Odczuwam poważne zakłócenia Mocy. Czy fani są już zmęczeni marką „Star Wars”?

Artykuł/Film 12.08.2019
Odczuwam poważne zakłócenia Mocy. Czy fani są już zmęczeni marką „Star Wars”?

Odczuwam poważne zakłócenia Mocy. Czy fani są już zmęczeni marką „Star Wars”?

Zostało zaledwie kilka miesięcy do premiery ostatniej części gwiezdnej sagi Skywalkerów. Jednak „Star Wars”, jako marka, wydaje się już teraz dotknięta wyraźnym syndromem przemęczenia. Są na to zresztą wymierne dowody.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wszystko jest wspaniałe. Nowe odsłony „Gwiezdnych wojen” sprzedają się, poza filmem o młodym Hanie Solo, znakomicie. Biją box office’owe rekordy, zarabiają niebotyczne kwoty z kinowych kas na całym świecie. „Przebudzenie Mocy” to jeden z najbardziej kasowych filmów wszech czasów z wynikiem ponad 2 mld dol. przychodu. Późniejsze „Łotr 1” oraz „Ostatni Jedi” bez problemu pokonały granicę 1 mld dol. wpływów. Pojawiają się też nowe pokolenia fanów, dla których to nie Luke Skywalker czy Han Solo, a Rey czy Finn są twarzami tej sagi. I nie ma w tym absolutnie niczego złego.

Sęk w tym, że tego typu franczyzy, pomimo ogromnych przychodów, wcale nie tak łatwo wychodzą na plus.

Zresztą od samej premiery „Nowej Nadziei” w 1977 roku Lucas i spółka zarabiali o wiele większe pieniądze na zabawkach i gadżetach z logiem Star Wars niż na dystrybucji kinowej.

Jeśli weźmiemy pod uwagę budżety nowych epizodów „Gwiezdnych wojen” (plasujące się w okolicach 300 mln dol.) oraz równie potężne i pełne rozmachu kampanie promocyjne i marketingowe, okazuje się, że przy wynikach w wysokości 1 mld dol. Disney wcale nie zarabia tak dużo. Choć obiektywnie są to abstrakcyjne dla większości ludzi góry pieniędzy. Wątpię więc, by na tym etapie Disneyowi zwróciła się inwestycja 4 mld dol. wyłożonych na zakup Lucasfilmu i marki Star Wars.

Dodatkowo działania Disneya, które można nazwać kryptonimem „dojenie złotej krowy” sprawiły, że widzowie powoli stają się zmęczeni tym światem. Tym bardziej, że obecnie mają wiele więcej alternatyw, choćby tylko w samym gatunku science-fiction, niż w latach 70. czy nawet u schyłku lat 90.

Widać to głównie za sprawą niepokojących wieści z rynku, które wskazują na słabszą sprzedaż zabawek i gadżetów związanych z „Gwiezdnymi wojnami”.

Te sprzedawały się świetnie przy premierze nowego otwarcia sagi, czyli „Przebudzenia Mocy”, ale od tamtej pory biznes notuje gwałtowne spadki. Czy to wina tego, że nowi bohaterowie nie mają już tego samego uroku co „starzy”? A może to kwestia wspomnianych przeze mnie wcześniej alternatyw? Dziś dzieciaki mają do wyboru „Gwiezdne wojny” albo filmy Marvela, seriale sci-fi m.in. na Netfliksie i masę gier wideo. Jeśli chodzi o Marvela – jak na ironię okazuje się, że podmioty Disneya są w stanie same ze sobą konkurować. Ironią jest również to, że ktokolwiek wygra, będzie to i tak Disney. Uroki bycia (prawie) monopolistą.

Tym niemniej, sytuacja samej marki „Star Wars” nie jest za dobra. Moc jest w niej słaba. Słabsza sprzedaż zabawek świadczy o tym, że od serii odpłynęła spora liczba najmłodszych widzów. Zostali w większości starzy, zatwardziali fani, dorośli miłośnicy, wychowywani na klasycznych epizodach sagi George’a Lucasa.

Świadczy o tym też rozczarowująca frekwencja w zapowiadanym na wydarzenie roku parku rozrywki Star Wars Galaxy’s Edge.

Szef Disneya, Bob Iger, był tak pewny sukcesu oraz tego, że ma w rękawie samograj, który powtórzy sukces Disneylandu, że oszczędzał pieniądze na promocję parku, gdyż sądził, że ludzie sami będą walić drzwiami i oknami. Okazało się, że niekoniecznie. A Iger zaczyna bić się w pierś i przyznawać, że frekwencja w Galaxy’s Edge jest poniżej oczekiwań.

Nie pomógł też fakt, że hotele położone w okolicy parku potężnie zawyżają ceny pokoi sprawiając, że na rodzinny wypad do Galaxy’s Edge trzeba wydać małą fortunę. A z opinii krążących po sieci można odnieść wrażenie, że park jest w najlepszym wypadku w porządku. Nie ma w nim natomiast niczego nadzwyczajnego. Obecnej porażki Galaxy’s Edge doszukiwałbym się właśnie w zmęczeniu marką. Świetne opinie oraz znakomita frekwencja w parku rozrywki Wizarding World of Harry Potter świadczą, że ludzie nadal chętnie korzystają z tego typu atrakcji.

Zmęczenie marką jest więc moim zdaniem faktem. Pytanie, czy jest ono chwilowe? I z czego wynika?

Czy to wina mocno polaryzującego nawet największych fanów „Ostatniego Jedi”? A może zbyt taśmowego podejścia do serii i wypuszczania średnio jednego filmu z uniwersum „Gwiezdnych wojen” rocznie? Może nowe postaci oraz podejście Disneya do starych bohaterów nie znalazło poklasku? Disney puszcza niby oko do starych fanów, ale skupia się głównie na komunikacji z tymi młodymi. Ci z kolei nie są tacy łatwi do kupienia.

Obawiam się, że nadchodzący „Skywalker. Odrodzenie” (planuję zbojkotować ten fatalny tytuł i posługiwać się w przyszłości samym numerkiem „9”) nie poprawi tej sytuacji.

Mam wrażenie, jakoby epizody VII i VIII były najdroższymi w historii filmami fanowskimi w uniwersum „Gwiezdnych wojen”, natomiast trudno mi je wpasować w ramy oryginalnej sagi. Mam również obawy co do serii „Mandalorian”, która jeszcze w tym roku zadebiutuje na Disney+.

Abstrahując już od jej jakości (a zapowiada się całkiem nieźle), odnoszę wrażenie, że to nadal za szybko i za dużo. Na pewno nie pomoże to w zniwelowaniu zmęczenia marką, o ile takowe rzeczywiście istnieje.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Ostatni Jedi” pod ostrzałem krytyki ze strony Johna Boyegi. „Skywalker. Odrodzenie” w końcu będzie jak prawdziwe „Star Wars”?

„Ostatni Jedi” zdecydowanie nie jest ulubioną filmem większości fandomu „Star Wars”, ale aktorzy długo bronili Riana Johnsona. Krytyka Epizodu VII niespodziewanie przyszła jednak ze strony filmowego Finna. John Boyega zdradził, dlaczego miał mieszane uczucia związane z produkcją i bardziej cieszy się na „Skywalker. Odrodzenie”. W jego słowach jest dużo racji.

Opinia/Film 10.12.2019

Dołącz do dyskusji (23)

43 odpowiedzi na “Odczuwam poważne zakłócenia Mocy. Czy fani są już zmęczeni marką „Star Wars”?”

  1. Wczoraj po raz drugi oglądałem Ostatniego Jedi. Tak. Drugi. Ja nawet Hana Solo widziałem więcej razy. Ten film jest zły. W sensie on nawet nie jest jakiś słabszy technicznie, prequel trylogia jest pod tym względem o wiele gorsza – ale to tak bardzo nie są GW że ała. I po 30 latach bycia fanem w zasadzie każdej wersji i każdej postaci w jakiej odbierałem Gwiezdne Wojny – nie mam hajpu na grudzień. Pójdę. Pewnie na premierę. Ale to nie jest to.

    A Mandalorian akurat mnie jara – ja tam Jonowi wierzę, nawet pomimo lwa.

  2. Dla mnie Episode IX będzie chyba ostatnim spotkaniem ze Star Wars. Chyba że wysilą się na oryginalne scenariusze zamiast powtarzania w nieskończoność tego samego.

  3. Nacisk na randomowe nic nie znaczące postacie (ostatni jedi), kompletny brak logiki (uciekamy cały film, żeby na koniec wlecieć na hipernapędzie w super duper statek wroga, mogliśmy to zrobić wcześniej ale po co), na pewno nie pójdę do kina na IX część.
    Z najnowszych GW jedynie nie żałuję Rogue One, w nim moc była silna.

    • Ja od siebie dodam jeszcze fatalne tempo prowadzenia historii powstałe poprzez wrzucenie nic nie wnoszących – w ostatecznym rozrachunku – wątków i postaci. Fragment Ostatniego Jedi który dzieje się w kasynie, oraz jego następstwa, można było całkowicie wyciąć i absolutnie nie zmieniłoby to przebiegu fabuły – a napewno korzystnie wpłynęłoby na tempo.

  4. Wychowałem się na Gwiezdnych Wojnach. Może nie byłem ultra fanem, ale byłem w kinie na epizodach I, II i III, zagrywałem się w KOTORa, Jedi Knight i Jedi Academy, i mega się jarałem że będzie “coś nowego” w formule kinowej w tym świecie. Na sile sentymentu byłem na przedpremierowych/premierowych pokazach ep. VII, VIII, i Łotra.

    …i niestety teraz muszę się podpisać pod tym artykułem – jestem zmęczony i zirytowany nowymi odsłonami Gwiezdnej sagi. Hana Solo obejrzałem już w drugim obiegu w domu. Chociaż adaptacja space-opery w wykonaniu Disneya, na nowe czasy, ma swoje genialne momenty, to jako całość oscyluje gdzieś w okolicach twórczości fanowskiej. Nie ma tej dramaturgii, wagi, magii, zakulisowej polityki, pojedynków, świat wykreowany trapi coraz więcej dziur logicznych, a poprawność polityczna zwiększa “nijakość” tych filmów. Łotr – super, reszta – jestem na nie. Ep IX zobaczę, ale nie wyczekuje. To nie Gwiezdne Wojny, a co najwyżej Gwiezdne Przepychanki.

  5. Książkowy przykład jak koncerny kupują kultową markę by wyżymać je do ostatniego centa. Gadżety, ubrania, jedzenie sygnowane marką Star Wars są wszędzie i się po prostu obrzydły do nieskończoności.
    Co do filmów…ileż można chodzić na to samo, nikt już nie czeka na kolejną część Fast&Furious, Star Wars czy tam inne super hirołsy.

  6. Najnowsze filmy z wyjątkiem Łotra 1, są skranie beznadziejne i totalnie wtórne. Lucas nawet robiąc 2 trylogię, zrobił to o wiele lepiej. Jestem wielkim fanem, mam wszystkie książki, komisy, filmy, plakaty i koszulki których nawet nie odparowuje. To co robi Disney to jest po prostu niszczenie Marki. Jakoś Bond się nie nudzi a jest tego sporo.

    • Jak jakość tych filmów jest do dupy to oczywistym jest zmęczenie materiałem. Star Wars niestety przechodzi to samo co gra o tron, a nawet gorzej. Bo tam D&D odeszli (krzyż na drogę) i scenarzyści się na pewno zmienia na przyszły serial a w Star Wars dalej będzie wyciskanie każdego euro z nieśmiertelnej gąbki.

  7. Bo brakuje pojedynków na miecze i ciekawych postaci. Poza tym ile można oglądać sw gdzie kolejny raz głównym bohaterem jest padawan…

  8. Galaxy’s Edge jest jedną z atrakcji Disneylandu na Florydzie, a nie jakimś osobnym parkiem, co można wnioskować z lektury tekstu, chociażby w temacie hoteli.

  9. Poziom miałkości nowych odsłon dorównuje rozczarowaniem np. ostatniemu sezonowi gry o tron.. lepiej dla fanów by nie powstały za wyjątkiem Łotra1 będącego wypadkiem przy pracy na+

  10. Przez wiele miesiecy fani i ludzie którzy widzieli nowe SW podawali logiczne przykłady co zostało źle zrobione i przez ten sam czas tworcy i redaktorzy stron internetowych oskarżali wszystkich o mizoginie, rasizm a nawet o bycie rosyjskim trollem. Bo przecież to głos małej, nic nie znaczącej grupy. Życie wszystko zweryfikowało. Moim zdaniem zaczęło się od śmierci Hana a skończyło na feministycznym robocie, pansexualnym Lando i tym kim stał się Luke Skywalker. To nie jest zmęczenie marki tylko źle poprowadzony marketing i źle napisane postacie. Stara gwardia trzyma sie nieźle, ta środkowa też, natomiast nowa jest całkowicie bezbarwna(mimo że jak najbardziej diverse). Najśmieszniejsze że po premierze TFA zaciekle broniłam Rey a teraz sama gołym okiem widzę że zrobiono reboot Nowej Nadziei z Mary Sue. Dziewczyna miała duży potencjał.

  11. To nie jest zmęczenie marką tylko kiepskie scenariusze i aktorzy bez charyzmy . Rozumiem poprawność polityczną ale Boyega to totalne nieporozumienie mozna było zatrudnić do tej roli jakiegoś innego czarnoskórego aktora chocby tego ktory zagrał młodego Lando . A aktor grający Poe Demeroda nawet nie zapamiętałem jego nazwiska z całym szacunkiem ale jego postać nie dorasta do pięt Hanowi Solo i to jest wina braku charyzmy aktorów. Jedynie rola Rey się jakoś broni . To moim zdaniem zabija te filmy . Disney musi się bardziej postarać i zatrudnić wiecej prawdziwych gwiazd tak jak u Marvela

  12. Nie, to nie jest przemęczenie. To NASTĘPSTWO wydania BEZNADZIEJNEGO 7 i 8 epizodu, psującego uniwersum SW. W granie znajomych nikt nie wspomina tych części.

  13. Sprawa jest nieco inna. Wieść niesie iż Lucas nie do końca sprzedał prawa. Kontrakt zobowiązuje Disneya do oddawania części dochodów związanych z postaciami oryginalnej trylogii. Właśnie dlatego stare postacie są marginalizowane. Nowe zaś nie przypadły do gustu publiczności. Mary Sue Rey jest tego najlepszym przykładem.

  14. Sprawa jest nieco inna. Wieść niesie iż Lucas nie do końca sprzedał prawa. Kontrakt zobowiązuje Disneya do oddawania części dochodów związanych z postaciami oryginalnej trylogii. Właśnie dlatego stare postacie są marginalizowane. Nowe zaś nie przypadły do gustu publiczności. Mary Sue Rey jest tego najlepszym przykładem.

  15. A ja obejrzę chyba na komputerze dziewiątkę. Szkoda zachodu iść na tego klopsa do kina. Będzie można nudniejsze kawałki przewinąć do przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...