„Wiatr” to nie tylko thriller, ale także po części horror i film katastroficzny – recenzja dokumentu HBO

Recenzja/Film 08.07.2019
Nasza ocena:
„Wiatr” to nie tylko thriller, ale także po części horror i film katastroficzny – recenzja dokumentu HBO

„Wiatr” to nie tylko thriller, ale także po części horror i film katastroficzny – recenzja dokumentu HBO

Reżyser Michał Bielawski w swoim najnowszym filmie „Wiatr. Thriller dokumentalny” wniósł do gatunku, nomen omen, powiew świeżości. Jego dokument, który można oglądać na HBO GO, opowiada o potężnym zjawisku, jakim jest wiatr Halny siejący spustoszenie w polskich górach, oraz psychice mieszkających tam ludzi.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Wiatr. Thriller dokumentalny” już w pierwszych sekundach seansu startuje z wysokiego C. Przyglądamy się nagraniom wideo pokazującym skutki Halnego na Podhalu, a w tle słyszymy jak pełniący dyżur dyspozytorzy telefonów alarmowych odbierają niepokojące zgłoszenia dotyczące załamań nerwowych, prób samobójczych oraz ataków agresji.

Niewiele się poza polskimi górami mówi o tym, że wiatr Halny ma ogromny wpływ na stan mentalny górali.

W filmie porusza się więc zagadnienie uczucia niepokoju, depresji, wspomnianych wcześniej prób samobójczych bądź ataków paniki spowodowanych obecnością Halnego. Jest to zagadnienie na tyle intrygujące samo w sobie, że aż dziw bierze, iż dotąd żaden polski filmowiec nie zabrał się za ten temat. Jest w nim coś na poły niepokojącego, mistycznego i złowrogiego.

Michał Bielawski, chcąc zrobić film opowiadający o Halnym, nie mógł więc pominąć tego wątku. Co ciekawe, jego film nie jest klasycznym w formie dokumentem. Reżyser bowiem nadał mu ramy parafabularne oraz gatunkowe. Ów „thriller dokumentalny” dumnie widniejący jako część tytułu filmu to nie jest tylko i wyłącznie zabieg marketingowy.

W filmie „Wiatr” śledzimy losy trzech postaci. Teresa to kobieta w średnim wieku, która czuje niezwykłą więź z naturą, a jej największą miłością jest las. Staszek, energiczny baca w sile wieku ma na głowie liczą rodzinę. Młoda kobieta Ewa z kolei pracuje jako ratownik medyczny. Cała trójka nie spotyka się w filmie ze sobą, natomiast łączy ich to, że wszyscy zetkną się w mniejszym bądź większym stopniu ze skutkami zbliżającego się wiatru Halnego.

To, co się udało Bielawskiemu, to przekrojowe przybliżenie widzom tego, jak żyje się na Podhalu.

Nie jest to może rozbudowany portret tamtejszej ludności, ale przedstawiony został na tyle czytelnie i treściwie, że pod tym względem na pewno niezbędne minimum zostało zrealizowane.

Reżyser nie chwyta się na szczęście ogranych schematów z filmów dokumentalnych. Nie mamy tutaj „gadających głów”, zamiast tego kamera podąża za bohaterami i przygląda się temu, jak wygląda ich typowy dzień z życia. Postaci nie mówią do kamery, zachowują się tak, jakby jej nie było, niemalże tak, jakby byli aktorami mającymi do odegrania konkretnie rozpisane sceny.

I choć nie twierdzę, że tak było, tym bardziej, że cała trójka zachowuje się przed kamerą naturalnie i można odczuć, że nie są aktorami, to jednak nie mogłem wyrzucić z głowy wrażenia inscenizacji, przynajmniej części tej historii i zdarzeń. I niekoniecznie piszę o tym, jak o czymś negatywnym.

Prawdziwe filmowe „mięso” to jednak tytułowy wiatr. Wprawdzie nie ma go tu za dużo, pojawia się na dobrą sprawę w ostatnich minutach filmu, ale to, w jaki sposób Bielawski zdołał wykreować atmosferę niepokoju, nadciągającego niebezpieczeństwa i swoistej nieuchronności losu, zasługuje na gromkie brawa. Czegoś takiego nie widziałem dotąd w żadnym filmie dokumentalnym. Halny jest tu przedstawiony nie tylko jako niepowstrzymana, niemalże boska, siła natury. Jest niczym czyhające na mieszkańców Podhala fatum, widmo, niewidzialny stwór, który co jakiś czas upomina się ofiar i przypomina, że człowiek nie jest panem tej ziemi.

Są w filmie „Wiatr” piękne sekwencje widoków, w których poruszający chmurami wiatr prze do przodu, czym przypominał mi podobne sceny z kultowego horroru „Mgła” Johna Carpentera.

Na swój sposób nadejście, zniszczenia oraz odejście Halnego skojarzyły mi się także z filmami o Godzilli. I gdy obejrzycie „Wiatr. Thriller dokumentalny” to sami zobaczycie, że nie przesadzam. Same sekwencje „ataku” Halnego to już niemalże pełnoprawny i chyba pierwszy w historii polskiego kina film katastroficzny.

Mamy w Polsce znakomitych reżyserów, aktorów, operatorów, niestety gorzej u nas z budżetami oraz dobrymi scenarzystami. I w takich przypadkach z pomocą przychodzi życie, które jak wiemy pisze najlepsze scenariusze, a także sama natura, która potrafi na naszych oczach stworzyć widowisko równe tym z Fabryki Snów.

W budowaniu poczucia grozy, niepokoju, ale też i monumentalnego ukazania siły Halnego Bielawskiemu pomogły też znakomite zdjęcia, muzyka i, w ostatnim akcie, kapitalnie zgrany dźwięk, w tym wypadku podmuchów wiatru.

„Wiatr. Thriller dokumentalny” nie jest jednak filmem idealnym. Zdecydowanie brakuje mu pogłębienia wątków osobistych swoich bohaterów.

Bielawski jedynie nakreśla nam to, jaki wpływ, także na psychikę, ma Halny, ale nie rozwija tego i nie prowadzi do jakiegokolwiek zamknięcia. Losy trójki bohaterów nie są też zanadto intrygujące. Z góry wiadomo, że wiatrak, który w pierwszym akcie stawia pan Staszek zostanie uszkodzony przez wiatr, a kawałek lasu, który zechciała kupić dla siebie pani Teresa stanie się ofiarą Halnego. Historie tych postaci zaczynają się ciekawie, ale z czasem widzimy, że to tylko średnie spoiwo, które ma utrzymywać ten film w ryzach.

Tym niemniej, warto dać filmowi Bielawskiego szansę. To naprawdę ciekawa „zabawa” z formą, pokazująca, że film dokumentalny jako gatunek ma o wiele większy potencjał, niż może się to nam wszystkim wydawać. A poza tym, raz na jakiś czas powinniśmy sobie przypominać o tym, że nie jesteśmy królami świata i są na tej planecie siły o wiele potężniejsze od nas. W dodatku takie, których nie jesteśmy w stanie okiełznać.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

80 odpowiedzi na “„Wiatr” to nie tylko thriller, ale także po części horror i film katastroficzny – recenzja dokumentu HBO”

  1. Brak narracji, brak wstępu-rozwinięcia-zakończenia. Krótkie historie 3 losowych ludzi z Podlasia. Zero spoiwa poza tym, że czasem wieje. Brak naukowego podejścia do zjawiska meteorologicznego.
    Ładne zdjęcia i ujęcia, ale merytorycznie ten film jest pusty.

  2. Niestety, ten film nie ma żadnego głównego wątku, żadnej historii. Po prostu. Wieje, potem życie ludzi, potem wieje. Koniec. Szkoda, bo technicznie jest przewybornie i jeśli chodzi o kwestie realizacyjne oraz jednak budowanie klimatu to poziom światowy. Opakowanie ciekawsze od zawartości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...