Sacha Baron Cohen jako najsłynniejszy agent Mosadu. Recenzujemy „The Spy” od Netfliksa

Recenzja/Seriale 09.09.2019
Nasza ocena:
Sacha Baron Cohen jako najsłynniejszy agent Mosadu. Recenzujemy „The Spy” od Netfliksa

Sacha Baron Cohen jako najsłynniejszy agent Mosadu. Recenzujemy „The Spy” od Netfliksa

Seriale historyczne cieszą się olbrzymią popularnością wśród fanów Netfliksa. Nowa produkcja tego typu zabiera widzów na początek lat 60. na granicę izraelsko-syryjską. To właśnie tam działał Eli Cohen – najsłynniejszy agent Mosadu – w którego w miniserialu wcielił się Sacha Baron Cohen. Jak wypadło nowe dzieło platformy?

Netflix nie zwalnia tempa produkcyjnego. Nowe seriale i filmy serwisu powstają z szybkością nieosiągalną innym usługom VOD, ale ilość nie zawsze przekłada się na jakość. Dlatego firma potrzebowała jakiegoś haczyka, który pozwoliłby jej udowodnić wysoki poziom swoich produkcji jeszcze przed ich premierą. Do tej postawiła na dwie strategie: gwiazdorskie nazwiska za i przed kamerą oraz silne wsparcie lokalnych twórców (według nowych badań w następnych latach Netflix wejdzie mocniej w Europę Wschodnią).

„The Spy” to miniserial, który modelowo pasuje do pierwszego z wymienionych planów. Produkcja jest bowiem sygnowana nazwiskiem Sachy Baron Cohena. To aktor znany przede wszystkim ze względu na swoje kontrowersyjne rolę, w które wcielał się jakby istniały naprawdę. Chodzi o Bruno, Ali G, a przede wszystkim Borata. Oprócz tego stworzył w zeszłym roku swój autorski program satyryczny „Who is America”.

„The Spy” od większości ikonicznych ról Cohena odróżnia nacisk położony na realizm i dramatyczność postaci.

Sześcioodcinkowy miniserial Netfliksa opowiada o losach Eliego Cohena. Mężczyzna urodził się w Egipcie, ale rodzice od początku wpajali mu tradycje wiary judaistycznej i kultury żydowskiej. Dlatego zaangażował się w działalność syjonistyczną i nie przeniósł się początkowo do Izraela jak reszta rodziny. O tych wydarzeniach „The Spy” wspomina jednak na marginesie głównego wątku. Akcja serialu rozpoczyna się na początku lat 60., gdy Mosad podejmuje decyzję o wysłaniu szpiega do Damaszku.

Wybór wywiadu pada na Cohena. Mężczyzna musi przejść rygorystyczne szkolenie, ale wszystkie bariery pokonuje z celującymi wynikami. Następnie zostaje wysłany do Argentyny, gdzie znajduje się silne środowisko emigracyjne Syryjczyków. Za pomocą wywalczonych tam kontaktów ma zdobyć możliwość wjazdu do wrogiego Izraelowi państwa.

Serial Netfliksa koncentruje się na pokazaniu postępującego rozdwojenia jaźni głównego bohatera.

Eli Cohen przez większość kolejnych lat żyje pod przykrywką Kamela Amina Thaabeta. Na co dzień funkcjonuje ze swoimi nowymi syryjskimi przyjaciółmi, ale cały czas nadaje, odkrywa kluczowe informacje szpiegowskie dla Izraela i zdradza ojczyznę, do której rzekomo należy. Wszystko to sprawia, że Cohen (tudzież Thaabet) żyje w ciągły poczuciu winy, które miesza jednak z dumną służbą dla Izraela. Tymczasem jego żona musi sobie radzić z wychowywaniem ich dzieci i coraz silniejszą samotnością.

Gideon Raff, showrunner produkcji, nie potrafi jednak nadać energii i poczucia ważności scen pokazującym jak najbliżsi Cohena cierpią przez jego nieobecności. I bynajmniej nie przez brak prób. Niestety, Hadar Ratzom-Rotem wypada wyjątkowo blado i jednowymiarowo w roli Nadii, żony Eliego. Lepiej radzi sobie Sacha Baron Cohen. Aktor kojarzony do tej pory z parodystycznymi rolami pokazuje, że jest w stanie udźwignąć ciężar głębokiej, psychologicznej roli.

the spy netflix

Obserwowanie go na ekranie jest zdecydowanie największą przyjemnością z seansów „The Spy”, bo gra Cohena jako jedyny element produkcji Netfliksa wybija się ponad przeciętność. Nie jest to pod żadnym pozorem złe dzieło. Zostało sprawnie nakręcone i napisane, ale brak w nim błysku i odrobiny wyobraźni. Wszystko tu trzyma się kurczowo jednostajnego stylu i tempa. Dobrze zobaczyć działalność szpiegowską bliższą realizmu niż to, co zazwyczaj mamy okazję oglądać na dużym i małym ekranie.

Twórcy produkcji nie dość mocno akcentują jednak wartość informacji zdobywanych przez Eliego Cohena (obecnie uznawanego za izraelskiego bohatera) i nie są w stanie pokazać prawdziwej tragedii jego poświęcenia. Niby wskazują na szkodliwość wojennego zacietrzewienia obu państw, które wyniszcza niewinnych, ale ich przesłanie jest jednocześnie naiwne i niewyraźne. Dlatego „The Spy” można polecić głównie fanom historii Bliskiego Wschodu i historii Izreala. Reszta widzów raczej może odpuścić sobie nowy miniserial Netfliksa.

„The Spy” jest już dostępne na największej platformie VOD.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...