Film „Mamusie bez synusiów” Netfliksa sprawi, że od razu zadzwonicie do swoich mam

Recenzja/Film 05.08.2019
Nasza ocena:
Film „Mamusie bez synusiów” Netfliksa sprawi, że od razu zadzwonicie do swoich mam

Film „Mamusie bez synusiów” Netfliksa sprawi, że od razu zadzwonicie do swoich mam

Felicity Huffman, Angela Bassett oraz Patricia Arquette wcielają się w trzy matki próbujące przypomnieć o swoim istnieniu własnym synom. Czy warto obejrzeć nowy film Netfliksa?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Przyznaję, nie miałem zbyt dużych oczekiwań, raczej z niechęcią podchodziłem do tego seansu (zwiastun zapowiadał mi coś na kształt „Seksu w wielkim mieście” dla mamusiek).

Okazało się, że „Mamusie bez synusiów” to ciepła, zabawna i chwilami wzruszająca opowieść.

Choć oczywiście nie wolna od scenopisarskich grzeszków oraz przewidywalnych rozwiązań. Bohaterkami filmu są trzy kobiety w średnim wieku. Helen (Felicity Huffman), Carol (Angela Bassett) oraz Gillian (Patricia Aquette) podczas przyjacielskiego spotkania narzekają na to, że ich synowie nie utrzymują z nimi kontaktu. W pewnej chwili jednak decydują się, by zrobić coś z tym fantem. Postanawiają więc zaimprowizować i udać się do Nowego Jorku, by tam sprawić nieoczekiwaną wizytę swoim synom.

Jak można się domyślić, kobiety wprowadzają niemały zamęt do i tak nie do końca uporządkowanego życia ich dorosłych dzieci.

Twórcy niestety nie wysilili się zbytnio w nakreśleniu oryginalnych postaci. Zarówno matki, jak i ich synowie to chodzące siedliska papierowych schematów.

Helen to „dama z wyższych sfer”, gustująca w szykownych strojach i dobrych restauracjach. Carol ciągle tkwi w przeszłości, gdyż nie potrafi do końca zapomnieć o zmarłym mężu. Gillian to typowa małomiasteczkowa poczciwina. Ich synowie to kolejno: starający się wieść ułożone życie gej, odnoszący sukcesy dyrektor artystyczny pisma dla mężczyzn i bawidamek w jednym, bezrobotny, neurotyczny pisarz, tyleż samo inteligentny co niepewny siebie.

Tym, co ratuje film Netfliksa jest jednak scenariusz. Tak jak pisałem wcześniej – nie jest wolny od błędów, jednak całkiem umiejętnie obchodzi się ze swoimi bohaterami. Siłą filmu „Mamusie bez synusiów” jest to, że pokazuje nam w gruncie rzeczy dobrych, pozytywnych ludzi. I nie jest to wersja przesłodzona, rodem z typowych komedii romantycznych. Każda z postaci ma swoje za uszami. Matki są trochę nadgorliwe i inwazyjne, Helen ma niełatwy charakter i nawet nieświadomie powoduje konflikty. Carol ma zbyt małą wiarę w siebie. Ich synowie z kolei sprawiają wrażenie rozpieszczonych i niedojrzałych emocjonalnie niewdzięczników.

Ale scenarzyści rysują ich wszystkich w bardzo przyjemnych barwach. Wyraźnie dając do zrozumienia, że oglądamy bajkę, trochę wygładzoną wersję rzeczywistości, ale na szczęście nie będącą przy tym bezczelną adaptacją kolorowych czasopism. Nie zobaczymy tu wielkich tragedii, patologii, dramatycznych scen bądź sekwencji kloacznych gagów. Przez większą część seansu „Mamusie bez synusiów” ogląda się naprawdę przyjemnie. Tempo filmu jest kojące, barwy w obiektywie kamery ciepłe.

Film porusza kilka poważniejszych kwestii, w tym najważniejszą, czyli skupia się na problemach matek z syndromem „opuszczonego gniazda”. Pojawiają się tematy zdrady, niemożności porozumienia się, konfliktów dziecko-rodzic, ale podane są one w tak lekkim, bezpretensjonalnym stylu, że bez obaw możecie ten film obejrzeć w niedzielne popołudnie dla odprężenia i solidnej dawki endorfin.

„Mamusie bez synusiów” to jedna z tych produkcji, po której patrzycie na świat w trochę lepszym nastroju, a w ludziach zaczynacie dostrzegać ich zalety, a nie wady.

Jeśli głównym celem filmu Netfliksa było to, by miliony dzieci na całym świecie przypomniały sobie o Dniu Matki i zadzwoniły do swojej rodzicielki, nawet bez względu na okazję – cel został osiągnięty.

Udało się to w dużej mierze dzięki świetnej obsadzie. Panie w rolach głównych wykonują naprawdę dobrą robotę. Każda z nich nadaje swojej postaci więcej życia i wymiaru niż możnaby wywnioskować z samej konstrukcji skryptu. Nawet najbardziej banalne bądź ckliwe dialogi Huffman, Bassett czy Arquette zmieniają w naturalnie brzmiące kwestie.

Jak wspominałem wcześniej, głównym problemem filmu „Mamusie bez syniusów” jest scenariusz. Z jednej strony bezpretensjonalny i nieszkodliwy, z drugiej totalnie banalny, pozbawiony oryginalności i właściwie cały czas podążający przewidywalną ścieżką.

W dodatku, uwaga, spoiler, ścieżka ta w prostej linii prowadzi do szczęśliwego rozwiązania. Nie chodzi tu nawet o to, że na końcu czeka nas happy end – ten często, tym bardziej w tego typu produkcjach jest potrzebny. Sęk w tym, że „Mamusie bez syniusów” docierają do zakończenia na zasadzie deus ex machina. Wszystkie problemy rozwiązują się praktycznie same, nieposłuszni synowie zaczynają w końcu słuchać, mamy uczą się, że w końcu czas skupić się też i na sobie, a cała reszta magicznie się układa.

Nowa produkcja Netfliksa ma na celu wzbudzić w widowni pozytywne emocje. W tym względzie, nie ukrywam, odnosi sukces.

To rodzaj filmu, w którym wartości artystyczne czy logika scenariusza spadają na drugi plan – liczy się to, jak oddziałuje na widza. Żyjemy w napiętych czasach, wielu z nas potrzebuje chociażby chwilowej ucieczki od tego wszystkiego. „Mamusie bez synusiów” oferują nam właśnie taką ucieczkę. Jest ona łatwa, prosta i przyjemna. Od was zależy teraz, czy tego obecnie potrzebujecie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...