Spider-Man w wersji MCU nie jest już tym samym superbohaterem, co kiedyś. Mam trzy poważne problemy z tą postacią

Felieton/Film 16.07.2019
Spider-Man w wersji MCU nie jest już tym samym superbohaterem, co kiedyś. Mam trzy poważne problemy z tą postacią

Spider-Man w wersji MCU nie jest już tym samym superbohaterem, co kiedyś. Mam trzy poważne problemy z tą postacią

Jakkolwiek świetnie bawiłem się na dwóch nowych solowych filmach o przygodach Spider-Mana, koprodukcja Sony i Marvela kompletnie zignorowała najważniejsze motywacje, które zrobiły z tej postaci popkulturową legendę.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Uwaga na spoilery.

„Spider-Man: Homecoming” (ciągle nie mogę zrozumieć, czemu ten film nie otrzymał spolszczenia podtytułu) był naprawdę udanym odświeżeniem przygód Pająka. Nowa energia, mocniejsze akcenty komediowe, fantastyczne sekwencje akcji, mruganie okiem w stronę filmów Johna Hughesa. A do tego obecność Tony’ego Starka i powiązanie Petera Parkera z Avengersami – to naprawdę strzał w dziesiątkę.

No i oczywiście Tom Holland, najlepszy jak dotąd Peter Parker i Spider-Man. Tobey Maguire był udanym Peterem Parkerem, a słabym Spider-Manem. Andrew Garfield był nieudaną wersją Petera Parkera, zbyt cool, żywcem wyjęty z indie-romansów dla nastolatek. Jako Spider-Man był za to bliski ideału. Holland z kolei jest perfekcyjny i jako Peter, i jako jego pajęcze alter ego.

Także „Spider-Man: Daleko od domu” (aż dziwne, że tym razem postanowiono przetłumaczyć podtytuł na polski) to udane, wakacyjne kino rozrywkowe. Z właściwie idealną wersją Mysterio, tak wierną komiksom, jak to tylko możliwe. Obok doktora Octopusa ze „Spider-Mana 2” jest to najlepsze przeniesienie postaci czarnego charakteru z komiksu Marvela na duży ekran.

Ujęcie przygód Spider-Mana w poetyce wakacyjnego kina drogi, w dodatku z Pająkiem po raz pierwszy huśtającym się w europejskich miastach poza Nowym Jorkiem, to też ciekawa odmiana i powiew świeżości.

O ile jednak nowe filmy o Pająku to naprawdę solidna (choć też i bezpieczna) rodzinna rozrywka, a Tom Holland to idealny Spider-Man/Peter Parker, obecna inkarnacja pajęczego superbohatera właściwie kompletnie zmieniła tę postać. Zabrała jej klasyczne motywacje, które czyniły z niego tak wyjątkowego i ludzkiego herosa.

Przede wszystkim, nowe filmy o Spider-Manie właściwie w ogóle nie wspominają o wujku Benie.

Jak wszyscy wiemy, jego tragiczna śmierć była katalizatorem dla Petera, by zaczął on wykorzystywać swoje moce do walki ze złem. To wujek Ben wypowiedział słowa, które stały się Biblią i drogowskazem Spider-Mana przez resztę jego życia: „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność.”

Jak mniemam nowe filmy nie chciały powtarzać po raz kolejny origin story (i słusznie). Twórcy wychodzą z założenia, że widzowie znają historię Petera i wiedzą o śmierci jego wujka. Sęk w tym, że choćby tylko w samym „Homecoming” odniosłem wrażenie, jakby twórcy w ogóle odjęli Bena z tego równania. Na dobrą sprawę Petera bardziej motywowało włączenie w szeregi Avengersów czy zaimponowanie Tony’emu Starkowi. To są główne powody, dla których chce on walczyć ze złem jako Spider-Man.

Brak wujka Bena w tym układzie wydał mi się nie tylko niezgodny z filozofią tej postaci, ale też zwyczajnie nieczuły. Oczywiście można przyjąć, że tak mocne „uwieszenie się” Petera na postaci Starka to wynik braku Bena w jego życiu, ale autorzy filmów nie mówili o tym wprost.

W „Daleko od domu” Parker ciągle przeżywa śmierć Tony’ego po wydarzeniach z „Avengers: Koniec gry”. Jak dotąd ani razu nie widzieliśmy, by jakkolwiek przeżywał śmierć wujka Bena, a musiała się ona zdarzyć stosunkowo niedługo przed rozpoczęciem akcji „Spider-Man Homecoming”. Brak Bena to fundamentalna różnica w podejściu do postaci Petera. I jest to różnica na niekorzyść.

Drugim problemem jest to, jak łatwo i szybko Peter dzieli się swoją ukrytą tożsamością z bliskimi.

Czy to niechcący, czy w wyniku konieczności – nieważne. Może to wynik tego, że należę do pokolenia fanów wychowanych na klasycznych, „niewinnych” komiksach o superbohaterach, w których ta skrywana tożsamość i próby utrzymywania tajemnicy podwójnego życia stanowiły istotny element fabularnej układanki. Bez względu na to, czy tajemnicę skrywały banalne i naiwne okulary (jak w przypadku Supermana), czy maski nakładane na część (jak u Batmana) lub całą twarz (np. Spider-Man właśnie).

To, że nikt z bliskich nie wiedział, że Peter jest Spider-Manem, przynajmniej dla mnie stanowiło dodatkowy dreszczyk emocji, dodawało uroku tym historyjkom. Wiem, że wynika to pewnie z tego, że obecny Spider-Man pisany jest pod kątem zupełnie innego odbiorcy. Do tego istnieje on w świecie MCU, w którym właściwie większość superbohaterów nie ukrywa swej tożsamości. Gdy na koniec pierwszego „Iron Mana” Tony Stark wyjawił dziennikarzom: „Jestem Iron Manem”, z miejsca można było się domyślić, że w MCU będą rządzić trochę inne zasady.

Jakby tego było mało, (uwaga, spoiler!) w filmie „Daleko od domu” tożsamość Spider-Mana poznali nie tylko Mysterio i MJ. W scenie po napisach końcowych cały Nowy Jork, a w domyśle i świat, dowiedział się o tajemnicy Petera.  Swoją drogą to chyba też znak czasów. Kiedyś chyba ludzie bardziej cenili prywatność i stąd motyw skrywania tożsamości był całkiem nęcący. Dziś z kolei prywatność oddaliśmy z łatwością i dzielimy się nią z całym światem.

Trzecim poważnym problemem z nowymi filmami o Pająku jest dla mnie ciocia May. A konkretnie to, jak bardzo różni się od komiksowego pierwowzoru.

Ale nie o różnicę względem komiksów samą w sobie chodzi. Bardziej o kierunek, który obrali twórcy.

Bitwy podjazdowe o jej względy toczyli zarówno Tony Stark, jak i Happy Hogan. I do pewnego stopnia jest to nawet zabawne. Natomiast i tym razem twórcy albo nie zrozumieli, albo pominęli ważny motyw charakterologiczny związany z postacią Spider-Mana. W komiksach ciocia May to starsza, poczciwa, w głębi duszy ciągle opłakująca stratę męża, schorowana kobieta, o której zdrowie i życie Peter drży właściwie przez cały czas.

Ciocia May jest jego kotwicą, tak jak wujek Ben moralnym kompasem. To dla nich dwojga stara się on być jak najlepszym człowiekiem i superbohaterem. W opisywanych filmach wygląda to zupełnie inaczej.

Nie da się też zauważyć, że Sony/Marvel, pomimo walki o równouprawnienie i nie uprzedmiotowianie kobiet w branży, dokonali jednak świadomego wyboru w przemianie May ze starszej, drobnej pani, w przebojową, kipiącą seksapilem kobietę. May w MCU jest atrakcyjna, przebojowa, seksowna i świadomie te wdzięki wykorzystuje.

Takie podejście odseparowuje mentalnie May od Petera, czyni z niej postać służącą wprowadzaniu wątków komicznych. Nie czuć silnej więzi emocjonalnej między nią i Peterem. Tak samo jak nie czuć tej więzi między nim i Benem. Jedynie Tony Stark, który był w życiu Petera przez chwilę, zdołał mocniej wdrukować się w jego pamięć i psychikę.

Wszystko to sprawia, że nowy Spider-Man na dobrą sprawę wiele stracił ze swojej charakterologicznej obudowy.

Liczne niuanse tej  postaci zostały zredukowane tylko i wyłącznie do nieporadnego nastolatka, który stara się walczyć o względy koleżanki z klasy, a przy okazji ma na głowie walkę z superłotrami w kolorowej pidżamie.

Wiem, wiem, to tylko postać z mainstreamowego komiksu dla dzieciaków, przerobiona na potrzeby wakacyjnego blockbustera kinowego. Tym niemniej, jako fan tej postaci (od niego na dobrą sprawę zaczęła się moja fascynacja popkulturą w szczenięcych latach) jestem mocno rozczarowany tym, jak został on okrojony emocjonalnie jako bohater.

Zabrano mu wszystko to, co stanowiło o jego wyjątkowości i tak mocno przemawiało do mas przez dekady. To trochę tak, jakby zabrać z życiorysu Batmana wątek śmierci jego rodziców, albo z historii Supermana fakt, że jest kosmicznym emigrantem, obcym z innego świata.

Oczywiście obecne młode pokolenia, które poznają Spider-Mana przez pryzmat kreskówek i filmów MCU są pewnie tak samo zachwycone tą postacią jak ja, gdy pierwszy raz sięgałem po zeszyt z jego przygodami. Nie twierdzę też, że Spider-Manowi nie było potrzebne odświeżenie, nowy restart. Szkoda tylko, że zrobiono to poprzez wycięcie z jego tkanki tylu ważnych motywów.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

15 odpowiedzi na “Spider-Man w wersji MCU nie jest już tym samym superbohaterem, co kiedyś. Mam trzy poważne problemy z tą postacią”

  1. Myślałem że będę tęsknił za tym podwójnym życiem PP i zbieraniem na czynsz nędznymi fotkami.
    Ale chyba nie. Może jestem prostym widzem, ale cieszy mnie że ta postać nagle dostała rzeczywistość w której nie musi płakać za wujkiem co większy plot twist, ciocia nie płaszczy się po toster w banku, ale aktywnie działa i podrywa, a strój nie jest klejony w jakiejś dziurze pod dachem z spandexu.

    Ten Piter ma możliwości i zaplecze aby stać się nowym liderem Avengersów i mam nadzieje że w tą stronę pójdą.
    A o kłopoty dla pajęczaka nietrudno, jego przeciwnicy byli wybitnie ciekawi (symbiot!!!), rozterki sercowe też spore.

    Dajmy mu rozwinąć pełen potencjał wreszcie, a nie urywajmy kolejną trylogię.

  2. Ktoś kiedyś powiedział w jakimś filmiku związanym ze Spider-Man Far From Home odpowiadając na narzekania na brak wujka Bena w nowych filmach: “dajcie wujkowi Benowi nie żyć”.

  3. Nowy Spider Parker… Peter Man… ehh.
    Nowy Spider Man to przede wszystkim prosta, kompletnie nijaka opowieść dla nastolatków. Niestety, jak autor słusznie zauważył, Marvel obrał zupełnie inne podejście. May to zupełnie inna postać, Peter nie leci na MJ i nie stara się o jej względy, brak wujka Bena i motywów Petera Parkera. Podobnie jest z innymi postaciami. Brak solidnego, dobrze przedstawionego motywu antagonisty, brak satysfakcjonującego zakończenia (zamiast tego jest tylko “What the f***”).
    Poza dużymi zmianami w postaciach irytuje mnie przed wszystkim wspomniana nijakość całości. Jak dla mnie seria z Hollandem nie ma polotu do tej z Tobey Maguirem. W Avengersach jeszcze jako tako daje radę, ale we własnym filmie nie.

    Long story short:
    Seria z Hollandem jest niczym śledzik Lisnera – na raz. Po tym można o nim zapomnieć, bo nie ma czego pamiętać.

    • Mam niemal identyczne przemyślenia, ale ja odnoszę je do całego MCU. Dla mnie to nijaka seria bez polotu, skonstruowana tak, aby dało się ją ciągnąć taśmowo w nieskończoność. Jakoś nie bawi mnie oglądanie po raz kolejny tych samych postaci o charyzmie ziemniaka, naprzemiennie rzucającymi sucharem lub pozbawionym logiki pseudonaukowym bełkotem. Tożsamością serii jest brak skupienia się na jakimkolwiek elemencie – bohaterach, złych, fabule, działaniach, itd. – przez co pod koniec seansu mam zawsze uczucie obcowania z mierną prezentacją stażystów zatrudnionych w drugoligowym studiu CGI.
      Marzy mi się zobaczyć coś na poziomie Hellboy’ów od Del Toro.

  4. Spiders web jak zawsze pierdoli twórcy mówili że się odcinaja od komiksowego Spidermana który moim zdaniem jest naprawdę gorszy od tego co teraz dostajemy i tak dobrze że May jest młodsza nie ma męża to jest inna historia lepsza od komiksowej oraz tych starych Spidermanow które się chowają przy tych najnowszych

  5. Po pierwsze już na samym początku współpracy Marcela z Sony podjęli Oki decyzję o tym, że będzie to inny Spiderman niż ten komiksowy.
    Po drugie Parker ma 16 lat i mimo bycia superbohaterem jest po prostu nastolatkiem.
    Nie wiem czy tak szybko i łatwo dzieli się tożsamością. Z kim się podzielił?
    Ned dowiedział się przypadkiem, MJ sama to ogarnęła, May też dowiedziała się przypadkiem, cały świat będzie wiedział przez Mysterio.

    • No właśnie przez jego gapiostwo się sowiedzieli bo nie był wystarczająco ostrożny, to ta różnica. Dawniej to był wielki sekret i jak któryś wróg się dowiedział kim jest yo było wydarzenie. Tutaj wie kolega, koleżanka, ciotka pół tarczy i jak dotąd oba złole

  6. Polecam obejrzeć serial animowany Ultimate Spider-Man. To jest dokładnie ten sam Spider-man. Z młodszą ciotką May i podrywającym ją Starkiem. Nawet ma tam taki sam kostium zrobiony przez Starka. Współpracuje z innymi superbohaterami jak Nova czy nawet Wolverine.

  7. Dla mnie takie artykuły, posty czy komentarze pachną jednym “Kiedyś to było lepiej”. Chyba, żaden z filmów MCU nie trzyma się 1 do 1 komiksów.
    Dla mnie większą zmianą i bardziej rażąc w oczy by było, gdyby pajączek nie był sierotą.

  8. Nie wytrzymam od tego chwalenia Hollanda… W czym on jest taki super ? A film z nim w roli głównej to już totalna żenada dla dzieci… Zero akcji, zero scen walki, spiderman który nic nie potrafi zrobić bez stroju starka, zdobili z tego komedyjkę z nutką romantyzmu dla fanów Fortnite… …. I jeszcze te zdanie na początku “tobey maguire był dobrym PP ale złym Spidermanem” co za bzdura… Tobey bije Toma na głowę, te sceny walki z 2,3 spidermana były nie do przebicia. Jak dla mnie cały ten Mcu ze spidermanem to jedno wielkie ….. Z mocno zawyżoną oceną.

  9. Jak tu traktować poważnie artykuł kogoś kto narzeka na największa zaletę filmu czyli brak absurdalnego spolszczenia podtytułu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...