„Miasto na wzgórzu” to nie „Kroniki Times Square”, ale w tym serialu jest potencjał

Recenzja/Seriale 18.06.2019
Nasza ocena:
„Miasto na wzgórzu” to nie „Kroniki Times Square”, ale w tym serialu jest potencjał

„Miasto na wzgórzu” to nie „Kroniki Times Square”, ale w tym serialu jest potencjał

„Miasto na wzgórzu” to nowy serial, który obejrzycie w HBO GO. Jeśli lubicie historie policyjne z wątkami społecznymi, to jest to produkcja dla was.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Miasto na wzgórzu” zabiera nas do Bostonu z lat 90. i nie jest to przyjemne miejsce, chociaż, jak sugeruje nam produkcja, było jeszcze gorzej. Pierwszy odcinek poprzedzony jest krótkim wstępem wprowadzającym nas w świat serii. W 1989 roku mężczyzna zastrzelił swoją żonę, sam dla niepoznaki ranił się w brzuch, a winą za całą sytuację obwinił czarnoskórego mężczyznę. Policji udało się doprowadzić do skazania Bogu ducha winnego człowieka. Gdy prawda wyszła na jaw, „rozpętało się piekło”.

„Miasto na wzgórzu” portretuje Boston po tym dramatycznym wydarzeniu i pokazuje zmiany, jakie muszą zajść. Nie tylko w policji.

Miasto na wzgórzu

Zmienia się wszystko. Zmienia się podejście do czarnoskórych, zmieniają się relacje między policjantami i prokuraturą. Widać jasno, że system prawny i jego egzekucja, a także polityka aż kotłują się od nowych idei, pomysłów, a także wyzwań związanych z nowym spojrzeniem na prawa obywateli.

Jednocześnie jesteśmy świadkami fazy przejściowej. Młody czarnoskóry prokurator (w tej roli Aldis Hodge) jest idealistą i wie, że stać go na to, aby być lepszym od innych. Kolejne upokorzenia, których doznaje odbija i idzie dalej do przodu. Po drugiej stronie staje sprytny policjant (tu świetny Kevin Bacon), który gra w swoją własną grę. Nie tylko wie jak lawirować między ciemnymi typkami ze świata przestępczego, ale również prowadzi złożone i bardzo skuteczne intrygi w ramach systemu prawnego.

Kevin Bacon i Aldis Hodge stanowią doskonały duet.

Chociaż w pierwszym odcinku nie dostaliśmy tak wielu ich wspólnych występów, jak można by oczekiwać, to ich relacja pełna jest niesamowicie satysfakcjonującego napięcia. I nie jest to tylko zasługa samych aktorów, a również nieźle napisanych i emocjonujących dialogów.

Miasto na wzgórzu

Z pewnym niesmakiem zauważyłem jednak, że historia, chociaż prowadzona jest bardzo dobrze, na pierwszy rzut oka wygląda dość przewidywalnie. Trudno nie odnieść wrażenia, że „Miasto na wzgórzu” po raz kolejny eksploatuje ten sam temat, czyli pokazuje trudy pracy w policji w niejednoznacznych moralnie sytuacjach, brudnych i czystych gliniarzy, konflikt idealisty z cynikiem czy nadużywanie władzy.

Nie powiedziałbym, że jest nudno, bo ta historia aż ugina się od mocnych i angażujących scen.

Zwłaszcza po tej nielegalnej stronie prawa. Dostajemy bowiem wątek napadu na furgonetki z pieniędzmi, który nie idzie po myśli przestępców, a scena, gdy ich plan bierze w łeb, jest jedną z najmocniejszych w całym pierwszy odcinku.

Fabuła prowadzona jest bardzo poprawnie i z wielką przyjemnością zobaczę, jak rozwinie się w przyszłości. Po pierwszym epizodzie zawiedziony jestem przewidywalnością, ale sposób opowiadania jasno sugeruje, że kolejne epizody mogą przynieść znacznie więcej, zwłaszcza jeśli lubi się opowieści policyjne i to te osadzone w latach 90. Pod pewnymi względami serial przypomina więc „Rodzinę Soprano”, a nawet „Kroniki Times Square”, które również próbowały ukazać przełom i wielkie społeczne zmiany z perspektywy ulicy.

Pierwszy odcinek serialu „Miasto na wzgórzu” obejrzycie w HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...