Czytelniku, naprawdę myślisz, że nie powinienem pisać o memach? To krótkowzroczne i w sumie dość głupie

Felieton/Trendy 12.06.2019
Czytelniku, naprawdę myślisz, że nie powinienem pisać o memach? To krótkowzroczne i w sumie dość głupie

Czytelniku, naprawdę myślisz, że nie powinienem pisać o memach? To krótkowzroczne i w sumie dość głupie

To, jak się komunikujemy, jest przedmiotem niezliczonych badań i rozważań naukowych. Czy chodzi o to, jak mówimy, czy o to co mówimy, czy… czym mówimy. Każdy kto sądzi, że memy to tylko śmieszne obrazki z internetu, jest – mówiąc delikatnie – w błędzie.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Kilkanaście dni temu napisałem tekst, w którym przyglądałem się memom o „smutnych nosaczach”. Nie jest to może temat ani najważniejszy, ani tekst nie jest zapewne wiekopomny. Znalazły się jednak pod nim komentarze, które – mówiąc najoględniej – sugerowały, że nie powinienem poruszać tego tematu, że nie mam o czym pisać (to oczywiście ironicznie), że nie wiadomo, o czym ten tekst jest i w ogóle, tu cytat: „memy są po to, żeby sobie śmiechnąć”.

Budzi to mój sprzeciw i to nie dlatego, że ktoś niepochlebnie wyraził się o tekście, przy którym widnieją moje zdjęcie i nazwisko. Wydaje mi się, że to niezrozumienie. Bo chociaż zgodzę się, że memy są po to, żeby z nich „śmiechać”, to jednocześnie są na tyle powszechne, że nawet głupio byłby nad nimi nie przystanąć, skoro właśnie one dostarczają nam rozrywki.

Smutne nosacze są tego doskonałym przykładem.

Seria dość depresyjnych obrazków uderza bowiem na dwa sposoby. Po pierwsze brakuje w niej wydźwięku komediowego, a po drugie każe nam się skonfrontować z innym spojrzeniem na tego samego bohatera zbiorowej wyobraźni. Można więc powiedzieć, że patrząc na nie przeżywamy coś w rodzaju dysonansu, nasze przyzwyczajenie koliduje z tym, czego oczekiwaliśmy. Tu pojawia się smutek, może dyskomfort, może uczucie niepewności.

A jeśli głupi obrazek, który w założeniu miał być śmieszny, wzrusza, to może warto zastanowić się, dlaczego tak jest?

W 1976 roku Richard Dawkins stwierdził, że skoro istnieją geny, a więc jednostki dziedziczności biologicznej, to powinny również istnieć jednostki dziedziczności kulturowej. Nazwał je właśnie „memami”, podobieństwo do słowa „gen” nie jest przypadkowe. Mówiąc w ogromnym uproszczeniu, memy to informacje pozagenetyczne, które można replikować, powtarzać. Naukowcy nie są do końca zgodni, czy pojęcie „mem internetowy” jest najwłaściwsze do opisania obrazków z podpisami i innych sieciowych replikowalnych aktywności, ale to zapewne lepiej zostawić badaczom. A warto tu dodać, że zajmują się nimi m.in. socjolodzy i kulturoznawcy.

Dość powiedzieć, że Wiktor Kołowiecki w czasopiśmie naukowym „Kultura i Historia” nazywa je „nowym językiem internetu”. I nie ma co z tym polemizować, bo memy przekazują informacje za pomocą rozpoznawalnych szablonów, uzupełnianych o kolejne treści i konteksty. Następnie taka treści przemieszcza się i rozpowszechnia w sposób wirusowy (a może – wiralowy?). Podawana i podawana dalej tworzy sieci skojarzeń, znaczeń.

polacy jako smutne nosacze memy

Wydaje się jasne, że skoro memy niosą ze sobą zrozumiałe dla innych – to koszmarne słowo – internautów emocje, pragnienia i znaczenia, to mogą także tworzyć pewien obraz świata czy nawet całych społeczności.

A to, jak postrzegamy nas samych i innych, jest nie tylko ciekawe, ale jest też wartościową informacją.

Nie chodzi już nawet o okazjonalne obrazki, które pojawiają się po głośnych wydarzeniach politycznych, kulturalnych czy sportowych, tak często przecież zbierane przez internetowe media i opisywane okropnym [ZOBACZ MEMY]. Bo memy dają nam jakiś wspólny, uśredniony obraz świata. Pozwalają komunikować się właśnie dlatego, że współdzielimy pewne doświadczenia, wiedzę, rozumiemy sytuację, która jest w nich przedstawiona.

Spójrzcie na te smutne nosacze, gdybyśmy nie znali dokładnego kontekstu, w którym te zabawne zwierzęta się pojawiają, to niemożliwym byłoby pełne zrozumienie ich pesymistycznej wariacji. Choćby to świadczy coś o nas samych, o tym jak postrzegamy świat, jakie wspólne znaczenia ze sobą dzielmy.

Kilka lat temu jeden z wykładowców na uczelni opowiadał, że prowadził zajęcia w liceum i pokazał na nich zdjęcie Aleksandra Kwaśniewskiego, na co klasa wybuchnęła śmiechem. Dopiero później dowiedział się, że była to spowodowane tym, iż pierwsze skojarzenie, jakie w młodych ludziach wywołał widok byłego prezydenta, prowadziło do imprezowych i alkoholowych memów. Niekoniecznie świadczy to oczywiście o ich niewiedzy, a raczej o tym, że jedno skojarzenie wyparło drugie. A nawet więcej: obraz ukształtowany przez memy wyparł to, co rzeczywiste.

Wbrew pozorom memy władają naszą wyobraźnią i te szablony, które umożliwiają nam czytanie ich, wykorzystujemy później do analizowania świata, nawet bezwiednie. A skoro tak jest, to czy nie powinniśmy się temu bacznie przyglądać?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

24 odpowiedzi na “Czytelniku, naprawdę myślisz, że nie powinienem pisać o memach? To krótkowzroczne i w sumie dość głupie”

  1. Te smutne memy to zwykła gra na uczuciach/manipulacja emocjonalna, działa to na takiej samej zasadzie jak smutne emoty w komunikatorach lub “łapiąca za serce” ścieżka dźwiękowa w filmach.
    Analogiczny lecz odwrotny efekt można uzyskać np. puszczając sobie w przyspieszonym tempie (x 1,25) np. filmik z pogrzebu Adamowicza (prezydent Gdańska) i podkładając jednocześnie ścieżkę dźwiękową z Benny’go Hill’a, śmiech po łzy gwarantowany! bo zmienia się w prosty sposób wydźwięk.
    Podsumowując autor doszukuję się skomplikowanych procesów w świadomości społeczeństwa i zmian na poziomie wrażliwości emocjonalnej, a być może to wszystko, to beka jakiegoś gimbusa.

  2. Drogi Autorze, czuję się wyróżniony będąc cytowanym w tekście, ale do meritum. Naprawdę ktokolwiek uważa, że dopisanie smutnych historii, do popkulturowej małpy skłoni kogokolwiek do większych refleksji? Wszyscy zdają sobie sprawę z trudów życia cudzych i własnych, i nie uważam, że ktokolwiek ma czas i chęci na głębokie przemyślenia, wywołane internetowym obrazkiem. Czy te memy są przykre? Tak. Czy skłaniają do głębszych refleksji? Niektórych być może. Czy ma to jakikolwiek sens? Absolutnie nie. W kulturze przyjęło się, że memy są z reguły zabawnym źródłem rozrywki, chwilową odskocznią od ponurej rzeczywistości, remedium na poprawę humoru. Robienie z nich źródła kolejnych zmartwień i głębokich przemyśleń z pewnością nie jest tym, co bytuje w świadomości ich odbiorców. Autor na poparcie swojej tezy forsuje puste slogany, które choć może na pierwszy rzut oka brzmią wzniośle, to w rzeczywistości nie niosą za sobą żadnej wartości merytorycznej. Autorze, powiedziałbym “nice try”, ale chyba nie pykło. Robienie z memów źródła udręczenia się jest tak samo wartościowe, jak pisanie dwóch artykułów o smutnych małpach z mema. I tak, memy są po to, żeby sobie smiechnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...