„Stranger Things” jest najbardziej przereklamowanym serialem Netfliksa, bo opowiada po raz trzeci tę samą historię

Felieton/Seriale 05.07.2019
„Stranger Things” jest najbardziej przereklamowanym serialem Netfliksa, bo opowiada po raz trzeci tę samą historię

„Stranger Things” jest najbardziej przereklamowanym serialem Netfliksa, bo opowiada po raz trzeci tę samą historię

Nowy sezon „Stranger Things” w glorii chwale wylądował na platformie Netflix i bardzo prawdopodobne, że liczba oglądających znów będzie olbrzymia. I jest tylko jeden maleńki problem – to wciąż jest tak samo boleśnie przeciętny serial. Głównie dlatego, że po raz trzeci próbuje widzom wcisnąć tę samą historię.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące 3. sezonu „Stranger Things”.

Popularność „Stranger Things” to sprawa, której nie należy nie doceniać. Dzieło braci Dufferów to obecnie serial, z którym utożsamia się Netfliksa. Trudno sobie wyobrazić użytkownika platformy VOD, który nigdy nie słyszałby o „Stranger Things”, a duża część na pewno próbowała go obejrzeć.

Premierowy sezon najzwyczajniej w świecie zmiótł widzów z nóg. Wokół produkcji wybuchło prawdziwe nostalgiczne szaleństwo. I mało kto przejmował się, że Dufferowie większość elementów fabularnych wzięli bezpośrednio z filmów „Duch” i „Goonies”, po czym wymieszali ją z kilkoma filmami Stevena Spielberga, niewiele dodając od siebie.

„Stranger Things” miało być prostym serialem opartym na nostalgii, więc widzowie byli w stanie wiele wybaczyć. Ale już przy 2. serii zaczęły się pojawiać pierwsze narzekania na brak pomysłu i przeciągniętą historię. Prawdziwym znakiem ostrzegawczym dla widzów powinien być jednak 3. sezon serialu, bo dzięki niemu jak na dłoni widać, że Dufferowie za każdym razem opowiadają tę samą historię i w ogóle nie poprawiają jej błędów.

Pierwszy problem widać już przy analizie uwielbianej przez widzów czwórki młodych bohaterów. Poza Dustinem żaden z nich nie robi przez trzy sezony nic wartego uwagi.

stranger things 3 ocena

W teorii fabuła kręci się właśnie wokół Mike, Lucasa, Willa i Dusty’ego. Tak przynajmniej jest sprzedawana widowni, ale nie trzeba skomplikowanej analizy, żeby zobaczyć kłopot scenarzystów jak na dłoni. Bracia Duffer nie bardzo potrafią przekształcić ich z obserwatorów w aktorów wydarzeń w Hawkins. Will Byers dwukrotnie jest katalizatorem rozpoczęcia fabuły, ale poza tym ma naprawdę mało do roboty. Nie będzie żadnym przekłamaniem stwierdzenie, że najwięcej zrobił pod rozkazami Łupieżcy Umysłów, gdy wciągnął pracowników laboratorium w zasadzkę. W 3. sezonie twórcy odstawiają go na boczny tor, przez co cały wkład Willa w nową opowieść zamknął się w jednej nieudanej rozgrywki „Dungeons and Dragons” oraz powtarzania, że Łupieżca Umysłów powrócił (co widzowie już wiedzieli).

Z Lucasem i Mikiem jest kłopot o tyle, że twórcy nawet nie próbowali ich wykorzystać w roli innej niż partnera dla bohaterki. Lucas bez Max istnieje tylko jako przyczynek do żartów, a cały story arc Mike’a kręci się wokół Jedenastki. Tym mocniej widać to, gdy zobaczymy, jak wiele Dustin zrobił odkąd odłączył się od grupy. Jego przyjaźń ze Stevem nie tylko spodobała się widzom, ale ma też wpływ na wydarzenia w Hawkins. Podobnie jak opieka nad Dartem, związek z Susie czy wyprawa do podziemnego kompleksu Rosjan.

Każdy sezon „Stranger Things” jest podzielony na trzy główne wątki, tak samo się zaczyna i kończy oraz ma identycznych antagonistów.

Można je dosyć łatwo opisać: Joyce i Hopper, Jonathana i Nancy oraz dzieciaki. W 2. i 3. sezonie ze względu na zwiększającą się liczbę bohaterów drugoplanowych „dzieciaki” podzieliły się na dwie podgrupy – oryginalną oraz Steve’a i Dustina. Te same wątki między sezonami różnią się drobnymi szczegółami i objętością, ale w swej podstawie są niezmienne. W premierowej serii oczywiście połączenie bohaterów musiało zająć nieco dłużej, bo jeszcze ich nie znaliśmy. Ale oprócz tego możemy założyć, że serial zacznie się od dziwnego zdarzenia powiązanego z laboratorium, które zakłóci spokój mieszkańców Hawkins, a na koniec powróci do względnego status quo.

stranger things 3 ocena

Wypada powiedzieć kilka słów o wrogach naszych bohaterów. Skrytykować braci Duffer, że nie mają na nich żadnego pomysłu, to tak jakby nic nie powiedzieć. Mamy antagonistę nadnaturalnego i ludzkiego (źli naukowcy wspierani przez rząd lub armię). Posiadanie powracających przeciwników to jeszcze nic złego, ale po 3. sezonach nadal nie wiemy nic o Łupieżcy Umysłów i jego planach. Kim lub czym jest? Czemu pojawia się tylko w Hawkins? Jak powstał on i jego potwory? Nadal nie mamy też pojęcia, czego chciał Brenner ani po co Sowietom otwarcie przejścia. Źli w „Stranger Things” są źli, bo są źli. To trzykrotne powtórzenie znalazło się w zdaniu nie bez powodu, bo naprawdę najlepiej pokazuje ograniczenie wizji scenarzystów serialu Netfliksa.

Twórcy „Stranger Things” są tak bardzo zajęci wspominaniem dawnych (i zdecydowanie lepszych od swojego) dzieł, że ignorują nawet te nieliczne oryginalne pomysły, które im się zdarzają.

Tajemnicą poliszynela od dawna było, że lokowanie produktu w „Stranger Things” to zjawisko na porządku dziennym. Dufferowie wspominali chętnie nie tylko dawne dzieła, ale też marki. Przerażająco sztuczna scena z New Coke i „Coś” Carpentera w 3. sezonie pokazała jednak boleśnie, że nawet ten autentyczny czar nostalgii i miłość do minionej epoki przemijają. Nawet ten element „Stranger Things” wydaje się coraz bardziej wymuszony.

Wszystkie te wymienione elementy mogłyby jeszcze składać się na serial średni, ale budzący miejscami interesujący, ale pod jednym warunkiem. Dufferowie musieliby odważniej wdrażać swoje pomysły. Odcinek 2. sezonu poświęcony w całości relacji Jedenastki z Ósemką został przeprowadzony zupełnie bez scenopisarskiej gracji. Dlatego wydawał się totalnie nie przystawać do reszty i odrzucił wielu widzów. Ale na poziomie pomysłu miał szansę doprowadzić do czegoś ciekawego, mógł poprowadzić twórców w ciekawą stronę oraz pomóc zadać aktualne pytania o granice samoobrony, sens zemsty i odpowiedzialność w korzystaniu z własnej mocy. Ten ostatni wątek był delikatnie sugerowany w 1. i 2. sezonie, ale najnowsze odcinki porzucają go kompletnie.

Jedenastka ma wszystkie cechy, żeby stać się fenomenalną bohaterką, ale znacznie łatwiej ja traktować jako przenośne deus ex machina.

Liczba sytuacji, w której bohaterowie „Stranger Things” są w tarapatach, ale w ostatniej chwili skórę ratują im moce Nastki jest naprawdę zatrważająca. Gdyby ktoś chciał zrobić pijacką grę w oparciu o ten motyw, to raczej nie dotrwałby w stanie trzeźwości do końca. Niestety, moce dziewczyny są zbyt kuszące dla Dufferów. Każdy scenariuszowy splot, każda niebezpieczna sytuacja może zostać błyskawicznie rozwiązana. Raz, że odbiera to supensu, a dwa że ogranicza charakterologiczny rozwój Jedenastki (bo sprowadza ją do pozycji chwytu stylistycznego) oraz bohaterów wokół niej. Nie bez powodu najciekawszymi bohaterami całej serii są Jonathan, Max, Dusty, Robin i Steve, którzy na przestrzeni dwudziestu pięciu odcinków mają z nią bardzo ograniczone kontakty.

A skoro o tym mowa, to problemem „Stranger Things” jest też relacja między Hopperem i przybraną córką. Nie dlatego, że Dufferowie prowadzą ją niedbale, ale po prostu jest jej za mało. W całym 3. sezonie (zapowiadanym jako niezwykle emocjonalny dla tej dwójki) Millie Bobby Brown i David Harbour mają razem dwie (!) sceny. Na takiej podstawie nie da się zbudować prawdziwych relacji.

Najlepiej o braku umiejętności budowania większej historii przez autorów serialu jest sposób, w jaki rozwiązują finałowe odcinki. Jak zwykle bohaterowie spotykają tuż przed finałem i tuż po nim rozchodzą na mniejsze grupki. Ale tym razem twórcy nie mieli nawet pomysłu jak ich wymieszać. Wszyscy pozostają w tych samych identycznych grupkach, co wcześniej. Tak jakby nie było między nimi członków tych samych rodzin, przyjaciół czy postaci, których wzajemne interakcje byłby interesujące.

Koniec 3. sezonu sugeruje, że możemy się spodziewać pewnych zmian, ale osobiście nie mam nadziei na zmianę nastawienia Dufferów.

W nostalgii jako takiej nie ma nic złego, ale jeśli jedynym celem głośnego serialu ma być powtarzanie w kółko tej samej historii i przywoływanie innych dzieł, to czy nie lepiej po prosu sięgnąć po Kinga, Spielberga czy klasyczne horrory? Nie lepiej zagrać w „Dungeons and Dragons” i dać się ponieść wyobraźni znacznie bardziej niż twórcy „Stranger Things”? Bo naprawdę trudno uwierzyć, że poprowadzą tę historię na nowe szczyty. Dość powiedzieć, że zamieszczona po napisach końcowych scena sprawia wrażenie nie nowego otwarcia, a raczej przywołania nostalgii za… 1. sezonem. A jeśli zaczynasz tęsknić za własną tęsknotą, to ewidentnie jest coś nie tak.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

105 odpowiedzi na “„Stranger Things” jest najbardziej przereklamowanym serialem Netfliksa, bo opowiada po raz trzeci tę samą historię”

  1. Stranger Things nie jest taki fajny.
    Najlepszy serial na Netflixie to Final Space.
    Gdyby Netflix zamawiał nowe odcinki na bieżąco to to by była dopiero wielka wiadomość.

  2. Co za irytujące malkontenctwo. Autor tej recenzji musi być strasznym ponurakiem. Mnie tam się podobało. Dobra zabawa na kilku poziomach, głównie dla poszukiwaczy cytatów z epoki.

    • Racja… No autor dokładnie tak się nazywa, jak i ocenia.. “Gardzi” dobrymi pomysłami :p Może ten autor jest tylko i wyłącznie od krytykowania dobrych filmów, książek, gier, serialów.

  3. Według mnie stranger things 2 było bardzo podobne do pierwszego sezonu, było wręcz nudne, cała fabuła kręciła się wokół Willa, który nie jest ( według mnie) zbyt interesującą postacią. Lecz stranger things 3 to zupełnie odmienna historia, nie opowiada już o przeszłości Eleven ani o Willu, tutaj skupiono się na drugiej stronie itp
    Według mnie dobrze że serial nawiązuje do lat 80, muzyka, przedmioty są dobrym dopełniaczem serialu, oglądając go czuje się klimat, którego za naszych czasów niestety brak.

  4. Dla mnie serial jest genialny. Bohaterowie i aktorzy którzy ich grają dobrani idealnie. A każdy odcinek zachęca do obejrzenia kolejnego. A i dla mnie sezon drugi jest lepszy od pierwszego.

  5. Mnie pierwszy sezon zaczarowal.. Na tyle ze obejrzalem go 2 razy.. Genialna muzyka, stopniowanie emocji i strachu, udzial dzieciakow w odkrywaniu prawdy i genialny Hopper, ktory jest najwieksza gwiazda serialu.. Nastepnie drugi sezon, ktory nie dorownał pierwszemu.. Praktycznie niewiele z niego pamietam ale 3 sezon wrocil na szczyt, naprawde dali rade. Oczywiscie Dustin to z dzieciakow to moj ulubieniec i w polaczeniu ze Stevem opanowali 3 sezon.. Ciesze sie, bo tak jak w pierwszym sezonie Steve był nijaki, cwaniaczek, szpaner z przeblyskami normalnosci tak w ostatnim sezonie lepiej poznajemy jaki jest naprawde i mozna go polubic i to bardzo. Na plus nawiazania do popkultury lat 80 tych i genialny wokal Dustina piosenki z Never Ending Story.. Jak ja lubie tego pulchnego bezzebnika. Ciesze sie ze sie zaprzyjaznil ze Stevem. Dla mnie serial cudowny. Lubie filmy z dzieciakami jak stranger, e.t. czy goonies albo nr 8

    • Generalnie to się zgadzam ze wszystkim. Pierwszy sezon był fantastyczny, drugi to takie “meh”. Trzeci z kolei to trzy tematycznie dobre wątki wątki – buddy cop comedy (Steve i Dustin), Capenterowski (Jonathan, Nancy i dzieciaki), Cameronowski (Hopper i Joyce). Ale Neverending Story zepsuło klimat ucieczki dzieciaków przed potworem :P

      PS. Lekki spoiler. Wątek homoseksualności Robin nie był wciśnięty na siłę. Świetna postać, a rozczarowanie Steve’a, że nie będzie mieć dziewczyny marzeń było autentyczne.

      PS2. Hopper był w tym sezonie doskonałym materiałem na rzucanie one linerami. Tego mi zabrakło w odniesieniu całego serialu do lat 80.

      • Wiesz, nikt sie nie spodziewał, ze zaczną spiewac, sle z drugiej strony to dzieciaki, i ta jego Suzunia mogla nie wierzyc w rzekome ratowanie swiata i zazyczyla sobie te piosenke, bo raz : pewnie spiewali ja na obozie a dwa wierze, ze mogli uwielbiac ten utwor, to akurat czasy tego filmu i ja takze bylem zafascynowany i tym filmem i ta piosenka. Oczywiscie watek homoseksualizmu jak najbardziej fajnie poprowadzony, ale patrzac na polityke netfixa, ciezko stwierdzic czy na siłę czy tez nie, bo w kazdym serialu i coraz czesciej w filmach fabularnych stajni netfix masz watek homoseksualizmu. 13 powodow :watek, perfekcja, watek, nawiedzony dom na wzgorzu, watek, teraz i tu watek. Ciut za duzo

  6. Wystarczy spojrzeć na Filmweb jaką ma średnią ocenę. A autor krytykuję dzieło filmowe lat 80. Ktoś tu się nie zna na filmach

  7. Czy oglądaliśmy ten sam serial?
    Mam wrażenie, że autor przeczytał streszczenie scenariusza i teraz się wypowiada.

  8. obejżałem z żoną bo pierwsze 2 sezony. Były bardzo ok i teraz pierwszy i drugi odciek bardzo spoko – ale niestety sezon nr 3 jest słaby, bardzo słaby – stylem Marvel wszędzie humor, scena zagrożenie śmierć a następna śmiechy, ostatni odcinek… śpiewy, tajna baza gdzie dzieci wchodzą od tak – na uśmiechu i humorze na siłę pchanym w co drugą scenę – zrobili taki teleranek połączony z 5,10,15 – jak jesteś fanem serii to i tak trzeba to obejrzeć – ale jak ciekawi Was dobry seans to strata czasu – 4 sezonu z takim poziomem nie mam zamiaru oglądać, strata czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...