Przesłuchałam nową płytę zespołu Tool i jestem nią bardzo zmęczona

Recenzja/Muzyka 30.08.2019
Nasza ocena:
Przesłuchałam nową płytę zespołu Tool i jestem nią bardzo zmęczona

Przesłuchałam nową płytę zespołu Tool i jestem nią bardzo zmęczona

Naprawdę nie jest łatwo wypracować opinię o płycie, na którą tyle ludzi i tak długo czekało. I nie chodzi o żadną presję. Raczej o otoczkę zbudowaną wokół tej premiery.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Lata oczekiwania (poprzedni album to „10,000 Days” z 2006 roku) podkręcanego przez samych członków zespołu, kpiny osób powątpiewających w to, że grupa faktycznie pracuje nad nowym materiałem. Nieobecność w streamingu, a potem uroczyste pojawienie się na nim dyskografii, której poszczególne kawałki trafiły na listy najczęściej odtwarzanych numerów. Co pozostanie, gdy obedrzemy „Fear Inoculum” z całej tej otoczki? Świetnie zaaranżowana i rzemieślniczo dobra płyta, która jednak nie wnosi nic nowego.

Czy nowy album zespołu usatysfakcjonuje wiernych fanów? Na pewno. Czy warto było na niego czekać kilkanaście lat? Pewnie warto. Ale czy przyniósł on jakiekolwiek zaskoczenie? Absolutnie nie. Brzmienie grupy Tool nie posunęło się ani o krok do przodu. Wręcz niektóre takty przypominają do złudzenia stare, sprawdzone zagrywki, zupełnie jakby były żywcem wyjęte z sesji nagraniowej do „10,000 Days” czy „Lateralusa”.

To, co sprawiało, że muzyka Toola była naprawdę nieprzeciętna, a sam zespół był na dobrej drodze do rozpoczęcia pewnej rockowej rewolucji, już dawno zdezaktualizowało się. Słuchając „Fear Inoculum” odnoszę wrażenie, że muzycy przespali te kilkanaście lat dzielących ich od premiery poprzedniego albumu, budząc się w nowej, nieznanej inkarnacji branży muzycznej (co dziwne, bo przecież w międzyczasie działali w innych projektach). W dzisiejszych czasach trudno zatrzymać uwagę na tak długim albumie, zbudowanym dodatkowo z 10-minutowych kawałków. Wydanie fizyczne albumu w kuriozalnym komplecie z mini głośnikiem i wyświetlaczem (w Empiku za jedyne 359,99 zł) brzmi jak spełnienie marzenia psychofana grupy, ale zupełnie nie przystaje do momentu, w którym żyjemy. Czasu, w którym tak ważne jest dbanie o środowisko i ograniczanie produkcji niepotrzebnych dóbr.

„Fear Inoculum” zawiera więcej przestrzeni niż poprzednik. Ważne są tu czas i cisza.

Na albumie znajdziecie charakterystyczne basowe pochody, zabawa z dynamiką czy popisy potężnej, rozbudowanej perkusji. Znalazło się też miejsce na ambientowe fragmenty, jak ten w Legion Inoculant, dodatkowo podbite zmodulowanym, przerażającym wokalem Keenana. Dużo tu łagodnych melodii, progrockowych pejzaży, rozbudowanych aranży i tematów przerabianych wzdłuż i wszerz w trakcie trwania kolejnych utworów.

No właśnie – długość. Tool zawsze lubił meandrować w obrębie jednego kawałka, po drodze zmieniając napięcie, tempo, rytmikę, rozkładając dany temat na wiele części. W przypadku „Fear Inoculum” owo meandrowanie nie do końca się sprawdza – kawałki nie mają tak chwytliwych motywów, by śledzić je w napięciu od początku do końca. Efekt jest taki, że łatwo zagubić się w trakcie danego kawałka i dotrwać do czekającego na końcu katharsis.

„Fear Inoculum” to świetnie zagrana i wyprodukowana płyta. Jako efekt koncepcji również się sprawdza – wszystko się tu zgadza, ale niestety czyni to album bardzo przewidywalnym. Znając dobrze dyskografię zespołu (a może i bez tego?) łatwo rozpoznać moment, w którym nastąpi zmiana rytmu, kiedy pojawi się riff, od którego momentu napięcie zacznie wzrastać, by przerodzić się w kolejny moment wyciszenia tuż przed wielkim finałem. Jednak w ostatecznym rozrachunku ta płyta zwyczajnie mnie zmęczyła. Czego nie powiedziałabym o poprzednich albumach grupy, łącznie z również przydługim „10,000 Days”.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (68)

94 odpowiedzi na “Przesłuchałam nową płytę zespołu Tool i jestem nią bardzo zmęczona”

  1. Po jednym odsłuchu to można recenzować płyty Zenona Martynczaka i innych. Proponuję dobrze się wsłuchać i wrócić z nową recenzją.

  2. Przesluchalem płyte jako stary fan Toola. Myślę że w całej twórczości zespołu to że nie zmieniają się aż tak bardzo w muzyce która i tak jest wyjątkowa i bardzo specyficzna tworzy właśnie to o co zespołowi chodzi….to jest TOOL….i tyle. Nie reinkarnacja grupy w rytmy pop czy latino americano…to jest właśnie TOOL….wciąż niezmiennie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju….
    A pisanie o jakimkolwiek rozczarowaniu bo nie zagrali nic zaskakującego…słabe…mało poważne…i raczej bardzo powierzchowne….

  3. O jakie to przykre dla pani Anny, jakie męczące, zaskakujące i przykre, że Tool gra jak… Tool. Co zrobić, zawsze można sobie posłuchać Puscifer.

  4. Ależ to żenująco słaby tekst. Na siłę zbudowany wokół tezy, że albumy na które się czeka latami i jest na nie hype często są rozczarowujące, ale ludzie i tak je chwalą. Teza niby ciekawa, ale nie ma nic wspólnego z nową płytą Toola, która jest rewelacyjna. Chęć bycia oryginalną i zwrócenia uwagi clikbejtowym tekstem wzięły górę nad rzetelnym dziennikarstwem muzycznym. O ile autorka w ogóle ma takie ambicje. Trochę wątpię. Trochę siara i wstyd.

  5. mam wrażenie czytając kolejny taki wpis, że budowanie latami swojego niepowtarzalnego stylu prze tak wyjątkowy zespół jak Tool nie ma znaczenia. dla wielu zabrakło pewnie muzyki w stylu Def Leppard oraz niesamowitego gośścinnego występu Killer Mike’a z Run the Jewels.
    ładnie napisane absurdy. i jeszcze pewnie raczej możne je odczytać jako podkreślanie zalet tej płyty.

  6. Posluchała Pani Toola na stockowych sluchawkach z samsunga? Czy z glosnikow kompa przy okazji myjąc gary?
    Tool jest jak klasyka. Trzeba się nim delektować w ciemności z dobrym winem w ręku i na sprzęcie choć średniej klasy. Trzeba to kochać. Komercja to tu nie wejdzie. I dobrze

  7. Wydaje mi się że recenzja płyty została napisana przez osobę która nie zna Toola. Określenie psychofan nie na miejscu. Tool tworzą artyści a ta płyta to po prostu tool w swojej esencji. Płyta chyba przerosła Spyderweb…

    • Powoli dochodze do wniosku ze ktos chcial sobie wywindowac zasieg wskakujac na Toola. To jest tak kabotynska bzdura ze chyba nie byla przypadkowo. Jest obliczona na to ze wszyscy myslacy i sluchajacy Toola ludzie sie oburza.

  8. Pani Anno. Jestem dziennikarzem z wykształcenia i pasji. Płytę wydano wczoraj… a Pani pisze o niej recenzje. Słabo, słabiutko… szkoda stukania w klawiaturę. Aha jeszcze jedno proszę przed pisaniem zrobić lepszy wywiad o zespól tym bardziej fanach. Ponieważ mam wrażenie, że właśnie tego oczekiwali fani zespołu. P.s. nie zgadzam się z Panią.

  9. To Tool pragnę przypomnieć, nie Miley Cirus, na ocenę przyjdzie czas za miesiąc lub pół roku. Z plytami3Toola trzeba sie zaprzyjaźnić na dłużej, to nie 3 minutowe utworki z list przebojów. Nie da się z każdą płytą odkrywać Ameryki, to niemożliwe. I tak Tool jest poza zasięgiem współczesnych rockmanow, a recenzowanie jego płyt po jednym dniu odsłuchu to po prostu nieporozumienie

  10. Wybaczy Pani szczerosc ale mysle ze Pani oczekiwania dotycza nie tylko innego zespolu ale tez innego rodzaju muzyki.

    Tool nigdy nie byl zespolem “chwytliwych motywow”, jest Pani pod zlym adresem.

    Cala potega Toola polegala na tym ze za pomoca coraz bardziej skomplikowanej konstrukcji rytmicznej opartej na czyms co mozna by nazwac ostinatem basowym w zmiennym metrum po ilus przesluchaniach doprowadzal do prawdziwej ekstazy. Jak proza iberoamerykanska w ktorej z pozoru niewiele sie klei dopoki nie dojdzie do nas ze dialog jest zlozony z dwoch sytuacji dziejacych sie w roznych czasach (w tym wypadku metrum)

    Kazdy moze miec swoje zdanie, wszystko moze sie podobac albo nie podobac.

    Jednakze nie za bardzo widze pole do obrony tezy ze to jest album “przewidywalny” – chcialbym posluchac jak Pani nie tylko przewiduje zmaine metrum ale czy jest pani je zwyczajnie wystukac, jak w podstawowej szkole muzycznej. Watpie.

    Pani recenzja jest niestety czegos co mozna nazwac Pani Wyobrazeniem o tym co Tool moglby grac gdyby probowal chwytliwych motywow. Pani uklad w strone 10 000 days, ktore w rankingu zadnego fana nie moze sie rownac z Lateralusem ani z Aenima jest tu znaczace. Recenzuje Pani najbardziej zaawansowany technicznie czolg tak jakby mial byc lsniacym SUVem do teledyskow rapowych o tym ze pizza przyjechala na dzielnice.

    Ostinata Toola maja to do siebie ze wchodza powoli a dobrze. Miedzy innymi dlatego taki Pitchfork jeszcze nie zrecenzowal. A moze w ogole nie zrecenzuje.

    Jest Pani zmeczona dlatego ze kierowca SUVa zmeczylby sie w czolgu. I ma Pani racje w tym sensie ze jak ktos chce sie pobujac po miescie to Abrams jest mu ciezarem.

    Tyle ze Abrams zmiata wszystko. Wszystko. To najbardziej toolowy Tool, najlepszy i najbardziej zaawansowany. Dla wytrawnych sluchaczy objawi swoja cala krase po kilku tygodniach i dluga nie zejdzie.

    Na pewno jednak jest to ekstaza dosc elitarna a mozna by rzecz – rzecz dla dziwakow. Dlatego doskonale rozumiem irytacje.

    Mozna jednak udowodnic ze niepotrzebnie sie Pani katowala ta plyta. Nie wszystko musi byc dla kazdego. Zespol grzecznie ostrzegal.

    https://metalwani.com/2019/08/tool-members-explain-why-fear-inoculum-is-not-for-everyone.html

    Uklony.

    • Świetnie napisane, ale z jedną rzeczą zupełnie nie mogę się zgodzić. 10 000 Days jest równie genialny, jak dwie wcześniejsze płyty. Oczywiście wymagał trochę więcej zaangażowania…
      Utwór tytułowy to dla mnie dzieło wybitne, coś czego w muzyce nikomu do tej pory jeszcze nie udało się osiągnąć. A to, co dzieje się w sferze lirycznej jest wręcz niewiarygodne. Możliwe też, że po prostu zbyt osobiście go odbieram…

    • Tool nigdy nie byl zespolem “chwytliwych motywow”?
      Whuuut? Totalnie się nie zgodzę. Właśnie siła Toola tkwiła w tym, że pomimo tego, iż był prezentowany jako ambitny, alternatywny z pojebanym metrum zespół, to jednoczeście był o dziwo cholernie przebojowy (“Eulogy” jest najlepszym przykładem) i zaskakująco przystępny.

      Nie udawajmy, że Tool jest jakąś muzyką dla elit – nigdy tak nie było. Inaczej nie mieliby milionów fanów na całym świecie :p

  11. Bardzo dobra płyta. Nic ponadto. Nic nowego. Nic, co by wywołało ciarki…. Nic, co bym pamiętał po dekadach. Za ostrożna…. Za dużo starych elementów, całe riffy, frazy…Jest jak sernik. Uwiebiam sernik, ale ileż można zachwycać się tę samą recepturą?

  12. sorry ale to recenzja godna Slipknota. Tool’a trzeba słuchać tak doługo aż się zrozumie… Polecam odsłuch na glośnikach Marshall’a!

  13. Ktoś tu słucha chyba tylko singli tego zespołu :). Tool to nie Pink Floyd, albo Bowie żeby każda kolejna płyta zaskakiwała nową konwencją. Fani dostali właśnie to brzmienie które pokochali. A zresztą był już Tool surowy i agresywny (Undertow, Aenima), tajemniczy i filozoficzny (Lateralus), oraz miks wszystkich w.w. (10000 Days). Teraz przyszła pora na album spokojniejszy, z dłuższymi kompozycjami. Widać że niektórzy przez 13 lat nakręcali się na objawienie stulecia i nie wyszło im to na dobre. Ja tam jestem zadowolony, właściwie jedynym minusem jest filler (którego i tak nie będzie na CD) i brak ‘cięższego’ wokalu Maynarda.

  14. Czy Pani Anna zna powiedzenie “Lepsze wrogiem dobrego”?
    Tool ma swój styl rozpoznawalny po kilku wręcz dźwiękach.
    Gdyby wydawali płyty co rok, to może i byłoby to nudne, ale album po 13 latach, dobry jak poprzednie – po co więc coś zmieniać?
    Ileż to zespołów eksperymentowało z nowymi brzmieniami i poległo?
    Tool jest Tool-em i chwała im za to, że Tool-em pozostali.

    Teraz pozostaje włączyć, zgasić światło i skupić się na dźwiękach.

  15. Wg mnie celowo słychać cały przekrój twórczości Tool, począwszy od pierwszej płyty… Na szczęście otrzymaliśmy jeszcze coś więcej i to w epickim wydaniu…i wg mnie płyta to majstersztyk. Z każdym przesłuchaniem kocham ją coraz bardziej i tak to zazwyczaj jest z Tool mimo, że pierwsze przesłuchania każdego utworu też jest nie do opisania. Autorka tego “artykułu” to chyba “geniusz” skoro dla niej wszystko jest przewidywalne… a tak na prawdę to po prostu ignorantka i to jest smutne bo sieje te herezje wypaczając to co otrzymaliśmy z nowym albumem. Na szczęście każdy z nas ma uszy, rozum i duszę( no może nie każdy). Ostatnią rzeczą, którą sugeruje to wzorować się na tych wypocinach.. Po prostu włącz i słuchaj.. słuchaj… słuchaj.. Pani Aniu Nic – proponuję zostać przy Disco Polo. Peace

  16. Jak się zmęczyłaś to polecam relaks w formie leżenia i słuchania zenka martyniuka , nie jesteś gotowa na duże wyzwania intelektualne ot i taka mecyja !!!

  17. Ta plyta to popluczyny. Riffy z odzysku totalnie. To naprawde cienki album i rzut na kase. Mozecie sobie to wmawiac, ze jak pierdyliard razy przesluchacie to cos sie zmieni. ale fakty sa takie, ze na tej plycie nie ma nic nowego, nic zaskakujacego.

  18. Szukam opinii o tej płycie, bo spodziewam się lokalnych (w sensie per portal) gównoburz… ja osłuchuję powoli. Na razie dwa pierwsze kawałki. Tytułowy, pierwszy, to dla mnie jakby zbitek poprzednich dwóch płytek. Normalnie słyszę tam elementy numerów z tamtych płyt, szczególnie 10000 days. Na razie jest średnio, ale no… dopiero 2 kawałki za mną. Pneuma daje radę, od środka robi się ciekawie. Przydałoby się też odświeżenie postprodukcji czy w ogóle brzmienia. Utwory faktycznie są zbite, że to wszystko jest jak jedna ogromna płyta. Na razie mam ogromne obawy. Elementy zmiany dynamiki, tempa, itp. naprawdę są znane ze starszych płyt i wiadomo czego się spodziewać. Riffy wydają się poszatkowanymi wersjami tego, co już słyszeliśmy. Jeśli tak będzie do końca płyty, to będę zawiedziony. Co do edycji fizycznej nośnika to to jest wręcz skandal. Takie coś mogła wydać Ariana Grande, a nie Tool… OMG…

  19. Przecież zrobili to dla nas…

    To Artyści, dla nich „płyta” przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie zaraz po jej zgraniu.
    My wiążemy się z płytami, utworami na lata… Ja sam przez Led Zeppelin niemal przegapiłem
    cały nurt Punk.
    Wrócili do konwencji „TOOL” choć każdy z nich jest daleko poza nią.

  20. Pani Anno, prosiłbym nie recenzować czegoś o czym się nie ma pojęcia, nie bez powodu TOOL był/jest niszowy żeby właśnie takie osoby jak Pani nie miały do nich dostępu ale kiedy udostępnili całą swoją twórczość z okazji nowego albumu, osoby takie jak Pani będą się ukazywały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...