ciekawe jednak, czy tak samo patrzą na to młodsze pokolenia, wychowane na komputerowych dinozaurach z pierwszego „Jurassic Park” i tym bardziej te następne, pochłaniające produkcje w CGI w ilościach hurtowych.

Nie piszę tego złośliwie, bo mam wielki szacunek do tej sztuki, pracy lalkarzy, w procesie tworzenia ruchu postaci lalkowej jest coś równie magicznego i nieuchwytnego jak w realistycznie wyglądających bohaterach zrodzonych w komputerach. Zresztą w obu przypadkach w procesie powstawania biorą udział ludzie. Dziś komputery wspomagają lalkarzy na planie, choćby tylko poprzez usuwanie ich z tła, tak by dla widza widoczne były tylko lalki.

Osobiście jestem za tym, by kukiełek i prawdziwych planów w Hollywood było coraz więcej.

Póki co, nie licząc wspomnianych wyżej filmów oraz opartego na nostalgii wykorzystywania lalek i mechanicznie poruszanych postaci w nowych „Gwiezdnych wojnach” przez J. J. Abramsa, kukiełki stanowią niszę. A to jednak zawsze powiew świeżości, gdy w kontrze do CGI możemy zobaczyć na dużym i małym ekranie nie tylko cyfrowe, ale i „prawdziwe” stworzenia.

W tym kontekście ruch Netfliksa, by przywrócić do życia „Ciemny kryształ” jest na pewno godny pochwały. Ciekawi mnie jednak, jak się on obejrzał i czy w ogóle młodszy widz był nim zainteresowany. Bo to, że „Dark Crystal” wygląda niesamowicie i po prostu pięknie, może okazać się drugorzędną sprawą. Właściwie żadna poklatkowa animacja, choć jest piękna, a praca animatorów budzi szacunek, wielkim przebojem i obiektem kultu (no może poza „Miasteczkiem Halloween”) się nie stała. Być może ów serial rozpocznie nową modę/erę i zdecydowanie bardziej otworzy Hollywood na „lalkowe” produkcje?

Teksty, które musisz przeczytać:

„The Mandalorian” to taki western w uniwersum „Star Wars”

Na serial „The Mandalorian”, czyli pierwszą aktorską produkcję w odcinkach osadzoną fabularnie w odległej galaktyce, czekałem bardziej niż na nowy epizod sagi „Star Wars”. Czy warto było? I tak, i nie. Dostaliśmy gwiezdnowojenny western z potencjałem, ale bez pewności, czy ten zostanie wykorzystany.

Recenzja/Seriale 12.11.2019

Dołącz do dyskusji (1)

14 odpowiedzi na “Skąd wzięli się Yoda i Muppety? Kukiełki coraz częściej wracają do kina i nie przeszkadza im rozwój technologii”

  1. Obejrzałem pierwszy odcinek Czarnego Kryształu i… niestety meega nudna historia i dłużące się sceny. Może kiedyś zobaczę resztę odcinków, ale na razie nic z tego.
    Sceny są ładnie zrealizowane, CGI wygląda ładnie, kukiełki są szczegółowe, choć stylizacja kukiełek raczej odpychająca i obrzydliwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...