Od prostytucji na ulicy do milionów dolarów. „Kroniki Times Square” są zbyt łaskawe dla branży porno

Felieton/Seriale 10.09.2019
Od prostytucji na ulicy do milionów dolarów. „Kroniki Times Square” są zbyt łaskawe dla branży porno

Od prostytucji na ulicy do milionów dolarów. „Kroniki Times Square” są zbyt łaskawe dla branży porno

„Kroniki Times Square”, gdy tylko wylądowały w HBO GO, zachwyciły mnie realizmem i podejściem do tematu pornografii. Dzisiaj serial zaczyna swój finałowy sezon i widać jasno, że produkcja bardzo się zmieniła.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Kroniki Times Square” w 1. serii zabierają nas do lat 70. XX wieku. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że unurzana w brudzie ulic i seksu za pieniądze historia to tak naprawdę opowieść o prostytucji i trudnych warunkach bytowych. A jednak wraz z każdym kolejnym sezonem coraz bardziej widać, jak kompleksowa jest to opowieść.

Kroniki Times Square” skupiają się bowiem na rozwoju porno-biznesu.

Pokazują go od strony prostytutek, które zaczynały grać w filmach dla dorosłych, reżyserów, producentów i wszystkich tych, którzy brali udział w ich powstawaniu. Serial, prowadząc przez te początki branży porno, nie szczędzi nam brutalności i grozy pracy na ulicy. Dziewczyny są bite przez swoich stręczycieli, cały czas są świadome, że może spotkać je straszliwa śmierć lub kalectwo – czego przykłady również widać w serialu.

Kroniki Times Square s03

Kolejne sezony pokazują nam, jak filmowcy z kina dla dorosłych stawiają coraz pewniejsze kroki, jak branża się profesjonalizuje, gdy coraz powszechniejsze stają się kasety VHS, jak zmienia się krajobraz tego biznesu. Niestety, 3. seria trochę się w tym wszystkim zagubiła. Po zobaczeniu 3 pierwszych epizodów widać jasno, że twórcom „Kronik…” uciekło coś bardzo ważnego.

Dzisiaj branża porno jest bardzo potężna. I chociaż coraz częściej kwestionuje się, że może być warta 100 mld dolarów, to nie ulega wątpliwości, że ma ogromny wpływ na nas wszystkich. Nawet osoby zapierające się, że nigdy nie włączyły tego typu strony musiały słyszeć o wielkich akcjach marketingowych i PR-owych prężnych serwisów.

Swobodnie można powiedzieć, że pornografia trafiła do mainstreamu i coraz rzadziej jest czymś wstydliwym.

Jednocześnie coraz więcej mówi się o jej szkodliwym wpływie, coraz mniej jest hurraoptymizmu, który towarzyszy przeobrażeniom społecznym. Jednak nie jest celem tego tekstu dyskusja o pornografii, a to, jak „Kroniki Times Square” w 3. sezonie przeżuwają ten temat. Nikt nie oczekiwał od twórców, aby pokazywali nam w stosunku 1:1 czasy, o których opowiadają. Tu dostajemy coś pokroju success story – w ostatniej serii bohaterki i bohaterowie łapią drugi oddech lub docierają na dostępne dla nich szczyty kariery.

Kroniki Times Square

Bardzo niewiele miejsca poświęcono tutaj konsekwencjom ich działań.

Kariera w porno-biznesie wydaje się niemal spełnieniem marzeń, afirmacją cielesności i wolności. W pierwszych trzech odcinkach nie ma już tego brudu, który towarzyszył pierwszej serii. Jasne, miasto jest niebezpieczne, opisywana branża nie jest może spełnieniem marzeń, ale „Kroniki Times Square” przestały zachowywać równowagę.

Co prawda choćby w postaci Lori (portretuje ją świetna Emily Meade) widać, że pornografia – nawet ta z najwyższej produkcyjnej półki – ma też ciemniejsze strony. Niestety, ruchy mówiące o tym, że „filmy dla dorosłych” prowadzą do uprzedmiotowienia zwłaszcza kobiet są tu zaledwie zarysowane. A jak podaje Karolina Lewestan w tekście „Gang bang na mózgu. Dlaczego bać się porno?“, sprzeciw był dla feminizmu jedyną drogą, jeśli chodzi o pornografię.

Dziwi mnie, że produkcja, która tak dokładnie pokazywała konsekwencje prostytucji, dokładnie badała zależności finansowe, polityczne i społeczne rodzącej się masowej pornografii, nie podejmuje odważniej konsekwencji drogi, w jaką ta zmierza. Dziwi zwłaszcza ten optymizm. Bo „Kroniki Times Square” pokazują trendy (na przykład pornografia amatorska), ale robią to raczej na zasadzie dowcipu, zabawnej gry z widzem, a nie konsekwencji, które niesie.

Bardzo liczę na to, że „Kroniki Times Square”, których 1. odcinek 3. sezonu wylądował dzisiaj w HBO GO, pokażą jeszcze na co je stać i rozwieją wszystkie moje wątpliwości.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...