Myślicie, że „Król lew” to niepotrzebny film? Disney szykuje aktorską wersję „Pocahontas”

Artykuł/Film 15.07.2019
Myślicie, że „Król lew” to niepotrzebny film? Disney szykuje aktorską wersję „Pocahontas”

Myślicie, że „Król lew” to niepotrzebny film? Disney szykuje aktorską wersję „Pocahontas”

Nie żeby była to informacja nadzwyczaj szokująca i kompletnie niespodziewana. „Pocahontas” to po prostu następna w kolejce klasyczna animacja Disneya, na której koniecznie trzeba ponownie zarobić.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Choć „Pocahontas” nie zajmuje tak samo wysokiej pozycji pośród najlepszych animacji Disneya jak „Król lew” czy „Piękna i Bestia”, to siłą rzeczy jest jedną z najbardziej uwielbianych animacji studia z lat 90. Przyznam, że ja sam byłem jej wielkim fanem jako dzieciak. Historia relacji Johna Smitha oraz indiańskiej księżniczki Pocahontas o wiele bardziej dotknęła mnie emocjonalnie niż związek znudzonej i rozpieszczonej księżniczki oraz bezdomnego złodziejaszka („Aladyn”) czy wiejskiej dziewczyny oraz… zwierzęcia („Piękna i Bestia”).

Jest w „Pocahontas” spora dawka melancholii, cała ta opowieść wydaje się podszyta smutkiem.

Elementy nadprzyrodzone (gadające zwierzęta, ożywione przedmioty itp.) zostały ograniczone do niezbędnego minimum, co przybliżało widza do tej historii, a oddalało od bajkowej abstrakcji.  Do tego dochodzą jeszcze nadzwyczaj ważne tematy związane z poszanowaniem natury, ekologią, życiem w zgodzie z przykazaniami Matki Ziemi.

No i piosenki, obok „Króla lwa”, „Pocahontas” miała moim zdaniem najlepsze utwory muzyczne wplecione w fabułę. Kolorowy wiatr, w mistrzowskim wykonaniu Edyty Górniak, to jedna z najpiękniejszych melodii mojego dzieciństwa, także pod kątem lirycznym.

Biorąc pod uwagę fakt, że Disney bierze ponownie na warsztat wszystkie swoje najbardziej kultowe animacje i tworzy z nich aktorskie remaki (poza „Królem lwem”, który jest animowanym komputerowo remakiem animacji) oczywistym jest, że prędzej czy później studio zabrałoby się i za „Pocahontas”. Tym bardziej, że zarówno tematy związanie z ekologią, jak i reprezentacja różnych grup społecznych i ras są obecnie na topie o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Jeśli wierzyć doniesieniom branżowym Disney na poważnie zabiera się do prac nad aktorskim remakiem „Pocahontas”. W roli głównej chce obsadzić aktorkę mającą korzenie rdzennych Amerykanów.

I jest to jak najbardziej słuszny wybór. Gdyby ten film powstał w latach 90. To pewnie Pocahontas zagrałaby jakaś brunetka o trochę bardziej śniadym odcieniu skóry (stawiam na Angelinę Jolie po solarium albo ewentualnie Salmę Hayek). Sądzę, że pod względem castingu Disney zrobi równie dobrą robotę, jak przy aktorskim „Aladynie” (choć ich obsadowy wybór Dżafara jest kiepski).

Bardziej jednak zastanawia mnie, podobnie jak w przypadku „Króla lwa”, sens tego przedsięwzięca. Oczywiście dla Disneya sens zawsze będzie, o ile tylko ichniejsze portfele zostaną solidnie zapełnione pieniędzmi od widzów. Natomiast od strony artystycznej czy nawet oczekiwań widzów, aktorska wersja „Pocahontas” jest kompletnie niepotrzebna.

Jestem jeszcze w stanie zrozumieć potrzebę nowej wersji „Aladyna”, by zobaczyć filmową wersję Dżina, Agrabah czy lotu na magicznym dywanie. W przypadku „Króla lwa” wabikiem są fotorealistyczne animowane zwierzęta. A w „Pocahontas”? W tej historii bohaterami są ludzie, dziewicze lasy Ameryki na pewno mogą prezentować się wspaniale, ale to nie jest coś, co zwabi miliony widzów do kin.

Do tego nieformalny remake „Pocahontas” już powstał. W 2005 roku Terrence Malick nakręcił film „Podróż do Nowej Ziemi”, który opowiada realistyczną wersję historii Pocahontas i Johna Smitha.

W chwili obecnej Disney pełną parą pracuje nad aktorskim remakiem „,Małej syrenki”. Być może następna w kolejności będzie właśnie „Pocahontas”. Albo… sequel „Aladyna”.

Studio jest ponoć poważnie zainteresowane kontynuacją opartą na animowanym sequelu „Aladyn: Powrót Dżafara”. Co też w sumie nie dziwi. To chyba jedyny w miarę udany sequel kultowych animacji Disneya, który zyskał sporą popularność pośród widowni.

Aktorska wersja „Aladyna” zbliża się do 1 mld dol. wpływów globalnych (obecnie ma na koncie 960 mln dol., co jest fantastycznym wynikiem). Absolutnie mnie to nie zaskakuje. Co więcej, nie zdziwię się, gdy Disney zacznie lada moment kręcić remaki sequeli wszystkich animacji, które wziął ostatnio na warsztat. Nadmienię tylko, że sam „Kopciuszek” czy „Król lew” doczekali się więcej niż jednej kontynuacji.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...