„Maiden” to porywający dokument przygodowy, w którym przeciwnikiem nie jest morze, a fale szowinizmu i seksizmu

Recenzja/Film 09.08.2019
Nasza ocena:
 „Maiden” to porywający dokument przygodowy, w którym przeciwnikiem nie jest morze, a fale szowinizmu i seksizmu

 „Maiden” to porywający dokument przygodowy, w którym przeciwnikiem nie jest morze, a fale szowinizmu i seksizmu

Wejdźcie na pokład i rozwińcie żagle. Dokument „Maiden” w brawurowym stylu opowiada o pierwszej w historii kobiecej załodze, biorącej udział w wymagających i niebywale niebezpiecznych regatach dookoła Ziemi. Ale nie jest to wyłącznie dramat sportowy.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

To naprawdę niesamowite (choć nie do końca w pozytywnym znaczeniu tego słowa), jak bardzo odmienny wydaje się świat sprzed raptem 30 lat. Pozornie schyłek lat 80., przynajmniej na Zachodzie, nie różnił się dramatycznie od czasów obecnych. Jasne, nie było smartfonów, internetu, elektrycznych hulajnóg, samochody wyglądały bardziej kanciasto. Mimo wszystko jednak może się wydawać, że cała reszta nie jest diametralne odmienna od drugiej dekady XXI wieku. Nic bardziej mylnego.

Film dokumentalny „Maiden” zwraca uwagę na to, jaką pozycję w społeczeństwie zajmowały kobiety jeszcze trzy dekady temu. Nie była ona prestiżowa.

Bohaterkami dokumentu w reżyserii Alexa Holmesa są kobiety, które postanowiły zawalczyć o swoje marzenia i wyrwać się z łańcuchów społecznych, startując w prestiżowych regatach Whitbread Round the World Race (obecnie noszą one nazwę Volvo Ocean Race). Odbywają się one co trzy lata i gromadzą najlepszych żeglarzy z całego świata. Przyciąga ich wyzwanie, bowiem owe regaty zakładają opłynięcie całej kuli ziemskiej. Od zawsze była to dyscyplina sportu oraz wydarzenie zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. W jakimś sensie zrobił się z tego taki prestiżowy męski klub morski w warunkach ekstremalnych. Pojawienie się jednak na scenie bohaterek „Maiden”, pod przewodnictwem Tracy Edwards, wprowadza lekkie zamieszanie w całym wydarzeniu.

Z początku kobiety traktowane są pobłażliwie, trochę jak ciekawostka, trochę jak obiekt kpin i żartów.

Przyznam, że oglądanie „Maiden” i słuchanie tego, co same tylko mainstreamowe media i dziennikarze mówili o tych odważnych dziewczynach sprawiało, że było mi wstyd przed samym sobą.

W filmie usłyszymy, jak dziennikarze pytają, czy w załodze złożonej z samych kobiet często dochodzi do kłótni. Bo przecież wiadomo, że kobiety zajmujące niewielką przestrzeń mogą się tylko kłócić. Mężczyznom nikt takich pytań nie zadawał.

Niemalże na każdym etapie przygotowań i późniejszego rejsu kobiety spotykały się z lekceważeniem, jawną dyskryminacją, szowinizmem, seksizmem. Słyszały, że „kobiety, to się pieprzy w porcie”. Albo, że nadają się tylko do pracy w kuchni. Wyśmiewano ich zdolności i żartowano, że regaty skończą się dla nich niedługo po ich rozpoczęciu. W najlepszym wypadku rozmawiano z nimi o urodzie, wyglądzie. Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy widziałem, że w ten sposób wyglądały dziennikarskie relacje z tego wydarzenia.

Gdy już jednak oswoimy się z takim stanem rzeczy, „Maiden” zabiera nas w fascynujący rejs, którego głównym celem nie jest fizyczna meta światowych regat, a psychologiczna walka o wolność, niezależność i spełnienie swoich marzeń.

Tracy Edwards w jednym z wywiadów przyznaje, że nie chodzi jej o politykę, a nazwę „feministka” nawet niezbyt lubi. Po prostu chce ona mieć możliwość realizowania swoich pasji. Nie rozumie, czemu pewne rzeczy są zarezerwowane tylko dla mężczyzn, skoro kobiety także są do tego zdolne. I mogą być w tej dziedzinie tak samo dobre jak oni.

Walka ta jest o tyleż przejmująca i wciągająca, że bohaterki natrafiają na całą masę przeszkód. Oprócz lekceważenia, seksizmu, prób podważania kompetencji oraz ośmieszania, czekały na nie śmiertelnie niebezpieczne otwarte wody. Potężne fale, mrozy w okolicach Arktyki, wyzwania związane z długimi miesiącami spędzonymi na morzu.

„Maiden” ma więc jasną i klarowną konstrukcję – mamy tych dobrych i tych złych, wyraźnie zarysowane cele oraz równie mocno zaznaczone przeszkody do pokonania.

Narracyjnie jest to kapitalna robota. Bez problemu wychodząca poza ramy tradycyjnie pojmowanego filmu dokumentalnego. „Maiden” zresztą można równie dobrze oglądać jak dramat sportowy. Etap przygotowań do regat, a później już właściwe zawody są świetnie opowiedziane. Film jest pełen dramaturgii, zwrotów akcji, przejmujący i wzruszający.

Pośrodku tego wszystkiego znajduje się sama Tracy Edwards, twarz załogi Maiden i główna bohaterka filmu. Dzięki zarówno archiwalnym nagraniom, jak i nakręconym obecnie wywiadom z nią i jej koleżankami twórcy kreślą w tym filmie równie wyrazisty portret tej niezwykłej kobiety. Od krnąbrnej buntowniczki, która po śmierci ojca nie potrafiła znaleźć swojego miejsca w świecie, aż po młodą dziewczynę, która znalazła swój dom, cel i wolność na otwartych wodach całego świata. Przy okazji udowadniając ludziom, że nie ma rzeczy niemożliwych i choćby nie wiadomo jak bardzo świat byłby nam przeciwny, nie możemy się poddawać w walce o swoje marzenia. Nie możemy pozwolić, by ktokolwiek nam wmawiał, że czegoś nie możemy albo nie powinniśmy.

Do tego Edwards „wywalczyła” należny szacunek i poważne traktowanie kobiet nie tylko w sporcie, ale przede wszystkim w społeczeństwie. Dziś wszystkie określenia, z którymi ona i jej towarzyszki musiały się zmagać są zwyczajnie niedopuszczalne. Lepiej późno niż wcale.

Jeśli więc szukacie emocji, inspiracji, niezwykłej przygody, na razie tylko w kinowych fotelach, to koniecznie zobaczcie film „Maiden”.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...