„Trzynaście powodów” kroczy ścieżką wydeptaną przez „Riverdale”. Ten serial powinien skończyć się na 1. sezonie

Opinia/Seriale 23.08.2019
„Trzynaście powodów” kroczy ścieżką wydeptaną przez „Riverdale”. Ten serial powinien skończyć się na 1. sezonie

„Trzynaście powodów” kroczy ścieżką wydeptaną przez „Riverdale”. Ten serial powinien skończyć się na 1. sezonie

Jeśli mieliście wrażenie, że 2. sezon „Trzynastu powodów” można uznać w pewnym sensie za niepotrzebny, to ocena 3. serii hitu Netfliksa będzie jeszcze trudniejsza. I tym razem można bowiem stwierdzić, że ten sezon mógłby – z jednej strony – w ogóle nie powstać, a z drugiej – daje serialowi szansę na dalszy rozwój w nowym kierunku.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Trzynaście powodów” to serial, który od początku budził duże kontrowersje. 1. sezon, oparty o prozę Jaya Ashera, opowiadał historię Hannah Baker, nastolatki, która popełniła samobójstwo, ale przed tym zostawiła na taśmach magnetofonowych nagranych trzynaście tytułowych powodów, dla których odebrała sobie życie. Kasety trafiły m.in. do głównego bohatera serii, Claya Jensena, z którym Hannah łączyła pewna – można powiedzieć – wyjątkowa nić porozumienia. Chłopak, słuchając nagrań, staje się narratorem opowieści i wprowadza widzów w intrygę, która rozegrała się w Liberty High School.

Po premierze debiutanckiej serii „Trzynastu powodów” zawrzało.

Wielu z widzów, zarówno młodych jak i dorosłych, twierdziło, że serial po pierwsze, źle przedstawia kwestie samobójczej śmierci, a po drugie, może być przyczynkiem do odebrania sobie życia przez dojrzewającą jeszcze młodzież. Rzeczywiście, po jakimś czasie pojawiły się badania, które wskazują na korelację (a więc nie bezpośrednią przyczynę) pomiędzy premierą serialu Netfliksa i wzrostem liczby samobójstw wśród nastolatków.

W międzyczasie serwis przygotował specjalne ostrzeżenie przed emisją odcinków, którego zadaniem jest poinformowanie odbiorców o specyfice treści, jakie będzie oglądał oraz o tym, gdzie może szukać pomocy, jeśli jej potrzebuje, ponieważ on albo ktoś mu bliski zmaga się ze stanami depresyjnymi. Co ważne, aktorzy znani z serialu i występujący we wspomnianym nagraniu mówią jasno – to może nie być serial dla ciebie. Czy to „załatwia sprawę” „Trzynastu powodów”, albo fakt, że po jakimś czasie z 1. sezonu usunięto scenę, w której Hannah Baker podcina sobie żyły?

Mam pewne wątpliwości.

O ile nie do końca sprawiedliwe wydaje mi się obarczanie winą serialu i jego twórców za to, że produkcja może być domniemaną prowokacją, by odebrać sobie życie, ponieważ Netflix zreinterpretował fabułę już znaną, zmieniając pewne jej szczegóły, np. sposób, w jaki Baker dokonuje samobójczego aktu, o tyle zauważam w tej historii pewne braki, które mogą negatywnie wpłynąć na młodzież. Te widać zwłaszcza w 2. sezonie, który stara się być „wszystkim”, a w efekcie gubi się w wątkach. Ekipa odpowiedzialna za „Trzynaście powodów”, co podkreślałam w mojej recenzji, chciała chyba wykorzystać wszystkie modne tematy, mające dotykać dzisiejszą młodzież. I w związku z tym po łebkach traktuje takie kwestie jak uzależnienie, depresja, żałoba czy kontakt na linii dziecko-rodzic.

trzynaście powodów 3 sezon opinie

„Trzynaście powodów” ma szokować i przez to nieco traci kontakt z rzeczywistością.

Z jednej strony serial chce poruszyć ważne tematy społeczne, sięgając po aktualne wątki, takie jak chociażby „Time’s Up!” czy #MeToo, a z drugiej strony spłyca je i buduje z nich niezbyt udany pomnik, który w gruncie rzeczy niczemu nie służy, bo jest tylko „ładnym obrazkiem”. Mając w pamięci to, co wydarzyło się w finale 2. sezonu, byłam pełna obaw, w którą stronę zmierzy 3. seria.

Tego dowiedzieliśmy się już ze zwiastuna produkcji, który wyraźnie mówi – tematem będzie to, kto zabił głównego antagonistę serii – Bryce’a Walkera.

„Trzynaście powodów” w 3. sezonie robi unik. Od emocjonującego finału przedostatniej serii mija kilka miesięcy. Ale to już nie Clay opowie nam, co w tym czasie się działo i jak sprawy mają się teraz. Narratorką nowej serii jest Ani – „ta nowa”. Dziewczyna zaledwie parę tygodni przed strasznymi wydarzeniami z balu rozpoczęła naukę w szkole średniej Liberty. Jej losy szybko związały się z Clayem i jego ekipą, a także z Bruce’em, ofiarą 3. sezonu. To z jej perspektywy będziemy poznawać wydarzenia z dwóch linii czasowych – wtedy i teraz, czyli już po zaginięciu i śmierci młodego Walkera.

Twórcy serialu nie skupili się więc bezpośrednio na kontynuacji wydarzeń z feralnej nocy, a tworzą na jej bazie nową tajemnicę. Konsekwencje tego sekretu są, jeśli mam zabrzmieć szczerze – mimo wszystko i mimo wszystkich zagrań tych po części zagubionych, po części zepsutych nastolatków – dość idiotyczne. Ale prawdziwym problemem i tak jest śmierć Bryce’a.

Wprowadzenie nowej głównej postaci to dość ograny ruch, kiedy – mam wrażenie – twórcom kończą się pomysły.

W teorii pojawienie się Ani ma zapewnić serii powiew świeżości, w praktyce… cóż, wydaje się szalenie pretekstowe. Tak jakby tylko jakiś nowy element, jeszcze nie mający żadnych powiązań ze znanymi bohaterami, mógł uratować wszystkie porozpoczynane wątki, które jakoś przecież trzeba zakończyć. Wszak produkcja seriali to po prostu biznes. I to jest chyba mój największy zarzut w stosunku do tej serii. Mam nieodparte wrażenie po trzech pierwszych odcinkach, które widziałam, że całość wygląda naiwnie i dość tanio, jeśli wiecie co mam na myśli. Jest zrobiona tylko po to, żeby coś uszczknąć z popularności tytułu, a jej fabuła zamknęła się w tabelkach w excelu.

Serial „Trzynaście powodów” podąża ścieżką wyznaczoną przez „Riverdale”.

Pierwszy sezon był świetny, przemyślany, był zamkniętą całością. Drugi odjechał i to bardzo mocno – w przypadku „13 Reasons Why” poznaliśmy fakty, o których nie mieliśmy uprzednio pojęcia i których ukrywanie – biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w 1. sezonie – było nieracjonalne, niemożliwe. I świadczy po prostu albo o dziurach fabularnych w debiutanckiej serii (co nie ma sensu), albo… o tym, że twórcy rozpaczliwie chcieli stworzyć 2. sezon i szukali na to sposobu.

Trzynaście powodów 3 sezon

A 3. sezon, cóż… serial po prostu nie przypomina już tego, czym był na początku. Czy to źle?

Napisałam, że nowa forma „Trzynastu powodów”, a mam tu na myśli właśnie nową postać i jej udział w historii, daje serialowi możliwość obrania innego kierunku. Tak, pytaniem pozostaje tylko – czy to dobry kierunek? I jeśli spytacie mnie o opinię, to powiem: nie wydaje mi się, aby to był najlepszy pomysł. Bo jest z jednej strony jest banalnie prosty, co rozczarowuje, a z drugiej strony szalenie naciągany, również ze względu na pewne rozwiązania fabularne. Bardzo niewiarygodne jest np. to, z jaką łatwością „ta nowa” poznaje wszelkie sekrety bohaterów, tak głęboko przez nich skrywane przez miesiące.

Podobno czeka nas jeszcze jeden sezon „Trzynastu powodów”, który ponoć ma być tym ostatnim.

Nie zdziwię się, jeśli w 4. serii poznamy nowe fakty, które teraz przemilczała Ani i będziemy musieli za rok zmierzyć się z nową wersją tej samej historii wzbogaconą o pewne smaczki. I tak sobie tylko teraz myślę, że co za dużo, to niezdrowo. Nawet jeśli 3. serii nie ogląda się źle, to gdzieś podczas seansu, czułam się zmęczona. Tak, ten serial chyba naprawdę powinien skończyć się na 1. sezonie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...