„Batman” Tima Burtona skończył 30 lat. To film, który zmienił na zawsze kino superbohaterskie

Artykuł/Film 23.07.2019
„Batman” Tima Burtona skończył 30 lat. To film, który zmienił na zawsze kino superbohaterskie

„Batman” Tima Burtona skończył 30 lat. To film, który zmienił na zawsze kino superbohaterskie

Aż trudno uwierzyć, że minęły już trzy dekady od momentu premiery filmu „Batman” z Michaelem Keatonem w roli głównej oraz w reżyserii Tima Burtona. Wpływ, jaki miał ten film na całe kino rozrywkowe jest nie do przecenienia.

23 lipca 1989 roku kino superbohaterskie zmieniło się na zawsze. A może nawet nie tyle zmieniło, co zaczęło w pełni rozwijać swoje skrzydła. Wszystko to za sprawą niepokornego reżysera z mroczną wizją, który dał światu pierwszą poważną wysokobudżetową superprodukcję z Człowiekiem Nietoperzem.

Przed premierą „Batmana” filmy o superbohaterach nie były taką codziennością jak dziś.

Na dobrą sprawę jedyną hollywoodzką produkcją z tego gatunku, która zagościła na dużych ekranach był „Superman” Richarda Donnera nakręcony ponad dekadę wcześniej. „Superman” przeszedł do legendy, ale był samotną jaskółką zmian, która nie zadomowiła się w branży na długo. Większość lat 80. to trochę „wieki ciemne” jeśli chodzi o filmy superbohaterskie. Sukces filmu Donnera nie sprawił, że Hollywood otworzyło swoje sejfy i wyjęło ogromne ilości pieniędzy na kolejne produkcje. Raczej dążono do tego, żeby oszczędzać. Nikt nie traktował adaptacji komiksów na poważnie. Ciągle pokutował bowiem ich wizerunek jako historyjek dla mało wymagających dzieciaków.

I wtedy na scenę wkroczył Tim Burton. Jego nietypowa i mroczna (jak na hollywoodzkie standardy) poetyka z jednej strony nadawała się idealnie do adaptacji opowieści o Mrocznym Rycerzu. Z drugiej jednak była dość odważnym ruchem. Bardzo nieoczywistym jak na tamte czasy. „Batman” był bowiem pierwszym autorskim podejściem nie tylko do adaptacji komiksu, ale i do kina rozrywkowego. Artystyczny odcisk palca Tima Burtona jest widoczny gołym okiem podczas oglądania jego „Batmana”. Począwszy od atmosfery rodem z ponurej, gotyckiej baśni, przez kostiumy, scenografię, aż po dziwaczne albo introwertyczne postaci.

„Batman” był pierwszą adaptacją komiksu, którą można było uznać za film artystyczny, przynajmniej od strony formalnej. Zmienił więc tym samym optykę kina superbohaterskiego, sprawił, że zaczęto o nim myśleć w zupełnie innych kategoriach.

Nie jak o tanich produkcjach klasy B, a jak o poważnym widowisku. Tym samym otworzył drzwi dla obecnej „złotej ery” adaptacji komiksów. Wprawdzie kolejne Batmany, poczynając od „Batman Forever” do niechlubnego „Batmana i Robina”, powróciły do podejścia „marnej jakości”, tak już od początku XXI wieku kolejni twórcy zaczęli korzystać z tego pełnymi garściami.

Gdyby nie „Batman” z 1989 roku, nie powstaliby pierwsi „X-Meni”. Tym bardziej nie obejrzelibyśmy choćby „Mrocznego Rycerza”. Gdyby nie „Batman”, nie byłoby też całego Marvel Cinematic Universe.

Autorskie i bardziej dojrzałe podejście do Batmana pozwoliło zupełnie inaczej spojrzeć na postaci superbohaterów, a ogromny sukces kasowy filmu Burtona tylko to przypieczętował. Przy całkiem solidnym, jak na 1989 rok budżecie wynoszącym 35 mln dol., „Batman” już w weekend otwarcia zarobił znakomite 40 mln dol. Było to wówczas najlepsze otwarcie w historii kina!

Ostatecznie film Burtona zarobił ponad 250 mln dol. w samych Stanach Zjednoczonych oraz 411 mln dol. globalnie. Jeśli wziąć pod uwagę inflację, to przy dzisiejszych cenach biletów „Batman” zarobiłby niecałe 900 mln dol. Czyli niewiele mniej niż „Mroczny Rycerz”.

A miejmy na uwadze fakt, że rynek kinowy u schyłku lat 80. był o wiele mniejszy. Hollywoodzkie produkcje nie docierały tak szeroko do Azji, jak to ma miejsce obecnie. Do połowy lat 90. „Batman” Burtona był w czołówce najbardziej kasowych filmów wszech czasów. To sprawiło, że Hollywood zaczęło widzieć zupełnie nowy potencjał w adaptacjach komiksów. Wprawdzie to spojrzenie będzie dość powoli kiełkowało, ale ten film był pierwszym krokiem w „odczarowaniu” komiksów w ujęciu kinowym. A pośrednio sprawił, że stał się to najpopularniejszy i najbardziej kasowy podgatunek filmowy.

Co do wyborów obsadowych, Burton pozwolił sobie na imponującą „samowolkę”. Zarówno postać Batmana jak i Jokera, w które wcielili się kolejno Michael Keaton i Jack Nicholson, nie są moimi ulubionymi wyborami obsadowymi. Dziś wprawdzie Keaton przez wielu uważany jest za najlepszego Batmana, a jego kwestia: „I’m Batman” przeszła do historii, jednak fani nie byli od samego początku zadowoleni z tego wyboru.

Ponoć do studia spłynęło ponad 50 tys. listownych skarg od niezadowolonych geeków, którym Michael Keaton kompletnie nie pasował do roli Bruce’a Wayne’a.

Nie chodzi tu wcale o jego umiejętności aktorskie, tylko fakt, że bardziej pasują do niego flanelowe koszule niż garnitur miliardera oraz gumowy kostium nietoperza. Jego mimika skrywała nie tyle tajemnicę i mroczną traumę z przeszłości, co dezorientację oraz… senność. Tak, wiem, narażam się fanom. Dla mnie samego Keaton był bohaterem mojego dzieciństwa, dopiero z czasem zacząłem zwracać uwagę na to, jak odmienny jest on od komiksowego pierwowzoru. Na pewno jednak miał w sobie dawkę melancholii, która nadała tej postaci ciekawy rys. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że „Batman” jest filmem Tima Burtona, który tylko wykorzystuje motywy i postaci z komiksów dla stworzenia swojej własnej opowieści.

Minęło 30 lat od premiery „Batmana” i od tamtego czasu jego filmowe losy przebyły naprawdę interesującą, choć i krętą drogę.

Po gotyckich burtonowskich wersjach Hollywood skupiło się na kampowym podejściu do tej postaci, dając światu jeden z najgorszych filmów w historii, czyli „Batman i Robin”. Kilka lat później Christopher Nolan stworzył, jak na razie, najlepszą inkarnację Mrocznego Rycerza na ekranie kinowym. Taką, której trudno będzie komukolwiek dorównać. Jak na razie ostatnim Batmanem, którego mogliśmy oglądać był Ben Affleck, w ujęciu Zacka Snydera, tyle że nie jako solowa postać, a w towarzystwie Supermana oraz Ligi Sprawiedliwości.

Obecnie czekamy na nowego „Batmana” w reżyserii Matta Reevesa, w którym w rolę Mrocznego Rycerza wcieli się tym razem Robert Pattinson. Siłą rzeczy każdy następny przedstawiciel symbolu nietoperza spogląda w stronę filmu Burtona oraz roli Keatona, bo wpływ pierwszej kinowej produkcji o Batmanie był ogromny i nadal rezonuje w popkulturze.

Teksty, które musisz przeczytać:

Oscary dla „Jokera” nie zmienią podejścia do kina superbohaterskiego. I bardzo dobrze!

W niedawno opublikowanym na Rozrywka.Blog tekście, mój redakcyjny kolega Tomek podjął temat wiążący się z tym, że film „Joker” zgarnął aż 11 nominacji do Oscarów. To rzeczywiście wydarzenie bez precedensu dla adaptacji komiksów. Przy okazji pojawiają się powiązane z tym faktem oczekiwania, że tak ważne i donośne docenienie filmu z rodowodem komiksowym miałoby coś zmienić, … Continued

Felieton/Film 17.01.2020

Dołącz do dyskusji (1)

2 odpowiedzi na “„Batman” Tima Burtona skończył 30 lat. To film, który zmienił na zawsze kino superbohaterskie”

  1. Jak dla mnie Keaton bardzo pasował do roli Batmana, a już Nickolson do Jokera tym bardziej. Dużą robotę robi tutaj świetna, mocna muzyka Danyego Elfmana. Bardzo dobry film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

“ad”

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...