Netflix pokazuje początki japońskiej pornografii. „Nagi reżyser” nie bawi się w cenzurowanie scen – recenzja

Recenzja/Seriale 12.08.2019
Nasza ocena:
Netflix pokazuje początki japońskiej pornografii. „Nagi reżyser” nie bawi się w cenzurowanie scen – recenzja

Netflix pokazuje początki japońskiej pornografii. „Nagi reżyser” nie bawi się w cenzurowanie scen – recenzja

Branża pornograficzna warta jest obecnie miliardy dolarów, ale wciąż budzi kontrowersje. Jedna z największych bitew o wolność porno odbyła się w Japonii w latach 80. Nowy serial Netfliksa, „Nagi reżyser” porusza ten interesujący temat na podstawie sfabularyzowanej biografii jednego z najbardziej kontrowersyjnych twórców tego typu.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Toru Muranishi to postać doskonale znana Japończykom. Niepokorny reżyser rozkręcił w latach 80. jeden z największych biznesów pornograficznych i skutecznie walczył o jak największe zniesienie cenzury. Do tej pory pornografia w Japonii istniała w stanie pewnej dziwacznej schizofrenii – z jednej strony była niezwykle powszechna i popularna, a z drugiej bardzo mocno ocenzurowana. Władzy nie przeszkadzało rozprowadzanie kaset czy gazetek na masową skalę pod warunkiem zakrycia genitaliów. Filmy pornograficzne początkowo nie cieszyły się równą popularnością, ale je również dopuszczano do sprzedaży, o ile pokazany w nich stosunek był jedynie pozorowany.

„Nagi reżyser” od Netfliksa pokazuje wszystkie te wypadki z perspektywy właśnie Muranishiego. Bohatera poznajemy, gdy pracuje jako akwizytor. Grozi mu zwolnienie do czasu, aż przychodzi na naukę do najlepszego sprzedawcy w firmie. Uczy on Muranishiego sztuki zdobywania ludzkich serc, dzięki czemu protagonista serialu zaczyna osiągać najlepsze wyniki. Sielanka kończy się jednak, gdy firma zostaje okradziona, a Toru dowiaduje się, że jego żona go zdradza. Postanawia zmienić swoje życie, a przypadkowe spotkanie w barze zbliża go do branży pornograficznej.

W taki sposób rozpoczyna się podróż od gazetek aż po filmy, od wolności po więzienie, od bankructwa do milionów i z powrotem.

W japońskim serialu nie mogło zabraknąć takich elementów jak wierność tradycji, Yakuza, wolność seksualna i kicz wymieszany z artyzmem. Pod tym względem „Nagi reżyser” nie zawodzi, a jednocześnie dotyka tematu bardzo uniwersalnego, dzięki czemu nie jest produkcją skierowaną jedynie do fanów tej konkretnej kultury. Historia Muranishiego i jego współpracowników zostaje pokazana w taki sposób, że przypomina choćby „Wilka z Wall Street”. Podobieństwa widać choćby w błyskawicznej rewolucji w myśleniu, która mogła doprowadzić każdego do finansowego bankructwa lub triumfu. Kolejne zwroty akcji śledzi się z dużą przyjemnością, właśnie dlatego, że lata 80. w Japonii to szalony okres zmian ekonomicznych i kulturowych (takich jak śmierć Cesarza i narodziny anime).

Początkowo fabuła produkcji koncentruje się głównie na tytułowym reżyserze, ale w tle przejawia się jeszcze kilka innych opowieści. Twórcy „Nagiego reżysera” pokazują również korupcję w policji, ciemne strony konkurencyjnego dla Muranishiego imperium Króla Pornografii Ikezawy oraz dochodzenie do seksualnego wyzwolenia przez młodą dziewczynę o imieniu Megumi. Całość skleja się w sensowną i wciągającą, choć w dużej mierze przewidywalną opowieść.

„Nagi reżyser” pokazuje porno bez cenzury, ale biografia Muranishiego zostaje mocno wygładzona.

Autorzy produkcji Netfliksa nie boją się pokazywać erotyki na granicy soft porno. Opublikowane w sieci trailery nie pokazują nawet wycinka prowokacyjnych scen z produkcji. Gdyby „Nagi reżyser” miałby być w tej formie pokazywany w kinie lub telewizji, to doczekałby się zapewne kategorii R lub oznaczenia +18. Wydaje się to mimo wszystko słuszną taktyką, bo jak opowiadać o pornografii nie pokazawszy (niemal) pełni ludzkiej nagości?

nagi reżyser netflix recenzja

Szkoda tylko, że w samym kształtowaniu portretu swojego bohatera scenarzystom brakuje odwagi. Rzecz w tym, że „Nagi reżyser” roztacza przed widzem wizję prawdziwej historii. I faktycznie, większość postaci z serialu to autentyczni bohaterowie japońskiej branży pornograficznej. Netflix ewidentnie chciał jednak przedstawić Imperatora Pornografii (jak z czasem zaczęto nazywać Muranishiego) jako typowego pozytywnego, amerykańskiego bohatera. Dlatego pominął w jego biografii kilka mniej chwalebnych wydarzeń, w tym dwukrotne aresztowanie za wykorzystanie w swoim filmie niepełnoletniej aktorki. Właściwie tylko raz widzowie otrzymują wgląd w mroczną część osobowości bohatera, gdy za pomocą manipulacji namawia on młodą dziewczynę do gry filmie pornograficznym z rzeczywistym stosunkiem. Ale nawet wtedy całość zostaje potraktowana z zaskakującą i nieco niepokojącą lekkością.

Pomijając jednak kilka biograficznych zgrzytów, „Nagi reżyser” zapewnia rozrywkę dla dorosłych na wysokim poziomie. Nie jest to może arcydzieło, bo wizualnie i fabularnie idzie zbyt często na skróty, ale i tak warto się z tą produkcją zapoznać. Zwłaszcza, że w ostatnich kilku tygodniach Netflix nie mógł się pochwalić zbyt wieloma naprawdę udanymi produkcjami. A seriali o tak nietypowych, kontrowersyjnych tematach też ostatnio brakuje.

Serial „Nagi reżyser” można już obejrzeć na platformie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

11 odpowiedzi na “Netflix pokazuje początki japońskiej pornografii. „Nagi reżyser” nie bawi się w cenzurowanie scen – recenzja”

  1. Przecież anime było tworzone już w latach 60, a 70 to już można mówić o masówce, więc skąd te informacje o narodzinach anime dopiero w latach 80 ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...