„Laleczka” to horror, który mógłby być odcinkiem „Czarnego lustra” – recenzja filmu

Recenzja/Film 21.06.2019
Nasza ocena:
„Laleczka” to horror, który mógłby być odcinkiem „Czarnego lustra” – recenzja filmu

„Laleczka” to horror, który mógłby być odcinkiem „Czarnego lustra” – recenzja filmu

Najnowsza inkarnacja kultowej „Laleczki Chucky” to krwawy przeciętniak, który mógłby być średnio udanym odcinkiem serialu „Czarne lustro”. Jeśli w kinie chcecie się bać i szukacie mocnych wrażeń, to niestety nie ten adres.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Hollywood nie przestaje inwestować swoich pieniędzy i skądinąd utalentowanych rzemieślników w tworzenie historii, które dobrze znamy. I jeszcze gdyby tylko w grę wchodziły sequele, to byłoby pół biedy. Nawet najbardziej wtórne kontynuacje zawsze jakoś tam posuwają fabułę całości do przodu.

Ale sequele okazały się niewystarczające, więc do kolekcji doszły też remaki oraz rebooty. I choć przyznaję, jest kilka rebootów, które świetnie sobie poradziły (patrz: nowa „Planeta małp”), tak w większości pozostają one stratą czasu. Nawet jeśli są to w miarę niezłe filmy, sam fakt, że przychodzi nam oglądać znowu tę samą historię, sprawia, że na samo słowo „reboot” mam nieprzyjemne odczucie mentalnej zgagi.

Żeby nie było, że podchodzę do filmu „Laleczka”, będącego nowoczesnym rebootem “Laleczki Chucky”, z góry nastawiony negatywnie, muszę przyznać, że akurat punkt wyjścia tej reinkarnacji kultowej serii horrorów nie brzmi wcale tak źle.

Tym razem Chucky nie jest zwykłą (o ile oryginał można było nazwać „zwykłą”) lalką. We współczesnej wersji jest to nowoczesny robot-zabawka.

Obdarzony sztuczną inteligencją, czerpiący dane z chmury, co z kolei pozwala mu kontrolować np. urządzenia AGD. Przy okazji komunikując się ze swoim właścicielem za pomocą ruchów i mowy.

Chucky, należący do linii zabawek „Buddi”, to twór technologicznego giganta Kaslan Industries, który produkuje wszelkiej maści sprzęt, aplikacje, autonomiczne samochody oraz roboty pomagające ludziom w codziennych czynnościach. Gdy jedna z lalek zostaje zwrócona do sklepu ze względu na usterkę, ekspedientka (Aubrey Plaza) postanawia przygarnąć zabawkę i podarować ją swemu synowi, Andy’emu, na jego zbliżające się 14 urodziny. Ani matka, ani chłopiec nie zdają sobie sprawy z tego, że Chucky jest bardzo zaborczy i nie pozwoli, by ktokolwiek inny stał się najlepszym przyjacielem Andy’ego.

Motyw „magiczny”, znany z oryginalnego filmu, w którym to lalka Chucky ożywała poprzez rytuał Voodoo i przeniesienie duszy umierającego mordercy w ciało zabawki, został więc w filmie „Laleczka” zastąpiony o wiele bardziej prawdopodobnym i sensownym rozwiązaniem. W dodatku otworzyło ono furtkę autorom do, może niezbyt zręcznej i oryginalnej, ale nośnej metafory zgubnego wpływu technologii i aplikacji na nasze życie w sytuacji, gdy zaczynamy od nich uzależniać.

Twórcy dokładają do kociołka jeszcze szczyptę satyry społecznej, parę gramów czarnej komedii i w drugiej części filmu posypują to wszystko licznymi krwawymi scenami.

Niestety „Laleczka” nie wychyla się daleko poza podstawowy poziom wyżej wymienionych motywów. Mroczna satyra na technologie jest w gruncie rzeczy dość płytka i na tyle oczywista, że aż prosi się o jakieś sensowne rozwinięcie. Niestety takowego nie dostajemy. To, co stanowiło niezły punkt wyjścia dla odcinka „Czarnego lustra”, ostatecznie stało się w finale klasycznym i przewidywalnym slasherem.

Elementy czarnej komedii radzą sobie trochę lepiej (tutaj na pierwszy plan wysuwa się fabularny motyw z głową w opakowaniu – więcej wam nie zdradzę), ale nie ma ich na tyle dużo, by można było stwierdzić, że cały film na tym zyskuje.

„Laleczka” poległa przede wszystkim jako horror. Złamała bowiem pierwsze przykazanie gatunku. Ten film w ogóle nie straszy.

Potrafiłbym jeszcze wybaczyć przewidywalność, niezamierzenie komediowe sceny wyskakujących znienacka ludzi w kadrze w towarzystwie gwałtownych ozdobników dźwiękowych, czyli żelaznej klasyki przeciętnych straszaków. Trudno mi jednak wybaczyć, gdy film, który przynależy do gatunku horrorów, zwyczajnie przynudza. Ani razu nie czułem atmosfery niepokoju, przerażenia, strachu. Właściwie to gdyby nie kilka scen, w których Chucky brutalnie zabija swoje ofiary, niewiele byłoby w tym filmie motywów, które pozwalałby uznać go za horror.

Sama lalka nie wygląda wcale przerażająco ani niepokojąco. Jest co najwyżej… dziwna. Nie pomaga jej wcale, skądinąd świetny, głos podkładany przez samego Marka Hamilla. Sam nie wiem, może nie jestem już w wiekowej grupie docelowej odbiorców tego filmu, ale jakoś średnio przeraża mnie postać gumowej zabawki z nożem w ręku.

Oryginalna „Laleczka Chucky”, choć też nie była genialnym horrorem, to umiejętnie mieszała elementy straszne i śmieszne, czasem w jednej i tej samej chwili.

Paradoksalnie, element magiczny, o którym wspominałem wyżej, sprawiał, że działał on jako koszmarna fantazja. „Laleczka” z kolei stara się iść ścieżką bliższą rzeczywistości i szybko się od niej odłącza, odcinając od siebie zaangażowanie widza.

Jeśli jesteście fanami serii, macie sentyment do krwiożerczych i zaborczych lalek i od zawsze chcieliście zobaczyć, jak Chucky morduje dorosłych ludzi na dużym ekranie, to zanim zgłosicie się do psychologa możecie zaryzykować i wybrać się do kina na „Laleczkę”. Nie gwarantuję, że serce podskoczy wam do gardeł ze strachu, ale od strony formalnej jest to solidna rzemieślnicza robota. Zarówno jeśli chodzi o reżyserię, aktorstwo, a i komentarz dotyczący technologii, choć płytki i oczywisty, zapewne trafi do niektórych z was.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

32 odpowiedzi na “„Laleczka” to horror, który mógłby być odcinkiem „Czarnego lustra” – recenzja filmu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...