Co trzeba zrobić, by twoja piosenka została uznana najlepszą na świecie?

Artykuł/Muzyka 31.07.2019
Co trzeba zrobić, by twoja piosenka została uznana najlepszą na świecie?

Co trzeba zrobić, by twoja piosenka została uznana najlepszą na świecie?

Wystarczy napisać przebój, który najdłużej utrzyma się na pierwszym miejscu listy Hot 100 Billboardu. Jakby to rzeczywiście świadczyło o jakości danej piosenki.

No, ale takie kryteria zostały już gremialnie przyjęte. To trochę jak z filmami, których jakość często ocenia się przez pryzmat popularności i zarobionych pieniędzy. Z muzyką w ogóle jest problem, jeśli chodzi o ocenę. Jest w niej coś ulotnego, na swój sposób magicznego. Bardziej działa na emocje, przez co trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest obiektywnie „najlepszą piosenką”.

To zresztą dyskusja stara jak świat – czy dobre jest to, co jest na wysokim poziomie artystycznym, czy to co się nam podoba?

A gdy wchodzimy w przestrzeń „najlepszych na świecie”, to czy dobrym kryterium jest uznawanie, że najlepsze jest coś, co podoba się największej ilości ludzi?

Gust masowy, z samego tylko założenia nie jest dobrym miernikiem jakości. Wręcz można przyjąć, że im większej ilości ludzi się coś podoba, tym jest to bardziej przeciętne.

Oczywiście są wyjątki. Jest dużo znanych masowo i globalnie popularnych przebojów, które można uznać za muzyczne arcydzieła, takie jak np. Bohemian Rhapsody Queen, Purple Rain Prince’a czy kawałki Led Zeppelin, Arethy Franklin bądź Sama Cooke’a. Jednak w większości przypadków króluje przeciętność.

Być może podejście zakładające, że najlepszą piosenką jest ta, która najdłużej utrzymuje się na liście Hot 100 magazynu Billboard jest o tyle dobre, że najbardziej demokratyczne?

Oczywiście, jak to z demokracją bywa, jest niedoskonała, ale nic lepszego nie wymyślono. Gdybyśmy opierali się na tym zestawieniu, w którym znajdują się najlepiej sprzedające się, najchętniej słuchane w radiu i streamingu przeboje, to musielibyśmy uznać, że od niedawna najlepszą piosenką na świecie jest Old Town Road w wykonaniu Lil Nas X oraz Billy Ray Cyrusa (ojca Miley).

Próbowałem jej posłuchać, no i cóż – może nie jest to kawałek tam samo bezbarwny i nijaki jak nieszczęsne Despacito, ale na miano „najlepszej piosenki na świecie” z pewnością, moim zdaniem, nie zasługuje.

Może to kwestia sentymentów, ale jednak mam wrażenie, że nawet najbardziej banalne przeboje z lat 90. czy 80. miały więcej wyrazu, energii i emocji niż to co słyszymy obecnie.

Mimo wszystko, Old Town Road oficjalnie pobiło rekord wszech czasów tygodni spędzonych na pierwszym miejscu listy Hot 100 Billboardu. Na ten moment od 17 tygodni kawałek ten jest numerem jeden.

Tuż za nim, z wynikiem 16 tygodni na pierwszym miejscu listy Hot 100 znajduje się Despacito. Ten utwór niezmiennie pozostaje dla mnie fenomenem – jak coś tak nijakiego i banalnego mogło się stać aż tak wielkim i słuchanym w kółko przebojem? Co więcej, w serwisie YouTube klip do Despacito obejrzano już ponad 6 miliardów razy.

Porównajmy to sobie z innym przebojem, znajdującym się ex aequo na drugim miejscu z wynikiem 16 tygodni na pierwszym miejscu – One Sweet Day zaśpiewanym przez Mariah Carey wraz z grupą Boyz II Men. Wspaniała podniosła melodia, idealne połączenie R&B i popu, prosta i klarowna konstrukcja oraz poruszający tekst dedykowany zmarłym bliskim. Moim zdaniem jest to zupełnie inny poziom.

Identyczna sytuacja jest z kolejną pozycją, czyli legendarnym I Will Always Love You w wykonaniu Whitney Huston. To nieśmiertelny przebój, którego melodia, nawet jeśli chwilami przesłodzona, potrafi przyprawić o ciarki.

Innym przebojem, który w latach 90. bił rekordy popularności i znajdował się przez długie 14 tygodni na liście Hot 100 był kawałek Macarena.

I tutaj wchodzimy w rejony bliskie Decpacito. Aczkolwiek Macarena wydaje mi się o wiele bardziej wyrafinowana niż szlagier Luisa Fonsiego. Do dziś nie zapomnę traumy związanej z tym, że w podstawówce na godzinie wychowawczej całej naszej klasie kazano nauczyć się tańczyć Macarenę.

Żelazną dziesiątkę „najlepszych piosenek wszech czasów” zamyka Uptown Funk Marka Ronsona w wykonaniu Bruno Marsa.

Panowie ewidentnie ratują honor popowych przebojów XXI wieku. Choć też, jak na ironię, Uptown Funk wyraźnie inspirowany jest, jak sam tytuł wskazuje, funkiem i motown z lat 70. Mimo wszystko – kapitalna produkcja, soczyste aranże, brawurowe wykonanie Marsa oraz kapitalna linia melodyjna sprawiają, że w tym przypadku absolutnie nie dziwię się popularności tego kawałka. Sam słuchałem go co najmniej kilkadziesiąt razy.

Ale może to tylko moje gdybanie. Sądzicie, że kawałek Old Town Road zasługuje na miano najlepszej piosenki na świecie?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...