„Mam nadzieję, że widzowie nie uznają go za atak na religię” – rozmowa z Dannym McBride’em o serialu „Prawi Gemstonowie”

Wywiad/Seriale 20.08.2019
„Mam nadzieję, że widzowie nie uznają go za atak na religię” – rozmowa z Dannym McBride’em o serialu „Prawi Gemstonowie”

„Mam nadzieję, że widzowie nie uznają go za atak na religię” – rozmowa z Dannym McBride’em o serialu „Prawi Gemstonowie”

Na HBO GO trafił niedawno pierwszy odcinek serialu „Prawi Gemstonowie”. Przeczytajcie wywiad z twórcą, scenarzystą, reżyserem i odtwórcą jednej z głównych ról, Dannym McBride’em. 

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Danny McBride w serialu „Prawi Gemstonowie” wciela się w postać Jesse’go Gemstone’a, członka słynnej rodziny teleewangelistów.

Danny McBride – wywiad

Jak narodził się pomysł na serial?

Danny McBride: Stwierdziłem, że przedstawienie rodziny teleewangelistów w konwencji mafijnej rodziny niesie w sobie ogromny komediowy potencjał. Marzył mi się serial z wieloma postaciami, dużą obsadą i wątkami nośnymi dla widzów. Potem zacząłem wyobrażać sobie serialową rodzinę i wszystko szybko poukładało mi się w głowie.

Dorastałem w bardzo religijnej rodzinie. Kiedy byłem dzieckiem, chodziłem do kościoła baptystów. Moi rodzice aktywnie działali w tej społeczności, a jedna z moich ciotek została nawet wyświęcona na pastorkę.

Dlaczego uznałeś, że świat organizacji religijnej jest doskonałym materiałem na komedię?

Obejrzałem wiele komedii, których akcja dotyka kwestii wiary i uznałem, że wcale nie są śmieszne. Pewnie dlatego, że ludzie, którzy je kręcą traktują religię z pogardą, przez co wierzący widzowie mają wrażenie, że wyśmiewana jest ich wiara, co uważam za słabe. Miałem poczucie, że nigdy wcześniej temat ten nie został przedstawiony w wiarygodny sposób, a ja chciałem stworzyć serial, który byłby prawdziwy i autentyczny.

Prawi Gemstonowie - serial HBO

Czyli serial nie jest z zamierzenia antyreligijny?

Mam nadzieję, że widzowie nie uznają go za atak na religię. Ponieważ moja ciotka jest pastorką i pochodzę z bardzo religijnej rodziny, kiedy zacząłem pracować nad serialem, zastanawiałem się – „Do kogo jest on skierowany? Co staramy się powiedzieć?” Nie chciałem podważać samej wiary ani przekonań. Na moim celowniku znaleźli się hipokryci i pewna rodzina, która czerpie z religii wymierne majątkowe korzyści, bo zapomniała, że kiedyś miała misję.

Na początku serial przypomina satyrę, ale stopniowo ewoluuje w kierunku rodzinnego dramatu. Czy chciałeś w ten sposób spełnić oczekiwania widzów?

To lubię w telewizji najbardziej – seriale są emitowane w odcinkach, które przypominają powieściowe rozdziały. Chciałem, żeby podobnie jak w książkach, które lubię czytać, na początku pojawili się główni bohaterowie, a potem, w rozdziale czwartym niespodziewanie dołączyła do nich drugoplanowa postać. Postać, której obecność otwiera nam nagle oczy i sprawia, że dochodzi do nieoczekiwanego zwrotu akcji.

Taki właśnie przyświecał nam cel. Na początku, wchodzimy w serialowy świat i obserwujemy wydarzenia oczami mojego bohatera, czyli Jesse’ego. Ale miarę rozwoju akcji, poznajemy także punkt widzenia pozostałych bohaterów i zaczynamy rozumieć, czym naprawdę zajmuje się rodzina Gemstone’ów. Jesse jest szantażowany, ale nie to jest najważniejsze. Szantaż jest jedynie symptomem dużo poważniejszej choroby, która toczy jego rodzinę.

Wiem, że to zupełnie inne produkcje, ale czy widzisz jakieś podobieństwa między bohaterami tego serialu i swoich wcześniejszych produkcji, jak „Mogło być gorzej” czy „Wicedyrektorzy”?

Tak, pierwsze podobieństwo to postacie, które nie przypominają typowych głównych bohaterów. Głównie z powodu swojej moralności, poglądów lub przekonań, które odbiegają znacznie od światopoglądu, jakiego większość z nas oczekuje od głównej postaci.

John Goodman, Danny McBride, Adam DeVine - Prawi Gemstonowie

Weźmy na przykład serial „Mogło być gorzej”. Zgodnie z zasadami sztuki, głównym bohaterem powinien być zawodnik, który wraca do rodzinnego miasta jako bohater, a nie upadła gwiazda sportu, która wraca do rodzinnego miasteczka jako czarny bohater. W przypadku serialu „Wicedyrektorzy” bawiłem się konwencją kina kumplowskiego, bo pierwszoplanowymi postaciami są koledzy, którzy pracują wspólnie nad czymś strasznym. U mnie wszystko zawsze zaczyna się od bohatera, który jest inny niż wszyscy, dzięki czemu nie popadamy w banał, wystrzegamy się stereotypów i lepiej poznajemy w ich świat.

A potem zawsze im kibicujemy… Czy o to właśnie ci chodzi?

W przypadku moich bohaterów chodzi o to, żeby nigdy nie zgadzać się z tym, co robią i nie kibicować komuś, kto jest z gruntu zły. Z drugiej strony, świat byłby dużo lepszy gdybyśmy okazywali innym więcej empatii i dostrzegali, że łączy nas więcej niż myślimy.

Kiedy obserwujemy takiego bohatera jak Jesse, uznajemy go szybko za głupca i oszusta, ale widzimy w nim też brak pewności siebie i problemy, z którymi być może sami się borykamy, co pomaga nam uświadomić sobie, że wszyscy jesteśmy ułomni, ale bardzo się staramy.

Materiał powstał we współpracy z HBO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...