W nowym sezonie „Stranger Things” nie czuć już magii. Ale od czego ma się wyobraźnię?

Recenzja/Seriale 04.07.2019
Nasza ocena:
W nowym sezonie „Stranger Things” nie czuć już magii. Ale od czego ma się wyobraźnię?

W nowym sezonie „Stranger Things” nie czuć już magii. Ale od czego ma się wyobraźnię?

3. sezon „Stranger Things” wylądował dzisiaj w serwisie Netflix, a ja po długim – i w gruncie rzeczy męczącym seansie – przekonałem się, że ciągle czekam na kolejną serię.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Czytaj także: Hawkins jest pełne niespodzianek. Przypominamy wydarzenia z poprzednich sezonów „Stranger Things”

Nie mam wątpliwości, że „Stranger Things” od Netfliksa to jeden z najbardziej wyczekiwanych seriali od tej platformy. Tak się złożyło, że kiedy ktoś krzyknie, że w czerwonym serwisie VOD nie ma co oglądać, to jedną z lepszych odpowiedzi jest: a widziałeś „Stranger Things” i „House of Cards”. Przez jakiś czas to działało, bo faktycznie nostalgiczna wycieczka do małego Hawkins to jedna z najmilszych i najsympatyczniejszych serialowych podróży ostatnich lat.

Myślę jednak, że trochę daliśmy się zwieść magii „Stranger Things”.

Pierwszy sezon był świeży, kusił mieniącymi się wspomnieniami skrytymi za fabularnymi konstrukcjami, charakterami bohaterów, ale też odniesieniami do innych dzieł, o których już zapomnieliśmy, że je znamy. „Stranger Things” to również tajemnica zbudowana gdzieś na pograniczu szalonych teorii spiskowych, strachu przed rozwojem nauki i brakiem zaufania do rządów. Tajemnica, dodam, której rozwiązanie nie musiało być do końca satysfakcjonujące. Ważne, że na świat patrzyliśmy oczami bohaterów, a więc do końca nie wiedzieliśmy wszystkiego o świecie, zwłaszcza o jego „magicznym” obliczu.

Stranger Things 3

 

W 2. serii zadanie było znacznie trudniejsze i chociaż twórcy polegli na kilku polach, to uważam poprzedni sezon za udane zamknięcie wątków premierowego. Tam też dało się połączyć mroczny klimat z odwołaniami do zbiorowej pamięci. Co ważne, „Stranger Things” ogląda się tym lepiej, im bardziej damy się ponieść wyobraźni i pozwolimy działać emocjom. A mamy wszystko, co jest potrzebne: sympatycznych i młodych bohaterów, dzieciństwo skonfrontowane z wielką (chociaż straszną) przygodą, elementy teen dramy, sercowe rozterki i przyjaźń. I chociaż serial bezczelnie żeruje na naszych wspomnieniach, to robi to na tyle dobrze, że nie powinno to nikomu przeszkadzać. Ja to nawet lubię.

Dlatego 3. sezon „Stranger Things” nie udał się tak dobrze, jak tego oczekiwałem.

Punkt wyjścia jest naprawdę świetny, bo nasi młodzi bohaterowie dorastają i zmieniają się ich priorytety. Mike i Jedenastka są parą, podobnie jak Lucas i Max, nawet Dustin po powrocie z wakacji przyznaje chłopakom, że również ma dziewczynę.

Ten wątek został nie tylko świetnie poprowadzony, ale również dał scenarzystom możliwość zrobienia kroku naprzód. Młodzieńcze miłości wyznaczają tutaj rytm relacji i napięć między bohaterami, a droga, którą przechodzi Jedenastka przy pomocy Max – i dzięki temu wiele o sobie dowiaduje się również Mike – jest rozpisana na tyle prosto i niewinnie, czyli w stylu „Stranger Things”, że ogląda się ją doskonale.

Stranger Things 3

Gorzej wypadają inni bohaterowie, bo chociaż nieustępliwego szeryfa Hoppera ogląda się świetnie, zwłaszcza w jego bezkompromisowym wydaniu, to jego postać przestaje nas cokolwiek obchodzić. To samo tyczy się Joyce – jej wątek bardzo przypomina to, co widzieliśmy na ekranie we wcześniejszych seriach. Kilka razy w czasie seansu zastanawiałem się nad jej motywacjami, bo trop, na który wpadła, był tylko pośrednio związany z jej synem, a to o niego tak bardzo walczyła wcześniej, teraz zdaje się o nim zapominać, co bardzo dziwne, jeśli zauważymy, jak nadopiekuńcza była jeszcze sezon wcześniej.

Najbardziej brakuje jednak interesującego przeciwnika.

Poprzednie 2 sezony opierały się, mniej lub bardziej, na tajemnicy. Demogorgon był przerażający, bo wiedzieliśmy o nim niezwykle mało, krył się w cieniu. Był groźny, bo nieuchwytny. Podobnie było z Łupieżcą Umysłów, który w 3. serii ciągle jest niebezpieczny, co do tego nie mam wątpliwości, ale gdy jego forma zaczyna być trochę bardziej fizyczna, to czar i groza pryskają.

Podobnie jest z Rosjanami, na których trop wpadają młodzi bohaterowie. Rozumiem, że złowrodzy szpiedzy i naukowcy z ZSRR są ciekawym – i bardzo płodnym z punktu widzenia zimnej wojny i teorii spiskowych – tematem, ale mam pewne zastrzeżenia. Wydaję mi się, że w trakcie operowania tym stereotypem twórcy „Stranger Things” bawili się tak dobrze, że wymknął im się on spod kontroli.

Mknąc przez 8 odcinków serialu miałem wrażenie, że magia gdzieś uleciała.

Jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że produkcja nie zmieniła się zanadto. A nawet więcej! Ciągle daje nam tę samą rozrywkę, a zmiany są tylko pozorne. Bohaterowie idą do przodu, ale gdy przychodzi do konfrontacji schematy ich działania, kryzysy i konflikty nie różnią się zanadto od tego, co już widzieliśmy w poprzednich seriach. To źle, bo „Stranger Things” nie jest w stanie nas niczym zaskoczyć, ale z drugiej jeśli tylko przez jedną sekundę damy się ponieść tej historii, to jest niemała szansa, że wciągnie nas bez reszty.

Ja jednak wolałbym, żeby twórcy wzięli przykład ze swoich bohaterów i wykazali się odrobiną odwagi. Ta i w Hawkins, i w serialach czyni cuda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

53 odpowiedzi na “W nowym sezonie „Stranger Things” nie czuć już magii. Ale od czego ma się wyobraźnię?”

    • Ogólnie Netflix przestał być już „magiczny” a stał się taśmą produkcyjną wyrobów ściśle znormalizowanych. Co niestety odbiło się i na tym serialu. Choć akurat tutaj brygadzista miał jednak lepszy dzień.

  1. Zaryzykuje stwierdzenie że widzowie się zmieniają, ciągle szukają coś nowego i niestety każda produkcja powinna zakończyć się na jednym sezonie zostawiając wiele rzeczy bez odpowiedzi. Tak było np z The Walking Dead – genialny serial który stał się dynastią :)

  2. Nie mogę się zgodzić, że magia uciekła. Wręcz odwrotnie!
    Jestem dopiero po 2 odcinku (jestem z tych co dawkują seriale) i mam wrażenie, że magia wylewa się tonami z ekranu. Świetnie rozwijają się wątki dojrzewania bohaterów, nostalgią do lat 80-tych można obdzielić kilka dużych produkcji, humor a zarazem tajemnica i Rosjanie. Jest wszystko. W dodatku cudownie skomponowane, połączone i podlane muzyką z tamtych lat.
    Kiedy tak czytam powyższy opis 3 serii, mam wrażenie, że ze względu na wiek (oranżada w woreczkach itd..) serial do mojego pokolenia dociera bardziej emocjonalnie, niż do młodych…(nie wiem ile autor ma lat).
    3 seria (po 2 odcinkach) trzyma świetny poziom. Powiem więcej – poprzednie serie tak mnie nie ubawiły jak dwa odcinki 3 sezonu.

  3. w 3 sezonie mamy powtórkę z rozrywki, bo urozmaicenie serialu w 2 sezonie nie spodobało się sporej ilości widzów. Dlatego twórcy poszli bezpiecznie i ani na chwile nie odchodzili od schematu sentyment latami 80 tymi > potworki > walka Jedenastki. Do tego przerysowani Rosjanie, którzy bezkarnie robią sobie w środku USA co chcą, przerysowany terminator goniący naszego policjanta… i mega przewidywalne zakończenie. A gdzie jakieś wątki skąd wzięła się Jedenastka, gdzie jakieś wątki gdzie podziały się reszta dzieci z umiejętnościami. Oby w 4 sezonie, bo schematyczna walka z horrorów klasy B już tego nie uratuje

  4. Taaaa, grunt, to niespełnione oczekiwania. Czasem nawet mogą wywołać depresję. Mnie tam się ten sezon bardzo podoba. Typowy postmodernizm. No i sporo Izraelitów, w końcu to Ameryka.

  5. Oczekiwałem “więcej tego samego” i jestem zadowolony. Czym tu mają zaskakiwać? Oczekujecie od kolejnych części powtórnego zdziwienia na widok Demogorgona? No ludzie, bez przesady.
    Klimat lat 80 jest, opowieść z dreszczykiem jest, świetna muzyka i zdjęcia – są.
    Można by rozciągnąć opowieść na kilka dodatkowych odcinków i lepiej scharakteryzować postacie, bo oczywiście jest tutaj z tym słabo, ale dzięki temu akcja jest wartka i nie ma znużenia.
    Dla mnie akurat plusem jest, że nie starali się usilnie zaskakiwać i robić wszystko, tylko po to by widz miał “wow” i naginać do tego historie i postacie. Wiele by przez to klimatu uciekło, a tak mamy spójną opowieść jako sezon i jako całość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...