Ostatni sezon „Teorii wielkiego podrywu” już w HBO GO – to lepszy finał niż „Gra o tron”

Felieton/Seriale 29.06.2019
Ostatni sezon „Teorii wielkiego podrywu” już w HBO GO – to lepszy finał niż „Gra o tron”

Ostatni sezon „Teorii wielkiego podrywu” już w HBO GO – to lepszy finał niż „Gra o tron”

Widzowie z Polski mogą już obejrzeć finał serialu „Teoria wielkiego podrywu” – 12. sezon „The Big Bang Theory” trafił do HBO GO. To znacznie lepsze zakończenie wieloletniej telewizyjnej przygody niż 8. sezon „Gry o tron”.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Twórcami serialu „The Big Bang Theory”, który trafił do emisji w naszym kraju pod dość mało fortunnym polskim tytułem „Teoria wielkiego podrywu”, są Chuck Lorre i Bill Prady. Sitcom o geekach i nerdach dla geeków i nerdów doczekał się aż 12. sezonów, na które składa się 279 odcinków. Każdy z nich trwa po ok. 20 minut, a pierwszy debiutował na antenie telewizji CBS już w 2007 roku.

Aby umieścić to w odpowiednim kontekście, trzeba sobie przypomnieć, że w tamtym czasie firmy takie jak Facebook i Spotify dopiero raczkowały, iPhone i pierwsze smartfony z Androidem nadal rodziły się w bólach, a Tindera i Ubera jeszcze nie było nawet w planach. Było to też na rok przed premierą „Iron Mana”, który zapoczątkował Marvel Cinematic Universe.

The Big Bang Theory” powstało w czasach, gdy bycie nerdem wcale nie było cool.

Serial na naszych oczach odczarowywał nerdowską i geekowską kulturę. Leonard i Sheldon – nieprzystosowani społecznie naukowcy, którzy uwielbiają superbohaterów – z wyrzutków stali się idolami nowego pokolenia. I to tego samego, które wywindowało „Avengers: Koniec gry” na pierwsze miejsce w rankingu box office wszech czasów.

the big bang theory 12 sezon recenzja 2

„Teoria wielkiego podrywu” jest w dodatku dla fanów komiksów Marvela i DC oraz „Gwiezdnych wojen” tym, czym dla tych normalnych ludzi byli kultowi „Przyjaciele”. Geekowie i nerdowie tego świata znaleźli odbicie swoich nietypowych trosk i problemów na telewizyjnym ekranie. Serial nie mógł jednak trwać w nieskończoność.

Teoria wielkiego podrywu” skończyła się po 12. sezonach.

Serial w przeszłości miał już spadki formy, ale na powierzchni utrzymały go liczne, mniej i bardziej udane, próby odświeżenia formuły. Doszło do wielu zmian status quo, a bohaterowie w końcu pozawierali małżeństwa, a nawet spłodzili kilka dzieci. Jim Parsons, czyli serialowy stary Sheldon, uznał jednak, że o tym bohaterze powiedziano już wszystko.

Twórcy podjęli decyzję o zakończeniu dochodowego projektu, a 12. sezon „Teorii wielkiego podrywu” okazał się ostatnim w historii. Dwa ostatnie epizody o tytułach „The Change Constant” i „The Stockholm Syndrome” zostały wyemitowane 16 maja 2019 roku. Osiągnęły oglądalność na poziomie 18,52 mln widzów w Stanach Zjednoczonych.

Warto przy tym nadmienić, że zakończenie serialu stacji CBS jest po prostu świetne.

„Teoria wielkiego podrywu” kończyła się w Stanach Zjednoczonych w tym samym tygodniu, co „Gra o tron”, czyli największy hit stacji HBO emitowany niemal równie długo co sitcom o geekach, bo od 2011 roku. Polski oddział HBO GO nie wykupił jednak praw do ostatniego sezonu „The Big Bang Theory” o geekach na czas i musieliśmy czekać na niego półtora miesiąca. A szkoda.

the big bang theory 12 sezon recenzja 2

Tylko jeden z tych dwóch emitowanych przez lata seriali skończył się tak, jak można było tego oczekiwać. Zakończenie „Gry o tron” rozczarowało wielu z tych nawet najbardziej oddanych fanów, a sam czułem obojętność, tak ostatnie chwile spędzone z Leonardem, Sheldonem i Penny, chwytały za serce. Bohaterowie i widzowie przebyli długą drogę, a finał to było takie nerdowe katharsis.

Na otarcie łez został nam jednak „Młody Sheldon”.

„The Big Bang Theory” doczekało się, przynajmniej jak na razie, jednego spin-offa. „Young Sheldon” opowiada o dzieciństwie tytułowego bohatera, w którego wcielił się tym razem Iain Armitage. Głównymi bohaterami są, prócz niego, przede wszystkim członkowie jego rodziny: ojciec, matka, brat, bliźniacza siostra oraz babcia nazywana pieszczotliwie meemaw.

Piękne było też powiązanie fabularne pomiędzy oboma serialami. Tak jak w „Teorii wielkiego podrywu” główny bohater celebrował to, jak wielu i jak bardzo oddanych przyjaciół zdobył przez te kilka lat, tak jego młodszy odpowiednik w podobnych okolicznościach cierpiał w samotności. To ładna klamra spinająca nie tylko 12 lat, tylko kilka dekad historii.

Jestem przy tym przekonany, że „Młody Sheldon” w próżni nie śmieszyłby nawet w połowie przypadkowego widza tak, jak bawi fanów serialu-matki. Z początku nie byłem przy tym przekonany, czy taki spin-off „The Big Bang Theory” był nam w ogóle potrzebny, ale po dwóch sezonach Iain Armitage w pełni mnie kupił i wyczekuję jego kolejnych przygód.

Serial znajdziecie na HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

62 odpowiedzi na “Ostatni sezon „Teorii wielkiego podrywu” już w HBO GO – to lepszy finał niż „Gra o tron””

  1. Skonczylem ogladanie gdzies na 7-8 sezonie. Przejadl mi sie strasznie. Te same schematy, wciaz odgrzewane te same pomysly tylko podawane w minimalnie inny sposob.

  2. osobiście ostatni odcinek nie zrobił na mnie jakiegos wielkiego wrażenia – dużo lepiej moim zdaniem wypadł np finał “Przyjaciół” ale generalnie lubie “Teorię…” jako cały serial i często do niego wracam choćby podczas emisji odcinków na jednym z kanałów, natomiast jeśłi chodzi o serial „Młody Sheldon” to nie dałem rady go oglądać.

  3. Zakończenie było:
    – sztucznie zagrane
    – wymuszone wątki
    – słaby scenariusz
    – żałosne żarty
    – DO BANI

    Jeśli ktoś uważa inaczej to niech zobaczy finały innych bardzo popularnych seriali jak FRIENDS czy SCRUBS – na tych człowiek siedział i (niemal) płakał że to już koniec.

    Co do samego serialu to Sezony 1-6 świetne, Sezon 6-9 słabe i to bardzo, Sezon 10 już lepiej, Sezon 11 całkowite odzyskanie formy, Sezon 12 to brak pomysłu na cokolwiek.

    Generalnie jako fan serialu mogę powiedzieć, że było dobrze. Ale to tyle.

    W obecnych czasach, bądźmy szczerzy, seriale komediowe które wychodzą są po prostu słabe, brakuje w nich tej iskry i chęci poznania postaci.
    Dzieje się tak ponieważ:
    – ludzi już mniej rzeczy szokuje
    – jest YouTube
    – ciężko wymyślić coś nowego, wszystko jakby już było

    Jedynym który mnie ostatnio przekonał był “Mr Iglesias” (ten na Netflix z Gabrielem “Fluffy” Iglesias’em). Dobrą drogą poszli bo nie starają się szokować czy robić z ludzi idiotów, ale jak na komika przystało Fluffy po prostu rozśmiesza. Drugie TBBT to to nie będzie ale w dobie totalnej nudy w TV ujdzie.
    (Jest jeszcze Paragraf 22, ale groteskę ciężko komedią nazwać, mimo że momentami rozśmiesza)

    PS. Nie porównujcie tego do GoT. To już się robi żałosne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...