Rotten Tomatoes przywitało ponad 600 nowych krytyków. Większość to kobiety

Felieton/Film 02.09.2019
Rotten Tomatoes przywitało ponad 600 nowych krytyków. Większość to kobiety

Rotten Tomatoes przywitało ponad 600 nowych krytyków. Większość to kobiety

Nieoczekiwanie i w imponującym stylu serwis Rotten Tomatoes dodał właśnie aż 600 nowych krytyków, których recenzje filmów będą agregowane i złożą się na oceny danych produkcji. Ponad połowę tej liczby stanowią kobiety. Nie jest to jednak najważniejsza zmiana.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Bardziej dokładne dane mówią o 55 proc. kobiet pośród 600 nowych krytyków. Nie jest to jednak jedyny wyróżnik dostawy „nowej krwi” do serwisu Rotten Tomatoes. 60 proc. z wspomnianej wyżej liczby stanowią freelancerzy. To jest o tyle istotne, że jako osoby niezwiązane z żadną redakcją na stałe mają z jednej strony szansę zaistnieć, a ich głosy/opinie zostać wysłuchane. Sprawia to również, że więcej niezależnych głosów, niezwiązanych z żadną linią jakkolwiek rozumianej polityki czy zależności danej redakcji będzie miało wpływ na kształtowanie filmowej rzeczywistości.

Ciągle jest wiele do zrobienia, ale dużo się już nauczyliśmy (…) Rotten Tomatoes przeznaczy także 100 tys do. na wspieranie upowszechniania i wspierania krytyki filmowej, m.in. na pokrywanie kosztów podróży na festiwale filmowe – mówi prezes Rotten Tomatoes, Paul Yanover.

W gronie 600 nowych krytyków znalazło się także miejsce (10% całości) na reprezentantów nowych form krytyki i recenzji, czyli osoby prowadzące podcasty oraz Youtuberów.

Co też jest bardzo istotnym (powiedziałbym, że wręcz spóźnionym) dodatkiem. W końcu w ostatnich latach wysyp podcastów i recenzji filmów, gier, muzyki i seriali na YouTube’ie jest na tyle zauważalny, że zapewne niemała liczba odbiorców to właśnie tam zapoznaje się opiniami na temat tworów popkultury. Na formy streamingowe przerzucili się nie tylko tacy znani i poważani dziennikarze filmowi jak Mark Kermode, ale też np. filmowiec Kevin Smith, który razem ze scenarzystą Markiem Bernardinem dzieli się z fanami swoimi przemyśleniami na temat popkultury.

Urokiem YouTube’a jest to, że nie zawsze natrafiamy tam na profesjonalne głosy, nie zawsze opinie te są warte wzięcia pod uwagę, ale też znam całą masę krytyków-amatorów, którzy nie tylko potrafią sprawnie ocenić dany film, ale też mają właściwą charyzmę, dobrą dykcję, sporą wiedzę filmową i to co najważniejsze – pasję. Wolę amatora-pasjonata niż zblazowanego krytyka, który po latach pisania do największych periodyków uważa, że pozjadał wszystkie rozumy. Tutaj wystarczy wspomnieć o Chrisie Stuckmanie, który na przestrzeni lat wyrósł z amatora na profesjonalistę. Albo np. Alachia Queen, która nadal pozostaje w domowo-amatorskich ryzach, ale najważniejsze jest to, że ma coś ciekawego do powiedzenia.

Czy krytycy są nam dzisiaj potrzebni?

To znaczy, moim zdaniem jest. Zwłaszcza jako osoba, która „odkodowuje” dany obraz dla innych, jako że ma często okazję obejrzeć go wcześniej, może też polecić bądź odradzić wyprawę do kina. No, ale części  wystarczy, że przeczytają wpis znajomego na Facebooku czy Instagramie o takim filmie. Coraz więcej obrazów ma też organizowane pokazy przedpremierowe, zarówno w kinach studyjnych, jak i multipleksach, otwarte dla „normalnych” ludzi. Tak więc zniknęła gdzieś ta „ekskluzywność” krytyka/recenzenta.

Zamiast tego, choćby ze względu na pojawienie się krytyki na YouTube’ie, wielu profesjonalnych recenzentów otworzyło się na ludzi, na publiczność, na dialog z odbiorcami. Elitaryzm przepoczwarzył się w egalitaryzm. I bardzo dobrze, bo dyskusja o sztuce czy popkulturze powinna być otwarta na jak najszersze grono. Nie ma nic gorszego niż garstka ludzi, która wygłasza swoje opinie na temat filmów, które oglądają wszyscy.

Warty odnotowania jest też fakt, że w przypadku tych najpopularniejszych filmów zdanie krytyków jest często ignorowane przez masy.

Co najwyżej, jeśli ocena na Rotten Tomatoes jest wysoka, producenci wykorzystają ją w spotach promocyjnych i na plakatach. Znakomite noty rzadko kiedy sprawiają, że dany film staje się sukcesem kasowym.

Z kolei fatalne opinie dziennikarzy też nie wpływają negatywnie na odbiór, wystarczy podać przykład filmu „Venom” sprzed roku, który przy fatalnej ocenie 29 proc., stał się jednym z najbardziej kasowych hitów wszech czasów, zarabiając ponad 800 mln dol. na całym świecie. „Aladyn” czy nowy „Król lew” też nie mieli wysokich not, ale nie przeszkodziło im to zarobić ponad miliarda dolarów globalnie.

Często opinia krytyków potrafi diametralnie różnić się od opinii widzów.

Krytyk jest potrzebny, by wskazać ludziom, który film jest dobry i warty obejrzenia, natomiast często widzowie nie mają potrzeby słuchać tych opinii i oceniają film wedle własnych kryteriów. A obecnie, gdy social media i cały internet stoją otworem przed opiniami każdego, kto tylko ma dostęp do sieci, rola krytyki tylko słabnie. I pewnie szkoda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...